Chicago przygotowuje się na protesty
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Dzień zaprzysiężenia Joe Bidena na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych powinien być świętem. Powinien, ale już wiadomo, że nie będzie, a przynajmniej nie dla wszystkich. Władze Chicago spodziewają się tego dnia (20 stycznia) manifestacji, niezadowolonych z wyniku wyborów zwolenników partii republikańskiej. Z tego powodu Lori Lightfoot zdecydowała się na powołanie Centrum Zarządzania Kryzysowego - Emergency Operations Center.

„Spodziewamy się, że miasto Chicago pozostanie spokojne. Jednak OEMC jest gotowe zmobilizować posiadane zasoby, aby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom w przypadku jakichkolwiek incydentów” - przekazało Biuro Zarządzania Kryzysowego i Łączności (OEMC).

Nowa jednostka ma koordynować pracę miejskich departamentów odpowiedzialnych za infrastrukturę i zarządzanie, policji i straży pożarnej. Chodzi o sprawne działanie i ekspresowe reagowanie na zagrożenie. W skrócie – ma robić wszystko, by 20 stycznia w Chicago było bezpiecznie. Jak przekazano, pierwsze szkolenia policjantów już się odbyły. To ważne, bo nie mogą powtórzyć się wydarzenia z Waszyngtonu. Mimo ogłoszenie decyzji o powołaniu Centrum urzędnicy powiedzieli, że nie mają stuprocentowej wiedzy, czy protesty w Chicago się rzeczywiście odbędą. Agenci FBI ostrzegli, że radykalni zwolennicy GOP mogą planować „protesty zbrojne” we wszystkich 50 stolicach stanów z okazji inauguracji Bidena zaplanowanej na środę. Ma być to kontynuacja szturmu na Kapitol w trakcie certyfikacji wyniku wyborów.

Ewentualnych zamieszek obawia się nie tylko Lori Lightfoot. Gubernator J.B. Pritzker postawił w stan gotowości ponad 250 żołnierzy Gwardii Narodowej Illinois, którzy mają dbać o bezpieczeństwo na terenie stanu, a przede wszystkim w jego stolicy. Kolejnych 100 funkcjonariuszy z Illinois pojedzie do Waszyngtonu, żeby 20 stycznia tam wspomóc swoich kolegów z formacji.

fk