„Powerlining” – znak rozpoznawczy Chicago?
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Koniec zimy to początek sezonu wędkarskiego. W Chicago od zarania dziejów znakiem rozpoznawczym nadejścia wiosny są wędkarze wyposażeni w gaśnice, którzy pojawiają się na nabrzeżu. Nie gaszą pożarów, a przy pomocy gaśnic łowią ryby techniką „Powerline”. Czym więc jest ta metoda?

„Powerlining to w zasadzie długowieczna tradycja, która rozpoczęła się tutaj, w Chicago” – powiedział Ralphie Gonzalez - wędkarz, który tą metodą łowi w Chicago od ponad 50 lat. Według nieoficjalnych informacji wędkarze z Wietrznego Miasta rozpowszechnili tę technikę w latach pięćdziesiątych XX wieku.

Powerline polega na wystrzeliwaniu obciążonej żyłki w powietrze, która następnie spada do wody, za pomocą ciśnienia wytworzonego przez zwykłą, przeciwpożarową gaśnicę. Siła jest tak duża, że przynęta na haczyku może przelecieć na odległość nawet 300 jardów. Co ważne, rybacy często mają kilka bądź kilkanaście haczyków na jednej żyłce, aby złowić wiele ryb przy jednorazowym wystrzale. Technika wygląda na skomplikowaną, chociaż w rzeczywistości taka nie jest. Stacey Greene, właścicielka sklepu wędkarskiego akurat gaśnic nie sprzedaje, chociaż przyznaje, że technika jest jej znana, ale wędkarze najzwyczajniej w świecie boją się używać gaśnic do połowu.

„Więcej ludzi zrobiłoby to, gdyby ich to nie odstraszało. Z perspektywy osoby stojącej z boku wygląda to o wiele trudniej niż w rzeczywistości”. Greene twierdzi, że „powerlining” to metoda, która jest mocno krytykowana przez wędkarzy starej daty, którzy uważają, że wystrzeliwanie żyłki ma mało wspólnego z tradycyjnym wędkarstwem. Mimo wszystko łowić tą metodą można wiele gatunków ryb - dziennikarze stacji ABC przechodząc się po nabrzeżu Montrose Harbor przy rybkach wyposażonych w gaśnice widzieli głównie łososie.

fk