To jeszcze nie koniec' - twierdzą zwolennicy Trumpa
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zwolennicy prezydenta Donalda Trumpa protestowali w sobotę w miastach w całym kraju, odmawiając zaakceptowania porażki i powtarzając zarzuty Trumpa, że demokraci wygrali z powodu oszustwa wyborczego.

W całym kraju tłumy liczące od kilkudziesięciu do kilku tysięcy osób protestowało przeciwko wiadomości o zwycięstwie Joe Bidena po kilku pełnych napięcia dniach głosowania. W niektóych miejscach doszło do potyczek. Protestujący skandowali "To jeszcze nie koniec" i "Fałszywe wiadomości". Ulice byly zalane amerykańskimi flagami i banerami z podobizną prezydenta.

Wbrew twierdzeniom zwolenników Trumpa, nie ma dowodów na jakiekolwiek poważne naruszenia i oszustwa związane z głosowaniem. Niektórzy republikańscy politycy i urzędnicy zaczęli dystansować się od prezydenta, nalegając, by z godnością zaakceptował swoją przegraną.

Całkowite odrzucenie Bidena jako wybranego prezydenta przez Trumpa i jego zwolenników wydaje się reprezentować coś nowego w amerykańskiej historii politycznej - zauważa Barbara Perry z University of Virginia. 

"Zwykle nie mamy przywódcy, który traci prezydenturę i mówi swoim zwolennikom: 'To oszustwo. To zostało nam skradzione'" - powiedziała Perry. "Zdarzało się, że urzędującay prezydenci byli tak rozczarowani, że nie brali udziału w inauguracji, ale nigdy w ten sposób, aby przewodzili ludziom twierdząc, iż to oszustwo".

"To nie koniec, dopóki się nie skończy. Nadal są sądy. Jeśli kiedykolwiek pojawiłaby się okazja, aby ujawnić powszechne oszustwa, ten prezydent powinien to zrobić" - powiedział 40-letni Frank Dobbs, biorący udział w proteście. "Media nie decydują o tym, kto wygrywa prezydenturę. Decydują o tym legalni wyborcy w tym kraju". 

"Trump zawsze wygląda, jakby miał przegrać. A potem wygrywa" - nie traci nadziei Jake Angeli, wielki zwolennik prezydenta. 

Jedni protestują, drudzy świętują

Gdy w sobotę rozeszła się wiadomość o zwycięstwie Joe Bidena w wyborach prezydenckich, mieszkańcy Chicago wyszli na ulice - jedni protestowali, inni świętowali zwycięstwo - otrząsając się z napięcia i niepewności, które towarzyszyły im od wtorkowych wyborów.

"Jestem kobietą, jestem kobietą kolorową, jestem uchodźcą, jestem imigrantką - czułam, że wszystkie najważniejsze wartości były zagrożone" - powiedziała Rose, która wraz z córką pojawiła się w centrum miasta, aby świętować. "Jestem bardzo szczęśliwa, iż wybraliśmy kogoś, kto będzie szanował te wartości". 

Centrum miasta wyglądało jak wielka impreza - ludzie tańczyli, śpiewali, występowali, machając niezliczonymi transparentami. 

3 news wttw

"Dziś jest wspaniały dzień w Chicago" - powiedział Dian Palmer, prezes SEIU Local 73. "To dzień, abyśmy ruszyli naprzód, nadszedł czas, abyśmy upewnili się, iż postępujemy właściwie w kwetii tego wirusa, upewnili się, że postępujemy słusznie w kwestii imigracji, a nasi czarni i brązowi obywatele zostali doceniemi, ponieważ mamy tak wiele do zaoferowania temu krajowi i tak wiele mu daliśmy".

Podczas gdy klęska Trumpa jest częściowo przypisywana historycznej frekwencji wyborczej - do 6 listopada Biden otrzymał więcej głosów niż jakikolwiek inny kandydat w wyścigu o fotel prezydenta - lokalni liderzy twierdzą, iż to zwycięstwo było możliwe tylko dzięci wysiłkom organizacji Black & Brown w całym kraju. 

jm