Demokraci przejmują kontrolę
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Po raz pierwszy od 10 lat demokraci jednocześnie przejmą kontrolę nad Senatem, Izbą Reprezentantów i Białym Domem. Tym samym Donald Trump jest pierwszym prezydentem od 1932 roku, który podczas pierwszej kadencji utracił stanowisko i obydwie izby Kongresu.

Senat

Dwa miesiące intensywnej kampanii, setki milionów dolarów i poznaliśmy w końcu wynik dogrywki wyborczej w stanie Georgia. Miała ona zadecydować o przyszłości Senatu, a konkretnie jego większościowym składzie. Podliczone głosy wskazują na zwycięstwo obydwu kandydatów demokratycznych, choć spodziewane są odwołania i procesy sądowe, podobnie jak miało to miejsce w listopadzie. We wtorek wieczorem demokraci Raphael Warnock i Jon Ossoff pokonali senatorów Loeffler i Perdue, którzy nie uznali swych przegranych i zgodnie z przewidywaniami powtarzają retorykę słyszaną po wyborach prezydenckich dotyczącą legalnych i nielegalnych głosów.

To niezwykły zwrot wydarzeń dla demokratów, którzy nigdy wcześniej nie wygrali drugiej tury wyborów w Georgii, a dopiero co wygrali tam wyścig prezydencki po 30 latach przerwy.

Izba Reprezentantów

Rok zaczął się więc dla demokratów pomyślnie, zwłaszcza że w niedawnych wyborach utrzymali przewagę w Izbie Reprezentantów, tracąc jednak kilka głosów. Utrzymują w niej wciąż jednak przewagę.

Prezydentura

Do tego listopadowe zwycięstwo Bidena i środowe potwierdzenie przez Kongres jego zwycięstwa sprawiają, że partia demokratyczna na określony czas przejmuje władzę w kraju, podobnie jak miało to miejsce na początku prezydentury Donalda Trumpa. Nie znaczy to jednak, że republikanie pozostają bez możliwości ograniczania jej, zwłaszcza w Senacie. Historia uczy, że polityczne manewry mniejszości potrafią być bardzo skuteczne i blokować wiele decyzji większości.

Zatwierdzenie zwycięstwa Joe Bidena poprzez certyfikację głosów elektorskich w Kongresie nie odbyło się bez bezprecedensowych wydarzeń, o czym piszemy w osobnym tekście. Po zakończeniu obrad, zgodnie z przewidywaniami, demokrata pokonał ustępującego z urzędu Donalda Trumpa stosunkiem 306 – 232.

W obu Izbach nie brakowało emocji - niektórzy politycy partii republikańskiej kwestionowali wyniki pochodzące z Pensylwanii i Arizony. Ostatecznie oba weta konserwatystów zostały odrzucone wspólnymi głosami prawodawców reprezentujących obydwie partie, ale towarzyszyły temu burzliwe wystąpienia.

Kongres nie stwierdził nieprawidłowości w trakcie wyborów. Historycznemu posiedzeniu przewodniczył wiceprezydent USA Mike Pence, który ostatecznie ogłosił Bidena zwycięzcą wyborów. Kongres zakończył swoje posiedzenie modlitwą. Modlitwą po zamieszkach.

Samo głosowanie w Waszyngtonie dotyczące certyfikacji wyborów miało być wielkim świętem i pewnego rodzaju formalnością. Nie obeszło się bez skandalu. Kilkugodzinna przerwa była spowodowana zamieszkami sprowokowanymi przez zwolenników Donalda Trumpa. Zarzewiem konfliktu były słowa samego prezydenta – „Demokraci ukradli wybory. Dziś zatrzymamy tę kradzież” - wypowiedziane podczas wiecu przed Białym Domem. Niedługo potem zwolennicy urzędującego prezydenta wdarli się do budynku parlamentu. Gdy sytuacja się uspokoiła, Donald Trump pierwszy raz w historii powiedział, że zgodnie z prawem odda władzę swojemu następcy. Jednocześnie wciąż utrzymywał, że nie zgadza się z wynikiem listopadowych wyborów. Zarówno demokraci, jak i republikanie oskarżają Trumpa o zainicjowanie zamieszek.

W Waszyngtonie został wprowadzony 15-dniowy stan wyjątkowy. Inauguracja 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych odbędzie się 20 stycznia. Tego dnia w południe automatycznie wygasa kadencja obecnego gospodarza Białego Domu.

rj