Inflacja w USA wyniosła w kwietniu 3,8 procent – znacznie powyżej celu Rezerwy Federalnej. Ceny paliw wzrosły o 50 procent od końca lutego, gdy wybuchł konflikt zbrojny z Iranem. A to wszystko na tle gospodarki, w której – jak wynika z opublikowanego właśnie raportu Brookings Institution – już w 2024 roku niemal co drugie gospodarstwo domowe nie zarabiało wystarczająco dużo, by pokryć podstawowe koszty utrzymania. Od tamtego czasu nie wydarzyło się wiele, co pozwalałoby sądzić, że sytuacja wyraźnie się poprawiła.
45,5 procent i 3 miliony na granicy
Raport – oparty na danych z każdego powiatu w USA – porównuje dochody gospodarstw domowych z szacowanymi kosztami artykułów pierwszej potrzeby: żywności, transportu, mieszkania, opieki zdrowotnej i opieki nad dziećmi. Wynik: 45,5 procent gospodarstw domowych już w 2024 roku nie osiągało dochodów wystarczających do pokrycia niezbędnych wydatków.
Jeszcze bardziej niepokoi w raporcie co innego: wystarczyło bowiem, by roczne koszty utrzymania wzrosły o zaledwie 1000 dolarów, a kolejne 3 miliony gospodarstw miały znaleźć się poniżej progu finansowej wydolności. Biorąc pod uwagę obecną dynamikę cen, granica ta może być dziś znacznie bliżej niż jeszcze rok temu.
Według danych przytoczonych w raporcie dochody rosły wolniej niż koszty życia. Dziś nożyce między dochodami a kosztami utrzymania są prawdopodobnie jeszcze bardziej rozwarte. „Koncentrujemy się na inflacji, ale jest też strona dochodowa tej historii, o której często nie mówimy" – podkreślał Andre Perry z Brookings Institutions.
Strukturalne koszty poza kontrolą rodzin
Autorzy raportu wyróżniają trzy kategorie wydatków, które w szczególny sposób obciążają budżety domowe i są najtrudniejsze do ograniczenia: mieszkanie, opieka zdrowotna i opieka nad dziećmi. To właśnie one – a nie codzienne zakupy czy rozrywka – stanowią trzon finansowych problemów Amerykanów i trudno je szybko ograniczyć nawet w lepszych okresach gospodarczych. W wielu dużych miastach miesięczny koszt opieki nad dzieckiem przekracza dziś czynsz za mieszkanie.
Zjawisko to nie jest nowe ani nagłe
Przez większość dekady 2014–2024 odsetek gospodarstw niezdolnych do pokrycia kosztów utrzymania przekraczał 40 procent każdego roku. Wyjątkiem były lata 2021 i 2022, kiedy rządowe czeki stymulacyjne i rozbudowane programy pomocowe związane z pandemią COVID-19 wyraźnie poprawiły kondycję finansową Amerykanów. Poprawa okazała się jednak krótkotrwała: gdy inflacja przyspieszyła, a programy pomocowe zaczęły wygasać, sytuacja pogorszyła się ponownie – i nigdy nie wróciła do poziomu z okresu pandemicznej pomocy.
Dane z przeszłości, problem teraźniejszości
Warto pamiętać, że raport Brookings fotografuje rok 2024 – zanim jeszcze inflacja ponownie przyspieszyła, zanim znów skoczyły ceny paliw i zanim nowe czynniki geopolityczne zaczęły przekładać się na portfele. Wiele wskazuje na to, że 2026 rok może być pod tym względem jeszcze trudniejszy.
Potwierdzają to cząstkowe dane bieżące. Federalny Bank Rezerwy w Nowym Jorku opublikował w środę wyniki badania, z którego wynika, że poziom niezabezpieczenia żywnościowego osiągnął wartości nienotowane od 2020 roku. Coraz więcej Amerykanów korzysta z banków żywności, rządowych programów żywnościowych lub po prostu opuszcza posiłki.
Pewien impuls konsumpcyjny dały w tym roku wyższe zwroty podatkowe wynikające z przyjętej przez republikanów ustawy budżetowej. Wydatki konsumentów (z wyłączeniem paliw) wzrosły w kwietniu o 4 procent rok do roku.
Wzrost dochodów jest jednak głęboko nierówny: zarobki rodzin z wyższych przedziałów dochodowych wzrosły w kwietniu o 6 procent, podczas gdy dla najsłabiej zarabiających wzrost wyniósł zaledwie 1,5 procent.
Ekonomiści opisują to zjawisko terminem „gospodarka w kształcie litery K" – lepiej zarabiający idą do przodu, podczas gdy słabiej zarabiający stoją w miejscu albo cofają się finansowo.
Raport Brookings szacuje, że podwyżka płac o 10 dolarów na godzinę pozwoliłaby niemal 38 milionom gospodarstw domowych wyjść ponad próg finansowej wydolności. Federalna płaca minimalna wynosi tymczasem 7,25 dolara za godzinę – i nie zmieniła się od 2009 roku (około 800 000 do 900 000 pracowników godzinowych – co stanowi około 1% siły roboczej zatrudnionej na godziny – zarabia federalne minimum). W kraju, w którym inflacja właśnie znów przyspiesza, ta liczba brzmi jak relikt innej epoki.