----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W sobotę, 11 września 2021 r., przypada 20. rocznica największego ataku terrorystycznego w historii Stanów Zjednoczonych. Był to wtorek, dwie dekady temu, gdy 19 terrorystów z Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie i uderzyło nimi w wybrane cele. W ten wtorkowy poranek, w niespełna 90 minut, zginęły 3 tysiące osób, a USA i cały świat zmienił się na zawsze.

Dwa samoloty wylatujące z Bostonu, American Airlines lot nr 11 i United Airlines lot nr 175, uderzyły w wieże World Trade Center o 8:46 i 9:03 rano doprowadzając do ich zawalenia chwilę później. Trzeci samolot, American Airlines lot nr 77 odlatujący z Dulles w Wirginii, rozbił się o Pentagon o 9:37 rano. Czwarty, United Airlines lot nr 93 wystartował z Newark w New Jersey i rozbił się na polu Shanksville w Pensylwanii o godzinie 10:03 rano po tym, jak pasażerowie wdarli się do kokpitu i próbowali obezwładnić porywaczy.

Te kilkadziesiąt minut zmieniło świat. Prawie 3,000 osób zginęło tego dnia, a Stany Zjednoczone wkrótce pogrążyły się w najdłuższej wojnie w historii tego kraju, która kosztowała około 8 bilionów dolarów i życie tysięcy osób. Wydarzenia z 11 września nie tylko przekształciły globalne podejście do terroryzmu, ale także podejście do bezpieczeństwa, prywatności, sposobu traktowania więźniów. Zmieniła się polityka imigracyjna, powstały nowe agencje bezpieczeństwa. W całym kraju odnotowano wzrost liczby przypadków dyskryminacji i przestępstw z nienawiści. W codzienne życie wkradł się strach i brak zaufania do innych.

Wciąż odczuwamy konsekwencje tych wydarzeń

Przerażenie tego dnia zamieniło się w smutek niemal 20 lat później, gdy misja wojskowa w Afganistanie - rozpoczęta niecały miesiąc po atakach - została krwawo i chaotycznie zakończona.

Przytłaczająca część Amerykanów, którzy są na tyle dorośli, aby przypomnieć sobie ten dzień, wciąż pamięta, gdzie byli i co robili, gdy usłyszeli o atakach. Jednocześnie coraz większa liczba nie pamięta tamtego dnia, bo albo byli za młodzi, albo jeszcze się nie urodzili.

Przez dwadzieścia lat społeczeństwo stopniowo odchodziło od pełnego poparcia dla wojen w Iraku i Afganistanie, smutku i poczucia wspólnoty i patriotyzmu. Zmieniała się też ocena samego zagrożenia terroryzmem i działań podjętych do jego zwalczania.

129

W czasie, gdy zmagamy się z burzliwym wyjściem amerykańskich sił zbrojnych z Afganistanu, na nowo pojawiły się pytania o długofalową politykę zagraniczną USA i miejsce Ameryki w świecie. Wstępne badania opinii publicznej dotyczące tej misji są jasne: zdecydowana większość popiera decyzję o wycofaniu z Afganistanu, nawet jeśli krytykuje sposób, w jaki to się odbywa. Nowe badanie Pew Research Center wykazało, że 69% dorosłych Amerykanów twierdzi, iż Stany Zjednoczone nie osiągnęły swoich celów w Afganistanie.

Stany Zjednoczone są słabsze, bardziej podzielone i mniej szanowane niż dwie dekady temu. Zrezygnowały też z niekwestionowanego prymatu, którym wtedy cieszyły się w świecie. Chociaż reakcja na 11 września nie jest jedynym powodem, to z pewnością się do tego przyczyniła.

Błędne oceny czterech kolejnych prezydentów sprawiły, że straciliśmy z oczu cel obecności w Afganistanie, dokonaliśmy inwazji na Irak pod błędnymi przesłankami, złamaliśmy własne postanowienia w Syrii, podpisaliśmy z talibami porozumienie o kapitulacji i opuściliśmy Kabul w niedopuszczalny sposób i na złych warunkach.

USA musiały zdecydowanie zareagować na morderczy atak Al-Kaidy, ale dziś widzimy, jak reakcja ta została wypaczona przez lata. Gdyby Stany Zjednoczone obaliły talibów i przyjęły oferowaną przez nich kapitulację, schwytały Osamę bin Ladena i na tym poprzestały, byłoby dziś znacznie lepiej.

US marines in the desert near the blockpost

Inwazja na Irak zdetronizowała morderczego bandytę, ale kosztem usunięcia kluczowej bariery dla rozprzestrzeniania się wpływów irańskich na Bliskim Wschodzie. A Iran jest znacznie większym zagrożeniem, niż był nim kiedykolwiek Irak.

Pod koniec XX wieku Stany Zjednoczone były światowym gigantem. Nie miały równych sobie potęg ekonomicznych i militarnych, odnosiły również zwycięstwo nad przeciwnikami szerzonej przez nie liberalnej demokracji. Wszystko zmienił 11 września.

Nadmierna koncentracja uwagi i wydatków na Bliskim Wschodzie pozwoliła na zmiany geopolityczne na niekorzyść USA. Podczas gdy Ameryka wydawała miliardy w tamtej części świata, Chiny inwestowały w infrastrukturę i wpływy w innych zakątkach globu, a Rosja powoli odbudowywała pozycję w świecie. Teraz USA muszą stawić czoła dwa razy większym wyzwaniom z dwa razy słabszej pozycji.

Utraceni sojusznicy

Ameryka przewodziła światu nie sama, ale na czele sojuszy i przyjaźni wykutych w tyglu II wojny światowej. Oczywiście w tych strukturach istniały ciągłe napięcia, ale też wspólna wiara, że mogliśmy na siebie liczyć w kwestii stabilności i zdrowego osądu. Niestety, już tak nie jest. Inwazja na Irak utworzyła głębokie podziały między Stanami Zjednoczonymi a Europą, oddanie Syrii wpływom rosyjskim sprawiło, że świat zwątpił w nasze oddanie celom, a zdecydowany wyjazd z Afganistanu rozwścieczył i zasmucił nawet naszych najbliższych sojuszników i zwolenników. Rzadko się zdarza – a nawet może być to bez precedensu - by Stany Zjednoczone były krytykowane zarówno przez rządy, jak i opozycję współpracujących z nimi krajów.

Zjednoczenie i rozpad

Zdecydowana reakcja prezydenta Busha na ataki początkowo chwalona była przez wszystkich, niezależnie od przynależności partyjnej, a jego wysiłki, aby zapobiec demonizowaniu amerykańskich muzułmanów okazały się niezwykle skuteczne. Przez jakiś czas Kongres pracował w rzadkiej harmonii ponad podziałami partyjnymi, aby wprowadzić niezbędne przepisy i stworzyć konieczne narzędzia i środki.

Jednak w miarę upływu czasu i nasilania się debat na temat traktowania więźniów, inwazji na Irak, wydatków, kosztów ludzkich, etc. jedność ustąpiła miejsca gorzkim, wzajemnym oskarżeniom, które zaostrzyły nieufność Amerykanów do rządu i podważyły zaufanie do polityki zagranicznej, kwestii obrony i roli agencji wywiadowczych.

Podziały dotyczące muzułmańskich imigrantów i ich religii stale się pogłębiały, kładąc podwaliny pod kontrowersyjne ograniczenia nałożone w pierwszych tygodniach administracji Donalda Trumpa. 11 września pozostawił nam spuściznę strachu — z jednej strony przed kolejnymi atakami, z drugiej naruszenia wolności obywatelskich i dyskryminacji mniejszości.

Poza podziałami i politycznym huraganem w ostatnich latach, 11 września przyniósł wymierne koszty:

Od 2001 roku Stany Zjednoczone wydały około 2 biliony dolarów na bezpośrednie działania wojenne w Iraku i Afganistanie, bez wydatków na infrastrukturę i pomoc. Szacuje się, że całkowity koszt wynosi 4 biliony, bez wydatków na leczenie fizycznych i psychicznych szkód, jakie te wojny wyrządziły tysiącom mężczyzn i kobiet służących na froncie.

Byłoby naiwnością myśleć, że w przeciwnym razie wszystkie te pieniądze zostałyby wydajnie wykorzystane na potrzeby mieszkańców czy sektor publiczny. Ale jedno jest jasne: pieniądze na wojnę pochodziły z funduszy i kont, do których nie miały zastosowania oficjalne limity budżetowe. Było to ogromne obciążenie dla kraju i podatników.

„Bardziej wyważona reakcja na atak uczyniłaby nas silniejszymi, bez utraty bezpieczeństwa” - Brookings Institute

Kiedy najbardziej potrzebowaliśmy pieniędzy, choćby w początkach pandemii, nie było ich. Jednocześnie niepowodzenia w podnoszeniu podatków w celu sfinansowania wojen po 11 września gwarantowało stałe podnoszenie się długu narodowego. Bardziej wyważona reakcja na atak uczyniłaby nas silniejszymi, bez utraty bezpieczeństwa. Co więcej, pozwoliłaby Departamentowi Obrony skupić się na modernizacji wojska potrzebnej do przeciwdziałania zagrożeniom ze strony wielkich mocarstw, które ponownie pojawiły się na horyzoncie.

Afganistan i wycofanie się z niego z poczuciem porażki grozi dalszym pogorszeniem sytuacji. Ponieważ zostawiamy za sobą tysiące Afgańczyków, którzy z nami pracowali, możemy równie dobrze stworzyć kolejne pokolenie Amerykanów wątpiących w moralność własnego rządu i zastanawiających się, czy ich poświęcenie było tego warte.

137

Jeszcze jeden pesymistyczny i smutny wniosek: Epoka, która rozpoczęła się atakiem na Amerykanów zapoczątkowanym w Afganistanie, zakończyła się atakiem na Amerykanów w samym Afganistanie.

To powiedziawszy, nie możemy sobie pozwolić na marnowanie naszej energii na niekończące się debaty typu "czyja to wina". Powinniśmy zamknąć księgę napisaną wydarzeniami zapoczątkowanymi atakiem 11 września, ograniczyć politykę na Bliskim Wschodzie do obrony sojuszników i podstawowych interesów, i zamiast tego skoncentrować się na najważniejszym zadaniu - odbudowaniu pozycji i zaufania w świecie, podniesieniu konkurencyjności, utrzymaniu pozycji lidera w XXI wieku.

na podst. bu.edu, brookings.edu, wapo, pewresearch.org
rj