Czy polityka jest nową religią?
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Dla wielu osób z lewej i prawej strony polityka przesiąkła swego rodzaju religijnym zapałem, jednocześnie osobisty udział w rzeczywistej, zorganizowanej religii gwałtownie spadł do najniższego poziomu w historii. Obserwując wydarzenia ostatnich kilku lat, wygłaszane opinie, podejmowane działania, oddanie, poczucie przynależności i moralnej pewności, można dojść do wniosku, iż dla wielu Amerykanów polityka stała się quasi-religią.

Stany Zjednoczone od dawna znane są z tego, co niektórzy socjologowie nazywają „religią obywatelską” - wspólną wiarą skoncentrowaną na fladze, dokumentach założycielskich kraju i Bogu. Ale czynnik Boga słabnie, ponieważ spada liczba praktykujących, do tego tak zwani "niezależni światopoglądowo"- a więc ateiści, agnostycy i ci, którzy sami identyfikują się jako „nijacy” - stanowią już jedną trzecią populacji kraju.

Od zwolenników MAGA na prawicy po wojowników sprawiedliwości społecznej wśród „obudzonej lewicy”, szerzy się gwałtowny, często radykalny aktywizm polityczny. W tym samym czasie liczba Amerykanów w domach modlitwy spadła według Gallupa do poziomu 47%.

Wraz ze spolaryzowaniem polityki zmienił się także profil religijny społeczeństwa.

„Liberałowie i „nijacy” poszli na lewo, konserwatyści i ewangelicy poszli w prawo” - mówi Ryan Burge, ekspert od religii i polityki na Eastern Illinois University. „Nie ma już środka”.

Według niego ateiści są obecnie najbardziej aktywną politycznie grupą w USA. Daleko im do największej grupy, bo stanowią 6% populacji, ale statystycznie są najbardziej skłonni do angażowania się w działalność polityczną.

„Nasza polityka stała się religią. Niesie w sobie teraz zapał religijny, którego nie było w niej jeszcze 20 czy 30 lat temu” - mówi profesor Burge, który jest również pastorem baptystów.

Dlaczego tak się dzieje?

Niektórzy wskazują na media społecznościowe i zwyczaje związane z konsumpcją wiadomości, które poodgradzały ludzi w ideologicznych grupach chłonących wszystko i prowokujących emocjonalne reakcje. Poczucie więzi, które niektórzy znajdują w internecie, może zastępować dziś więzi społeczne, które niegdyś tworzyły domy modlitwy.

Kolejnym elementem jest podział geograficzny, w którym ludzie mieszkają w pobliżu osób o podobnych poglądach politycznych. Z kolei szkolnictwo wyższe, zdominowane często przez profesorów skłaniających się ku poglądom lewicowym, może wyjaśnić, dlaczego tak wielu młodych ludzi po studiach odrzuca religię i znajduje sens w aktywizmie politycznym.

Uważajmy, by nie popaść w stereotypy

Wielu osobom może się wydawać, że cechą charakterystyczną prawicy jest religia i oddanie Bogu, podczas gdy lewica to ludzie trzymający się daleko od kościoła.

Nie do końca.

Prezydent Joe Biden, praktykujący katolik, jest pierwszym amerykańskim prezydentem od czasów Jimmy'ego Cartera, który regularnie uczęszcza do kościoła. Ogólnie rzecz biorąc, ludzie wierzący - szczególnie w czarnej społeczności - pozostają kluczowym elementem polityki partii demokratycznej. Nowo wybrany senator ze stanu Georgia, Raphael Warnock, dzięki któremu demokraci uzyskali równowagę w Senacie, był pastorem w Ebenezer Baptist Church w Atlancie. Jednocześnie po prawej stronie sceny politycznej wiele osób wciąż deklaruje przynależność religijną, ale coraz mniej z tych osób przyznaje się do uczestnictwa w nabożeństwach.

Polityka zamiast religii

Amerykanie odchodzą jednak od zorganizowanej religii, a ta zmiana zbiega się w czasie z pojawieniem się intensywnej formy uprawiania polityki partyjnej, która zastępuje religijne poczucie oddania i przynależności.

Szczególnie wśród młodych ludzi, „jeśli wygrywa twój kandydat, masz to ekstatyczne uczucie” - mówi profesor Burge. Według niego konwencje polityczne przypominają dawne spotkania wyznaniowe, a przemówienia wyborcze przyjęły formę kazań, a regularne wspieranie finansowe kandydatów zastąpiło datki kościelne.

Mimo to naukowiec sugeruje, że niektórzy wystrzegając się religii na rzecz polityki mogą ostatecznie uznać, że nie wypełnia ona wszystkich aspektów życia jak religia, która prowadzi nas od narodzin do śmierci.

Porównanie nie zawsze dobre

Zrównywanie polityki i religii może być obraźliwe zarówno dla wierzących, jak i niewierzących. Dla tych pierwszych z oczywistych powodów, a dla drugich, ponieważ większość ateistów odrzuca użycie słowa „religia” na określenie swoich przekonań, jednocześnie zdając sobie sprawę z ich rosnącego wpływu na społeczeństwo amerykańskie jako siły politycznej.

Freedom From Religion Foundation twierdzi, że ateiści, agnostycy i osoby niereligijne były w przeszłości niedoreprezentowane w życiu publicznym. Annie Laurie Gaylor z tej organizacji przypisuje zmianę częściowo „przestarzałym” postawom niektórych kościołów wobec kobiet i osób LGBTQ, które w szczególności odwracają młodych ludzi od zorganizowanej religii.

„Widzimy, jak nasz kraj się budzi, tak jak to miało miejsce już w większości Europy i Wielkiej Brytanii” - mówi Gaylor. „Zajęło to dużo czasu, ale jak już włączysz to światło to nie sądzę, żebyś był w stanie je ponownie wyłączyć".

Co w Kongresie

Dla członków Kongresu, gdzie deklarowana przynależność religijna od dawna jest niemal powszechna, też sytuacja się zmienia. W 2018 roku powołano Kongresowy Klub Wolnej Myśli, założony z myślą promowania polityki "opartej na rozumie i nauce” oraz „w celu ochrony świeckiego charakteru naszego rządu” (tak brzmią fragmenty klubowego statutu).

Jest to na razie nieliczna grupa, obecnie liczy zaledwie 14 członków (wszyscy to demokraci z Izby Reprezentantów), czyli 2.6% ze wszystkich 535 osób zasiadających w obydwu izbach. Jednak sam fakt jej powstania ma symboliczne znaczenie. Poza tym liczebność jej wzrośnie, co wydaje się prawie pewne, gdy młodsze pokolenia dojdą do władzy.

Na ołtarzu polityki

W czasie urzędowania prezydenta Trumpa zdarzało się często, że jego zwolennicy twierdzili, iż został wybrany przez Boga.

„Myślę, że Bóg wzywa nas wszystkich do pełnienia różnych ról w różnym czasie i myślę, że chciał, aby Donald Trump został prezydentem” - powiedziała sekretarz prasowa Sarah Huckabee Sanders w 2019 roku. Ówczesny sekretarz ds. Energii, Rick Perry, nazwał go również „wybranym przez Boga”.

Wiara ta wyraźnie wzrosła wśród konserwatystów podczas ostatniego roku jego urzędowania. Wśród białych protestantów, chodzących do kościoła przynajmniej raz w tygodniu, liczba przekonanych o prezydenckim „namaszczeniu przez Boga” wzrosła z 29.6% w maju 2019 roku do 49.5% w marcu 2020 wynika z danych badania Denison University.

Ruch internetowy QAnon, mówiący o satanistycznym klubie pedofilów działających na rzecz osłabienia prezydentury Trumpa, również zyskał znaczną popularność, porównywalną wielu religiom. W szczytowym momencie zastąpił ją wręcz dla wielu osób. To zwolennicy QAnon w większości szturmowali Kapitol 6 stycznia, chociaż wydaje się, że teoria ta nieco osłabła, odkąd Trump odszedł ze stanowiska.

Open book and american flag. Open book on wooden surface. Value your independence. Freedom for every man.

Polityka i religia pozostają odrębne

Tak uważa przynajmniej Robert P. Jones, dyrektor generalny instytutu badawczego Public Religion. Odrzuca on ideę, że polityka zastępuje religię w Ameryce, zamiast tego charakteryzując obecną dynamikę polityczną jako trybalizm.

„To, co widzimy, to reakcja na zmieniającą się demografię i kulturę tego kraju” - mówi dr Jones.

Nawet jeśli dzisiaj skupiamy się bardziej na politycznej plemienności niż na praktykach religijnych, niektórzy obserwatorzy ostrzegają, że możemy podążać w kierunku pełnego konfliktu na tle religijnym - zagrożenia dla samej demokracji.

„Każde sekciarstwo, nie ma znaczenia, czy religijne czy polityczne, to dwie wrogie grupy tożsamościowe, które nie tylko ścierają się w kwestii polityki i ideologii, ale postrzegają drugą stronę jako obcą i niemoralną” - pisze Nate Cohn, ekspert ds. sondaży. „To antagonistyczne uczucia między różnymi grupami, bardziej niż różnice poglądów, napędzają konflikty na tle wyznaniowym”.

Wielkie przebudzenie (awoke)

W liberalnych dzielnicach w całym kraju na trawnikach widać tęczowe znaki. Z dumą wymieniane są zbiory zasad: „W tym domu wierzymy, że Black lives matter, prawa kobiet to prawa człowieka, miłość jest miłością, nauka jest prawdziwa”, itd.

Z jednej strony nic w tym złego, z drugiej wiele osób nazywa to nową religią progresywnej polityki. To według niektórych liberalny odpowiednik wyznawców MAGA i QAnon.

„Jest to wiara, która szybko podbija ludzi na najwyższych szczeblach amerykańskiej polityki i społeczeństwa" - czytamy na stronie Liberal Patriot.

Pochodzące jeszcze z czasów kolonialnych religijne „przebudzenia” w Ameryce przychodziły i odchodziły. W czasach przewrotów główną cechą było często skupianie się na religii.

„Wojna secesyjna była prowadzona i rozumiana w sposób religijny po obydwu stronach konfliktu" - uważa Tisa Wenger, profesor historii religii Ameryki w Yale Divinity School.

Również podczas Zimnej Wojny egzystencjalny niepokój - napędzany strachem przed bronią jądrową i „bezbożnym komunizmem” - doprowadził do kolejnego wzrostu religijności w USA.

Dziś, w obliczu pandemii, która ma miejsce raz na sto lat, poważnych zakłóceń gospodarczych i wstrząsów związanych z kwestiami rasy i płci, dzieje się odwrotnie. Zamiast kolejnego „Wielkiego Przebudzenia” Ameryka przeżywa coś, co niektórzy nazywają „Wielkim Obudzeniem” - odejściem od religii i koncentracji na wezwaniach do sprawiedliwości społecznej.

„Obecnie na lewicy toczy się prawdziwa walka związana z nowymi normami kulturowymi, w których rasizm i homofobia nie powinny być dłużej akceptowane” - mówi cytowana już prof. Wenger.

Choć "awokening" odnosi się do świadomości kwestii rasowych i sprawiedliwości społecznej, coraz częściej jednak jest wykorzystywane jako broń przez konserwatystów wyśmiewających to, co uważają za ekscesy lewicy.

Nawet niektórzy demokraci wyrażają zaniepokojenie coraz większym ruchem promującym „antyrasizm”. John McWhorter, afroamerykański lingwista i krytyk społeczny z Columbia University, opisuje wyrażane przez białych ludzi "obudzenie" jako formę sygnalizowania cnoty, która przekształciła się w błędną religię obywatelską.

na podst. csmonitor, bbc, christianitytoday, nytimes, vox, nymag, gallup, harvard.edu
opr. Rafał Jurak