Za kilka tygodni do Stanów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku przyjadą miliony kibiców. Dla wielu z nich zetknięcie się z amerykańską codziennością może przynieść różne niespodzianki — jedne pozytywne, inne mniej. Jeśli jednak wierzyć komentarzom i żartom krążącym po internecie, wyjątkowych emocji może dostarczyć już sama próba dotarcia na mecz.
W mediach społecznościowych mundial rozpoczął się już na dobre. Na TikToku i Reddit pojawiają się żartobliwe nagrania i memy przygotowujące kibiców do „amerykańskiego doświadczenia transportowego”. Jedni pokazują marsz poboczem dróg prowadzących do stadionów, inni publikują przeróbki scen z serialu „Rodzina Soprano”. W jednej z popularnych wersji bohater z rozczarowaniem patrzy przez szybę samochodu na niekończące się pasy ruchu, centra handlowe i parkingi. Podpis sugeruje, że kibice z Europy zostawiają za sobą pocztówkowe widoki, by przyjechać do królestwa asfaltu.
Żarty nie wzięły się znikąd
Mundial 2026 organizowany wspólnie przez Stany Zjednoczone, Meksyk i Kanadę ma przyciągnąć około 5 milionów zagranicznych gości. Wielu z nich pochodzi z krajów, gdzie szybkie koleje, metro i transport publiczny są oczywistą częścią codziennego życia. Tymczasem Stany Zjednoczone przez dziesięciolecia budowały znaczną część swojej infrastruktury wokół samochodu.
Skutki tego podejścia widać także przy stadionach. Brytyjski „The Guardian” postanowił sprawdzić, jak wyglądałaby próba dotarcia pieszo do stadionu MetLife. Nie chodziło o to, by sugerować, że kibice będą maszerować kilka godzin z Manhattanu na mecz. Eksperyment miał pokazać coś innego: nawet przy dużych wydarzeniach sportowych infrastruktura dla pieszych w części okolic stadionów potrafi kończyć się nagle lub prowadzić trasami projektowanymi przede wszystkim z myślą o samochodach.
Marsha Anderson Bomar, prezeska Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierów Lądowych (ASCE), otwarcie przyznaje, że turniej może być dużym testem.
„Będzie bardzo dużo ruchu pieszego i wiele różnych sposobów przemieszczania się – autobusów, rowerów, hulajnóg czy przejazdów typu Uber i Lyft. Nie ma jednak sposobu, by dokładnie przewidzieć, co się wydarzy” – ostrzega.
Jeszcze przed gwizdkiem ruszyły żarty
Najwięcej emocji wywołał jednak nie brak chodników, lecz planowany transport do stadionów.
Początkowo operator NJ Transit ogłosił, że przejazd pociągiem na mecze przy stadionie MetLife będzie kosztował 150 dolarów w obie strony. Przy standardowej cenie 12,90 dolara oznaczało to wzrost o ponad tysiąc procent. Po fali krytyki cena spadła najpierw do 105, a potem do 98 dolarów.
Wtedy pojawiło się rozwiązanie zastępcze.
Komitet organizacyjny ogłosił uruchomienie specjalnych autobusów kursujących z Manhattanu do stadionu. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie szczegół: mają to być żółte autobusy szkolne. Nawet 300 pojazdów dziennie będzie przewozić kibiców za 20 dolarów w obie strony.
Kibice z Monachium przyzwyczajeni do metra kursującego co kilka minut, kibice z Madrytu wychodzący niemal spod stacji przy stadionie Bernabéu czy kibice z Tokio, gdzie pociągi przepraszają za minutowe opóźnienia, poznają jedną z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich instytucji: żółty autobus szkolny.
Ironiczne jest to, że wielu komentujących uznało to za poprawę sytuacji.
W komentarzach na Reddit pojawiały się żarty, że zagraniczni kibice otrzymają „pełne amerykańskie doświadczenie”. Inni zauważali, że autobus szkolny niespodziewanie stał się symbolem organizacji Mundialu.
Trudno się dziwić. W marcowym raporcie ASCE amerykańska infrastruktura otrzymała zaledwie ocenę C — najwyższą od początku badania prowadzonego w 1998 roku, ale w szkolnej skali wciąż oznaczającą raczej przeciętny wynik. Transport publiczny dostał D, jedną z najniższych ocen w całym zestawieniu.
Rynek rządzi, infrastruktura próbuje nadążyć
Kto uzna, że problem rozwiąże samochód, szybko odkryje, że i to rozwiązanie ma swoje ograniczenia.
Przy stadionie MetLife praktycznie nie przewidziano parkingów dla kibiców. Kierowcy mogą zostawić samochód w pobliskim centrum handlowym za około 225 dolarów, a następnie przejść pieszo specjalną kładką. W Miami ceny parkingu dochodzą do 250 dolarów.
Dla osób z grubszym portfelem przewidziano również loty helikopterem z Manhattanu. Ceny zaczynają się od około 5700 dolarów w obie strony.
Jest tylko jeden szczegół.
Helikopter nie ląduje przy stadionie. Trzeba jeszcze pokonać kilka mil i utknąć w tych samych korkach co pozostali.
Prezydent FIFA Gianni Infantino tłumaczył wysokie ceny prostym argumentem: Stany Zjednoczone mają „najbardziej rozwinięty rynek rozrywki na świecie”, więc obowiązują tu rynkowe stawki.
Nie wszystkie miasta idą jednak tą drogą. Los Angeles ustaliło cenę przejazdu na 3,50 dolara, Filadelfia pozostawiła standardowe stawki, a część kosztów pokrywa z funduszy federalnych.
Ale eksperci zwracają uwagę na coś ważniejszego. Podczas igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 roku budowano nowe rozwiązania infrastrukturalne i sprowadzano autobusy z całego kraju. Tym razem wiele działań przypomina raczej zarządzanie tłumem niż wielkie inwestycje.
Marsha Anderson Bomar ujęła to wyjątkowo celnie: żółty autobus nie jest rozwiązaniem problemu transportowego. Jest symbolem kraju, który improwizuje, bo wcześniej nie zbudował tego, czego potrzebował.
Za kilka tygodni miliony kibiców sprawdzą to osobiście. Część zapłaci niemal sto dolarów za pociąg, część wybierze autobus szkolny, inni utkną w korkach.
Piłkarze będą walczyć o Puchar Świata.
Kibice być może przede wszystkim o to, by zdążyć na mecz.
