----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

10 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

Majowe dane z amerykańskiego rynku przyniosły niepokojące wieści: inflacja przekroczyła 4 procent po raz pierwszy od 2023 roku. Największy wpływ na majowy wzrost inflacji miały ceny energii, które wystrzeliły w górę w związku z konfliktem zbrojnym z Iranem.

Departament Pracy poinformował w środę, że wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w maju o 4,2 procent w ujęciu rocznym, wobec 3,8 procent w kwietniu. To najwyższy odczyt od trzech lat i wyraźny sygnał, że drożyzna, która po pandemii stała się jednym z największych problemów gospodarczych w USA, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Benzyna, żywność, bilety — drożeje niemal wszystko

Bezpośrednim zapalnikiem inflacyjnego skoku są ceny paliw. Przyczyną wzrostu ceny jest zakłócenie dostaw ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz — strategiczny szlak morski, który Iran blokuje lub zagraża jego funkcjonowaniu od początku konfliktu. To już trzeci z rzędu miesiąc, w którym skutki wojny odczuwają amerykańscy konsumenci przy dystrybutorze.

Droższe paliwo to jednak dopiero początek. Wyższe koszty transportu przełożyły się na ceny żywności w całym łańcuchu dostaw. Wołowina zdrożała w ciągu roku o ponad 10 procent, ceny pomidorów wzrosły o 32 procent, a sałaty — o 25 procent. Do tego dochodzą bilety lotnicze, które są droższe aż o 26,7 procent rok do roku.

Jednocześnie inflacja bazowa, która nie uwzględnia cen żywności i energii, wyniosła 2,9 procent. Sugeruje to, że znaczna część obecnego wzrostu cen wynika z drożejących surowców energetycznych, a nie z szerokiego przyspieszenia cen w całej gospodarce.

Ekonomiści zwracają uwagę, że mamy do czynienia z kilkoma nakładającymi się falami inflacyjnymi jednocześnie. Krishna Guha z firmy analitycznej Evercore ISI wskazuje na trzy równoległe źródła presji cenowej: cła importowe wprowadzone w ubiegłym roku, wysokie ceny ropy oraz boom inwestycyjny w centrach danych dla sztucznej inteligencji, który winduje ceny półprzewodników i elektroniki użytkowej.

Trump: „Kocham tę inflację”
Prezydent przekonuje, że ceny spadną po zakończeniu wojny

Administracja Donalda Trumpa stara się tonować nastroje. Rzecznik Białego Domu Kush Desai przekonywał, że program gospodarczy prezydenta nadal przynosi efekty, wskazując na spadające ceny leków na receptę, nabiału, samochodów i ubezpieczeń. Inflacyjny skok określił mianem przejściowego zakłócenia, które ustąpi po zakończeniu działań zbrojnych.

Sam prezydent poszedł o krok dalej. Zapytany podczas środowej konferencji prasowej, czy niepokoi go wzrost inflacji do 4,2 procent, odpowiedział: „Nie, kocham to. Dane były świetne. Wiecie, co naprawdę kocham? Kocham tę inflację” ("No, I love it. The numbers were great. You know what I really love? I love the inflation"). Prezydent stwierdził, że obecny wzrost cen jest bezpośrednio związany z wojną i sytuacją na rynku ropy naftowej. Twierdził również, że amerykańskie działania militarne umożliwiły transport milionów baryłek ropy przez Cieśninę Ormuz, co miało ograniczyć jeszcze większy wzrost cen surowca. Według Trumpa po zakończeniu konfliktu ceny ropy i inflacja mają „spaść jak kamień”. Mówiąc o danych inflacyjnych argumentował, iż są one przejściowym efektem działań wojennych i nie zmieniają jego pozytywnej oceny sytuacji gospodarczej.

Dane stanowią jednak polityczny problem dla administracji. Obniżenie kosztów życia było jednym z głównych haseł kampanii wyborczej Donalda Trumpa, a wzrost cen paliw i żywności utrudnia realizację tych obietnic.

Rzeczywistość dla milionów Amerykanów wygląda również inaczej niż zapewnienia Białego Domu. Nastroje konsumenckie osiągnęły wiosną rekordowo niski poziom według badań Uniwersytetu Michigan.

Nie wszyscy ekonomiści podzielają jednak najbardziej pesymistyczne prognozy. Michael Strain z American Enterprise Institute zwraca uwagę, że amerykański rynek pracy pozostaje silny, bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, a wzrost płac nadal wspiera dochody gospodarstw domowych.

Fed staje przed trudnym wyborem

Dane inflacyjne to poważne wyzwanie dla Kevina Warsha, nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej, który w przyszłym tygodniu weźmie udział w pierwszym posiedzeniu w tej roli. Warsh zastąpił Jerome'a Powella zaledwie w ubiegłym miesiącu, sygnalizując wcześniej otwartość na obniżki stóp procentowych. Teraz, gdy inflacja znów przyspiesza, ten scenariusz staje się coraz mniej realny.

Niektórzy członkowie Fed idą jeszcze dalej. Członek rady Christopher Waller oświadczył podczas konferencji bankierów centralnych we Frankfurcie, że nie może już wykluczyć podwyżek stóp procentowych, jeśli inflacja nie wyhamuje.

Ekonomiści ostrzegają, że najtrudniejsze może być dopiero przed nami — jeśli Amerykanie zaczną traktować wysoką inflację jako stały element rzeczywistości, presja cenowa może stać się samospełniającą się przepowiednią. Joanne Hsu z Uniwersytetu Michigan porównuje sytuację do pacjenta, który odstawił antybiotyki w połowie kuracji: „Czujesz się lepiej, ale nie pokonałeś całkowicie infekcji".

Prognoza ekonomisty Joe Brususelasa z RSM jest mało optymistyczna: inflacja ma nadal rosnąć, zbliżając się do poziomu 4,5 procent, gdy wyższe koszty energii, transportu i żywności w pełni przejdą przez gospodarkę.

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

NAVA

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor