Zwierzęta w Białym Domu
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Jak pisaliśmy już wcześniej, do Białego Domu w przyszłym roku powrócą zwierzęta – konkretnie dwa owczarki niemieckie, Champ i Major, należące do małżeństwa Bidenów. „First Dogs” już zdobywają tysiące fanów na Instagramie i Twitterze. Warto jednak dowiedzieć się więcej o innych mieszkańcach prezydenckiej rezydencji na przestrzeni lat, ponieważ przez Biały Dom przewinęło się wiele ciekawych zwierząt.  

34

Jill Biden oraz Major i Champ

Champ mieszkał już w Białym Domu podczas wiceprezydentury Bidena, więc będzie musiał pokazać okolicę i różne zakamarki Majorowi, który jest młodszy i pochodzi ze schroniska. Zresztą będzie on pierwszym uratowanym w ten sposób zwierzęciem, które tam zamieszka.

Między innymi z tego powodu głośno jest o pupilach prezydenta elekta, ale również dlatego, że Donald Trump jest pierwszym od XIX wieku prezydentem, który nie ma żadnego czworonoga. Poza nim zwierząt nie miał James Polk, 11. Prezydent USA, oraz Andrew Johnson, 17. Prezydent, który jednak do zwierząt słabość miał, bo dokarmiał myszy zamieszkujące jego sypialnię.

W Białym Domu prawie zawsze mieszkały zwierzęta

Od momentu powołania urzędu prezydenta USA tylko trzech przywódców kraju zwierząt nie posiadało. Pozostali mieli nie tylko psy i koty w obszernych wnętrzach posiadłości przy 1600 Pennsylvania Avenue. Wszystkich nie wymienimy, więc tylko kilka.

77

Zdjęcie: Fido - pies prezydenta Abrahama Lincolna. 1860 photo by F.W. Ingmire.

Calvin Coolidge miał hipopotama pigmejskiego o imieniu Billy. Była to miniatura mierząca zaledwie 6 stóp i ważąca 600 funtów. Maleństwo. Był to prezent od Harvey’a Firestone’a, tego od opon, który mimo posiadanych milionów nie chciał wydawać zbyt dużo pieniędzy na pożywienie dla niego. Billy zamieszkał więc w Białym Domu, obok wielu innych zwierząt zgromadzonych przez prezydenta Coolidge`a. Było tam sześć psów, ryś, gęś, osiołek, kot, dwa lwiątka, antylopa oraz kangur. Oczywiście lwy i ryś trzymane były osobno. Hipopotamy pigmejskie nie były i nie są w USA zbyt popularne, więc gdy jakiegoś zobaczymy w ZOO, to możemy być prawie pewni, że to potomek mieszkańca Białego Domu. Podobno miał sporo potomstwa.

Herbert Hoover też kochał zwierzęta. Miał kilka psów. Posiadał również dwa aligatory, choć mówi się, że należały do jego syna. Podobno od czasu do czasu pozwalano im na spacery po trawnikach wokół Białego Domu. Jednak nie były one pierwszymi w tej posiadłości. Wcześniej aligatora otrzymanego od markiza De Lafayette posiadał John Quincy Adams. Szósty prezydent trzymał go w łazience we Wschodnim Skrzydle. Lubił nim straszyć gości.

Najsłynniejszy był jednak pies o imieniu Fala. To skrót od Murray the Outlaw of Falahill, imienia szkockiego przodka Franklina Roosevelta. Ten szkocki terrier podróżował z Rooseveltem wszędzie. Każdego dnia w jego imieniu przekazywany był 1 dolar na fundusz wojenny, w związku z czym Fala otrzymał w armii stopień szeregowca. Wykorzystany został w przemówieniu, gdy prezydent odpierał ataki republikanów. Wyśmiał ich posądzenia o rozrzutność finansową i dodał, że szkocka dusza jego psa jest tym oburzona.

Kiedy w 1989 r. urząd objął George H.W. Bush, wraz z nim wprowadził się do Białego Domu spaniel o imieniu Millie. Uwielbiana przez cały kraj suczka była właściwie bardziej przywiązana do Pierwszej Damy i większość czasu spędzała z nią. Wkrótce powiła szóstkę szczeniąt, z których jedno, Fetcher, również trafił nieco później do prezydenckiego pałacu wraz z Georgem W. Bushem.

Niestety, Fletcher został uśpiony w 2004 r. a jego miejsce zajęły dwa terriery szkockie - Barney oraz Miss Beazley.

78

Zdjęcie: Barney oraz Miss Beazley w 2006 r. Courtesy of George W. Bush Presidential Library and Museum

George W. Bush posiadał również kotkę o imieniu India. Podobno oburzało to Hindusów, którzy w odwecie nazywali swoje koty Bush. Imię India z krajem tym nie miało wiele wspólnego, po zostało nadane na cześć Rubena "El Indio" Sierra, grającego w drużynie Texas Rangers w czasie, gdy późniejszy prezydent był jej właścicielem. Zresztą Fletcher też mianowany tak został na cześć Scotta Fletchera z zespołu Rangers.

Warto jeszcze wspomnieć, że Benjamin Harrison miał dwa oposy, o bardzo nietypowych imionach, bo Mr. Reciprocity oraz Mr. Protection. Jego syn, Russell, z oposami nie bawił się, ale miał własną kozę, która zamieszkiwała w ogrodzie Białego Domu.

W siedzibie prezydentów USA żyło wiele krów. To zrozumiałe, zwłaszcza w dawnych czasach, gdyż stanowiły one źródło świeżego mleka dla mieszkańców. Ostatnią była Paulina, która należała do prezydenta Tafta.

Pomysł na wypasanie roślinożernych zwierząt zamiast używania kosiarek – jak ma to miejsce od lat choćby na chicagowskim lotnisku O`Hare – nie jest nowy. Woodrow Wilson posiadał stado owiec zajmujących się trawą przed Białym Domem. Podobno szczególnie zaprzyjaźnił się z baranem Old Ike, który uwielbiał żuć tytoń.

Wszystkich zwierzaków w Białym Domu opisać tu nie sposób, było ich wiele. Zwłaszcza psów. Wspomnieć należy o niedźwiedziu Theodora Roosevelta. Zresztą miłość tego prezydenta do zwierząt jest znana. W końcu pluszowe misie właśnie na jego cześć nazywane są Teddy Bears. Za jego czasów w Białym Domu mieszkał jeszcze borsuk, a dzieci prezydenta posiadały hodowlę chomików.

Były jeszcze Sunny i Bo, dwa portugalskie psy wodne, jakie trafiły tam podczas pierwszej kadencji Baracka Obamy, którymi podobno zajmował się pierwszy, zatrudniony na stałe w Białym Domu trener z pensją 102 tysięcy dolarów. Podobno, bo do tej pory nikt tej informacji nie potwierdził.

rj