Impeachment prezydenta. Po raz drugi.
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W środę po południu Izba Reprezentantów przegłosowała pojedynczy artykuł impeachmentu wobec Donalda Trumpa, oskarżający go o "podżeganie do powstania". Tym samym jest on pierwszym prezydentem w historii, wobec którego impeachment zastosowano dwukrotnie.

Wynik głosowania w Izbie to 232-197 za odwołaniem prezydenta. Dziesięciu republikanów dołączyło do demokratów głosujących "za".

100

Rezolucja w sprawie impeachmentu potępia Donalda Trumpa za szerzenie kłamstw dotyczących wyborów i podburzanie tłumu swych zwolenników tuż przed zamieszkami w Waszyngtonie, w których zginęło pięć osób, w tym funkcjonariusz policji na Kapitolu.

Kontrowersyjna decyzja

Od momentu, gdy pojawiły się głosy nawołujące do impeachmentu, usłyszeć można było wiele osób potępiających to rozwiązanie lub namawiających do odstąpienia od niego. Niektórzy uważali, iż jest to działanie motywowane politycznie, zwłaszcza dla przewodniczącej Izby, Nancy Pelosi, inni przekonywali, że prezydent Trump nie ponosi odpowiedzialności za tragiczne wydarzenia na Kapitolu. Część zgadzała się, że prezydent powinien ponieść konsekwencje, ale zdecydowanie twierdzili, iż nie powinno to mieć miejsca na kilka dni przed końcem kadencji i nie z wykorzystaniem prawnych narzędzi zarezerwowanych dla przypadków niepozostawiających wątpliwości co do słuszności takiego rozwiązania.

Demokraci zadecydowali jednak, że wykorzystają proces impeachmentu i w środę, po kilku godzinach burzliwych obrad, doszło do głosowania.

„Najważniejsze, to że Kapitol został zdobyty szturmem. Ludzie zginęli z powodu kłamstw, które opowiadał prezydent i inni po jego stronie. Wystarczy” - powiedział Rep. Jim McGovern, D -Mass. w przemówieniu tuż przed głosowaniem. „Ludzie powinni być oburzeni tym, co się stało. To było niewybaczalne, niewybaczalne".

„Prezydent Stanów Zjednoczonych podjął próbę zamachu stanu w tym kraju” - kontynuował McGovern. „Ludzie umierali. Wszyscy powinni być oburzeni. Niezależnie od tego, czy jesteś demokratą, czy republikaninem. Jeśli to nie jest przestępstwo podlegające impeachmentowi, to nie wiem, co nim u diabła jest. Ten prezydent nie może pozostać na stanowisku”.

W przeciwieństwie do poprzedniego oskarżenia, w grudniu 2019 r. dotyczącego m.in. nakłaniania do zagranicznej interwencji w wybory, demokraci mieli tym razem poparcie części polityków GOP.

„Prezydent Stanów Zjednoczonych wezwał i zebrał tłum, po czym podłożył ogień" - powiedziała Liz Cheney, republikanka z Wyoming. „Wszystko, co nastąpiło później, było jego dziełem”.

W poparciu oskarżenia dołączyli do niej republikańscy politycy: Dan Newhouse z Waszyngtonu, Adam Kinzinger z Illinois, Fred Upton z Michigan, Jaime Herrera Beutler z Waszyngtonu, John Katko z Nowego Jorku, Anthony Gonzalez z Ohio, Tom Rice z Południowej Karoliny, David Valadao z Kalifornii i Petera Meijera z Michigan.

„Prezydent Trump złamał przysięgę, starając się podważyć nasz proces konstytucyjny, i ponosi odpowiedzialność za podżeganie do rozruchów, których doświadczyliśmy w zeszłym tygodniu” - napisał na Twitterze Meijer przed głosowaniem. „Z ciężkim sercem zagłosuję za oskarżeniem prezydenta Donalda J. Trumpa”.

Większość republikanów przeciwna

Jednak większość reprezentantów GOP głosowała przeciwko oskarżeniu, argumentując, że jest to działanie zbyt pospieszne, na kilka dni przed opuszczeniem urzędu przez prezydenta, które jeszcze bardziej może podzielić spolaryzowany kraj. Wielu zwolenników prezydenta uważa ponadto, iż nie jest on odpowiedzialny za brutalne działania swoich zwolenników, ponieważ w swych przemówieniach nie namawiał bezpośrednio do użycia przemocy.

„Gdybyśmy oskarżyli każdego polityka, który wygłosił ogniste przemówienie do tłumu, Kapitol byłby opustoszały” - powiedział Rep. Tom McClintock, republikanin z Kalifornii. "To właśnie zrobił prezydent. To wszystko, co zrobił."

Głosujący przeciw wskazywali na fragment przemówienia, w którym Trump powiedział podczas wiecu: „Wiem, że wszyscy tutaj wkrótce będą maszerować pod budynek Kapitolu, aby pokojowo i patriotycznie wyrazić swoje głosy”.

Co dalej?

Podobnie jak w przypadku pierwszego impeachmentu, kolej teraz na decyzję Senatu. Ostatnim razem izba ta odrzuciła artykuły impeachmentu dzięki przewadze głosów konserwatywnych polityków. Tm razem może nie być to takie proste, choć prawdopodobnie zakończy się podobnie.

Przewodniczący republikańskiej większości już zapowiedział, że sprawa ta na pewno przeciągnie się do czasu po inauguracji Joe Bidena, czyli po 20 stycznia. Wówczas przewodniczącym Izby będzie już demokrata, gdyż partia ta będzie miała legislacyjną przewagę. To nie znaczy jednak, iż uda się przegłosować artykuł impeachmentu, gdyż w tym celu potrzebne jest 2/3 głosów izby.

Gdyby okazało się, że wystarczająca liczba Senatorów zdecyduje się poprzeć demokratów, wówczas impeachment może oznaczać dla Donalda Trumpa zakaz pełnienia jakiegokolwiek urzędu federalnego w przyszłości.

Jednak, jak twierdzi wielu obserwatorów sceny politycznej, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż sprawa zakończy się podobnie jak ostatnio, czyli odrzuceniem przez Senat artykułu impeachmentu, a sam akt zostanie odebrany jako polityczne działanie i nadgorliwość przewodniczącej Izby Reprezentantów.

rj