Profesorowie biją na alarm: studenci coraz częściej trafiają na zajęcia bez podstawowych umiejętności czytania. Nie chodzi już o brak refleksji nad tekstem – chodzi o niemożność jego przyswojenia w ogóle.
Jessica Hooten Wilson wykłada na Pepperdine University w Kalifornii od ponad dwudziestu lat. Uczyła na pięciu różnych uczelniach, widziała wiele. Ale to, z czym spotyka się dziś, wprawia ją w osłupienie.
„To nie jest już kwestia braku umiejętności krytycznego myślenia” – mówi profesor nauk humanistycznych. „To niemożność przeczytania zdania”.
Jej obserwacja wpisuje się w szerszy, niepokojący trend. Według danych z 2025 roku prawie połowa Amerykanów nie przeczytała w ciągu całego roku ani jednej książki. Nawet entuzjazm wokół BookToka – społeczności miłośników literatury na TikToku – nie zmienił faktu, że pokolenie Z (urodzeni między 1997 a 2012 rokiem, mający dziś 13–28 lat) czyta mniej niż jakiekolwiek inne. Młodzi Amerykanie w wieku 18–29 lat przeczytali w minionym roku średnio zaledwie 5,8 książki. Nawyk sięgania po lekturę spadł w ciągu ostatniej dekady o około 40 procent.
Co ważne, problem nie ogranicza się wyłącznie do studentów. Coraz mniej czytają również starsi, a odsetek osób, które nie sięgnęły po ani jedną książkę w ciągu roku, należy dziś do najwyższych od wielu lat.
Adaptacja zamiast obniżania wymagań
Profesorowie stanęli przed trudnym wyborem: obniżyć oczekiwania czy próbować znaleźć nowe drogi do studentów. Wilson wybrała to drugie. Na swoich zajęciach czyta fragmenty tekstów na głos, omawia je zdanie po zdaniu, powraca przez cały semestr do jednego wiersza czy akapitu.
„Nie obniżam standardów” – zaznacza. „Zmieniam tylko metody, żeby osiągnąć ten sam cel”.
Timothy O'Malley, teolog z Uniwersytetu Notre Dame, przyznaje, że dostosowywanie zajęć do możliwości studentów zawsze było częścią jego pracy. Dawniej zadawał po 25–40 stron na każde spotkanie. Dziś to byłoby zbyt wiele.
„Zamiast się z tym zmierzyć, studenci sięgają po streszczenia generowane przez sztuczną inteligencję i kompletnie mijają się z sensem czytania” – mówi O'Malley.
Jego zdaniem problem ma korzenie głębsze niż smartfony i TikTok. Lata nauczania pod testy standardowe wyćwiczyły w młodych ludziach umiejętność skanowania tekstu w poszukiwaniu konkretnych informacji. Taki sposób czytania sprawdza się przy przeglądaniu portali informacyjnych, zupełnie zawodzi jednak przy gęstej prozie czy filozoficznym eseju.
Coraz większą rolę odgrywa również sztuczna inteligencja. Po co czytać, skoro Chatgpt streści to w 30 sekund? Dla wielu studentów staje się to kuszącą alternatywą wobec samodzielnej lektury. Pozwala szybko poznać główne tezy, ale nie zastępuje procesu czytania, analizowania i interpretowania tekstu.
Nie uciekają od książek — boją się ich
Brad East, teolog z Abilene Christian University, wskazuje na jeszcze jeden wymiar problemu – lęk. Studenci nie odrzucają lektury z przekory. Często po prostu boją się, że sobie nie poradzą.
„Kiedy redukuję stres związany z ocenami, studenci chętnie sięgają po listę lektur” – mówi East. „Zależy mi na tym, żeby się czegoś nauczyli, nie żeby drżeli przed egzaminem”.
Podobne spostrzeżenia ma Brooke Vuckovic z Northwestern's Kellogg School of Management. Co semestr od 40 do 50 procent jej studentów określa siebie jako niechętnych lub nieśmiałych czytelników. Kiedy jednak daje im zachętę i przestrzeń, zmiana bywa natychmiastowa.
Nie wszyscy zgadzają się jednak z najbardziej pesymistycznymi ocenami sytuacji. Zwolennicy nowych technologii zwracają uwagę, że młodzi ludzie każdego dnia czytają ogromne ilości treści cyfrowych, choć znacznie rzadziej są to książki, eseje czy dłuższe teksty wymagające skupienia.
Czy brak czytania zwiększa samotność?
Stawką nie są tu wyłącznie wyniki na studiach czy perspektywy zawodowe. Wilson podkreśla, że czytanie – szczególnie literatury pięknej i filozofii – to ćwiczenie z empatii. Zdolność wejścia w cudzy punkt widzenia, zrozumienia innej perspektywy, poczucia wspólnoty z kimś, kogo nigdy nie spotkamy.
„Polaryzacja, lęk, samotność, brak głębszych przyjaźni – to wszystko dzieje się w społeczeństwie, które przestaje czytać razem” – mówi Wilson.
Na ironię zakrawa fakt, że lektura wciąż pozostaje jednym z wyróżników elity. Badanie JPMorgan z 2025 roku przeprowadzone wśród ponad stu miliarderów wykazało, że czytanie książek to nawyk numer jeden, który łączy najbardziej wpływowych ludzi świata.
Tymczasem kolejne roczniki wchodzą na sale wykładowe — z telefonem w ręku i bez książki w plecaku.
Źródło: Fortune, YouGov, JPMorgan