Media społecznościowe vs Donald Trump
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Od momentu ataku na Kapitol duże zmiany zaszły w mediach społecznościowych. Chodzi konkretnie o ograniczenia, jakie właściciele platform nałożyli przede wszystkim na Donalda Trumpa, a rykoszetem oberwali też inni konserwatyści – politycy, sympatycy i obserwatorzy sceny politycznej. Na Twitterze wpisy ustępującego prezydenta są usuwane od listopada. Chodzi głównie o te, które nawoływały do nieuznawania wyniku wyborów, a także kwestionujące wygraną Joe Bidena. Po ataku na Kapitol miarka się przebrała i konto Trump zostało zablokowane. Na stałe. 

"Po dokładnym przeanalizowaniu ostatnich tweetów z prywatnego konta Donalda Trumpa i otaczającego ich kontekstu na stałe zawiesiliśmy konto z powodu ryzyka dalszego podżegania do przemocy" - przekazały w oświadczeniu władze Twittera.

Warto dodać, że Twitter był dla Donalda Trumpa główną platformą wymiany informacji i komunikatorem między nim, a obywatelami. Konto @realDonaldTrump należące do głowy państwa śledziło niemal 90 milionów osób. Nie tylko władze Twittera miały dosyć, podobnie postąpił Instagram i Facebook, który także zablokował konto prezydenta do końca kadencji. O decyzji poinformował założyciel portalu Mark Zuckerberg. Wcześniej film prezydenta nagrany w trakcie zamieszek w Waszyngtonie usunął też serwis YouTube.

W kręgach politycznych i życiu publicznym Twitter jest, a właściwie był numerem jeden, bo całkowity ban był do przewidzenia. Kilka tygodni wcześniej pod wpływem nacisków ze strony administratorów portalu prawicowi politycy, publicyści i ludzie kultury zaczęli masowo korzystać z aplikacji Parler, nazywanej „Twitterem prawicy”. Administratorzy Parlera twierdzą, że serwis zapewnia całkowitą wolność słowa. Usuwane są tylko niektóre rodzaje wpisów – spam i posty bezpośrednio namawiające do popełnienia przestępstwa i aktów terroryzmu.

Radość prawicy z liberalnej platformy nie trwała długo. Po atakach na Kapitol giganci branży technologicznej - Google i Apple zawiesiły u siebie dostęp do aplikacji Parler. W związku z tym nie można jej pobrać. Google oficjalnie tłumaczy zawieszenie tym, że na platformie Parler pojawiły się posty „wzywające do przemocy”. Podobnie swoją decyzję tłumaczą administratorzy Apple’a.

Parler został założony 2 lata temu, a jednym z jego twórców jest John Matze. W ostatnich tygodniach, zwłaszcza po wyborach prezydenckich, liczba pobrań aplikacji znacząco wzrosła, zdaniem dziennikarzy o kilka tysięcy procent. Obecnie zarejestrowało się w niej ponad 10 milionów użytkowników i ta liczba rośnie. Dla porównania Twitter ma ok. 330 milionów użytkowników.

fk