Kiedy polityka rozdziela rodziny i przyjaciół
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Niedawne badania pokazują, jak bardzo zaciekłe podziały polityczne w kraju powodują rozłamy społeczne i odbijają się na przyjaźniach i więzach rodzinnych. Nawet trwające od dziesięcioleci relacje rozpadają się pod presją, nadając nowe znaczenie „dystansowi społecznemu”.

„Od razu powiedziałem, stary, z nami koniec. Wykasuj mój numer” – powiedział pochodzący z Los Angeles Shama Davis przypominając sobie, jak zakończył 25-letnią przyjaźń zapoczątkowaną jeszcze w czasach liceum.

„Po prostu odłożyłam słuchawkę i zaczęłam blokować go na każdy możliwy sposób” – stwierdziła Joni Jensen z Nowego Jorku, wciąż wściekła na faceta, którego zmuszona była rzucić.

Wykazując jedynie odrobinę żalu z powodu odcięcia się od swoich kuzynów, Richard Deforest z Tampy na Florydzie przyznał: „Nie chcę tego mówić, ponieważ rodzina jest najważniejsza”, zaraz dodając jednak, że wyrzekł się najbliższych osób. „W moim przekonaniu już nie jesteśmy rodziną”.

To tylko kilkoro spośród wielu Amerykanów, u których w najbliższym otoczeniu pogłębiły się podziały polityczne. Inną kwestią jest nie zgadzać się np. w sprawach polityki podatkowej – tak twierdzą. Ale teraz postrzegają dzielące ich różnice jako kwestie moralności, podstawowe wartości czy różnice charakterów, których nie da się pogodzić.

42-letni Davis, Afroamerykanin, przyznał, że nie jest w stanie zaakceptować bagatelizowania brutalności policji przez swojego byłego już przyjaciela. Jednocześnie nie piętnuje ataków przemocy i plądrowania, do których dochodzi w czasie większości pokojowych protestów.

„Powiedziałem mu, że jeśli taka jest twoja postawa, nie możemy być przyjaciółmi. Nie szanuję cię teraz. Po prostu nie, ponieważ ludzie naprawdę umierają” – powiedział Davis.

Jensen, emerytowana profesor, również postrzega kwestie polityczne jako absolut moralny. Powiedziała, że jako osoba, która przeżyła napaść na tle seksualnym, nie mogła znieść tego, iż facet, z którym była związana przez 40 lat, nonszalancko podchodził do kwestii zarzutów przeciwko nominowanemu wówczas przez prezydenta Trumpa do Sądu Najwyższego Brettowi Kavanaughowi. Kavanaugh stanowczo zaprzeczał zarzutom o napaść na tle seksualnym.

„Jeśli to jest jego podstawowa etyka, nie chcę takiej osoby w moim życiu” – stwierdziła.

Konserwatyści mogą równie szybko odrzucać liberałów ze swojego życia, którzy kolidują z ich podstawowymi wartościami, takimi jak życie i wolność – co jest najważniejsze dla Deforesta.

„Sprzedali nasz kraj” – powiedział 61-letni hutnik na temat ludzi z lewej strony politycznego spektrum. „Te wybory dotyczą duszy tego, czym jest Ameryka. Nie możesz być jednocześnie wolnym krajem i państwem socjalistycznym”.

Powiedział, że zjadliwość, którą czuje ze strony „zatwardziałych przeciwników Trumpa” była w równym stopniu czynnikiem jego decyzji odcięcia się od najbliższych, jak różnice, które do tego doprowadziły.

„Wszystko, co mogą zrobić, to powiedzieć, że Trump jest rasistą. Pomarańczowy zły człowiek. Pomarańczowy rasista” – powiedział. „Yo soy Latino. Ale zakładają, że jestem jakimś paskudnym rasistą, ponieważ lubię Trumpa. To śmieszne”.

Niechęć działa w obie strony

Jocelyn Kiley, zastępca dyrektora ds. badań w Pew Research Center, stwierdziła, że polaryzacja polityczna jest teraz bardziej intensywna niż w jakimkolwiek innym momencie współczesnej historii. Według Pew, prawie 80% Amerykanów ma teraz „tylko kilku” przyjaciół, lub nie ma ich wcale po drugiej stronie sceny politycznej. A niechęć działa w obie strony.

„Demokraci są nieco bardziej skłonni powiedzieć, że zrywają przyjaźń” – powiedziała. „Ale republikanie rzadziej twierdzą, iż mają przyjaciół po drugiej stronie. Więc może tak naprawdę nie ma tak dużych różnic”.

Inny sondaż przeprowadzony przez Public Religion Research Institute pokazuje, że 8 na 10 republikanów uważa, iż partia demokratyczna została przejęta przez socjalistów, podczas gdy 8 na 10 demokratów sądzi, iż parta republikańska jest rządzona przez rasistów.

Used boxing gloves with US flag on them on the shabby concrete fence

Monopol na moralność

Tania Israel, profesor na wydziale poradnictwa i psychologii klinicznej na Uniwersytecie Kalifornijskim powiedziała, że urazy rosną, ponieważ obie strony mają „tendencje do postrzegania drugiej strony jako bardziej ekstremalnej niż w rzeczywistości”. Dodała, iż kolejną wspólną cechą konserwatystów i liberałów jest to, że wszyscy oni cierpią z powodu przymykania oczu na moralność ich własnej strony. Mają tendencje do postrzegania siebie jako wybitnie sprawiedliwych i rozsądnych, a drugą stronę jako osoby irracjonalne.

Wyjaśniając swoje stanowisko, Deforest stwierdził: „Kiedy mówię te wszystkie rzeczy, wydaje mi się, że brzmię dość rozsądnie. Coś jest nie tak z tamtymi ludźmi”.

Jensen jest równie pewna siebie, oskarżając faceta, z którym się kłóciła, o posiadanie „wypranego mózgu”.

„Trochę więcej słuchania, aby zrozumieć, trochę mniej przekonywania i dużo więcej intelektualnej pokory przyniosłoby korzyści wszystkim” – zauważyła Israel, która jest także autorką książki „Beyond Your Bubble: How to Connect Across Political Divide, Skills and Strategies for Conversations that Work”.

„Szufladkujemy ludzi ze względu na własne postrzeganie ich osoby” – powiedziała. „Tak naprawdę nie dostrzegamy pełnej kompleksowości po drugiej stronie”.

Potwierdza to 28-letni Jon Langford, kierowca ciężarówki z Georgii, twierdzi, iż jego brat, który jest gejem, rzucił się na niego, zakładając to, co najgorsze.

„Rzucił się na mnie mówiąc, że jestem rasistą i homofobem, tylko dlatego, że jestem zwolennikiem Trumpa. Żadnych „jeśli”, „czy”, „ale”. I całkowicie wyrzucił mnie ze swojego życia” – powiedział. Mężczyźni nie rozmawiali od lat.

Teraz Langford jest zdeterminowany, aby nie robić tego samego w przypadku swoich przyjaciół po drugiej stronie, w tym swojemu najlepszemu przyjacielowi, który popiera byłego wiceprezydenta Bidena. Według Langforda, nikt nie posiada monopolu na moralność.

Ukrywać poglądy

Judith Margolis Friendam jest jedną z nielicznych osób, które twierdzą, że nie straciła przyjaciół z powodu polityki. Ale dodała, że to dlatego, iż ukrywa swoje poglądy polityczne z obawy przed „społecznym samobójstwem”.

„Grzecznie kiwam głową i idę dalej, aby uniknąć konfliktów (…) z ludźmi, z którymi relacje cenię” – powiedziała.

Zamiast tego kobieta ujawniła się na tajnej grupie na Facebooku, która jest dla niej bezpieczną przestrzenią. Tam spotyka również inne osoby, które podobnie czują się odcięte od swojego normalnego życia z powodu poglądów politycznych.

Jednak w ubiegłym miesiącu Friendman poczuła, że nie może dłużej tego znieść i „wyszła z szafy”, decydując, że jeśli ludzie odtrącą ją z powodu przekonań politycznych, tak naprawdę nie są jej prawdziwymi przyjaciółmi. Ma nadzieję, że przyjaciele w dalszym ciągu będą przywiązywać większą wagę do osoby, którą znają od lat, niż do tego, na kogo ma zamiar głosować.

„Jeśli ktoś wyraża bardziej konserwatywny światopogląd, natychmiast nazywa się go rasistą, nazistą, mizoginem, homofobem i wszystkimi innymi określeniami pod słońcem” – powiedziała. „Nie jestem żadną z tych osób. Jestem po prostu normalną osobą, która ma inny punkt widzenia”.

Na drugim końcu politycznego spektrum, Jeff Marinstein, konsultant biznesowy z Connecticut, również stara się nie zwracać uwagi na nasilające się obelgi ze strony „przyjaciół”. Z jednym przestał rozmawiać, ale w przypadku innych osób szuka nowych strategii ratowania przyjaźni, sugerując, aby poruszali inne tematy, niezwiązane z polityka. Jednak okazuje się, to trudniejsze do wyegzekwowania, niż myślał.

Niezależnie od tego, czy ta strategia zadziała czy nie, mężczyzna zastanawia się, czy ostatecznie nie spowoduje więcej szkody niż pożytku.

„Po prostu wydaje mi się, że najzdrowszą rzeczą, jaką mogę teraz zrobić, to obniżenie temperatury i zaprzestanie toksycznych rozmów” – powiedział. „Ale podejrzewam, że istnieje ryzyko, iż po prostu wycofują się do własnej bańki, z ludźmi, którzy myślą podobnie jak ja”.

Eksperci zgadzają się, że potrzeba więcej rozmów, a nie mniej, jeśli naród ma pokonać problem podziałów. Ale to musi być zdrowa, produktywna rozmowa.

jm