Chicago wciąż potrzebuje opracowanego programu wsparcia i działania, aby poradzić sobie z napływem migrantów – uważają prawnicy i organizacje działające na rzecz praw człowieka. To stanowisko w odpowiedzi na ciągłe transporty nieudokumentowanych migrantów przywożonych autobusami do Chicago. Według organizacji pozarządowych wsparcie organizacyjne miałoby dotyczyć przede wszystkim tych, którzy już przyjechali – chodzi o możliwość stałego zatrudnienia. Będzie to jedno z największych wyzwań. Drugi problem dotyczy tych, którzy do Chicago dopiero przyjadą. A to, że przyjadą, jest pewne.
Problem będzie się nawarstwiał
Od sierpnia gubernator Teksasu Greg Abbott wysłał do Chicago ponad 2,500 migrantów. Podczas gdy władze miasta i stanu zainicjowały szybką akcję, aby ulokować migrantów, aktywiści i organizacje imigracyjne nadal uważają, że wysiłki mające na celu wzmocnienie usług socjalnych to tylko działanie doraźne, które nie wystarczy. Największym wyzwaniem ma być teraz opracowanie długoterminowych rozwiązań, bo dużą część z przybyłych do Chicago migrantów w mieście zostanie. Aktywiści dodają, że wdrożone przez samorząd działanie nie dotyczą wielu nieudokumentowanych imigrantów, które już walczą o życie w Chicago. Chodzi o osoby, które przyjechały, ale nie widnieją w rejestrach.
Co robi miasto?
Miasto zapewniło tymczasowe zakwaterowanie w schroniskach i hotelach oraz utworzyło centralny ośrodek recepcyjny, w którym przywiezieni migranci mogą zadzwonić do krewnych i uzyskać dostęp do pomocy medycznej i prawnej. Burmistrz Lori Lightfoot obiecała, że Chicago powita migrantów z otwartymi ramionami. "Miasto aktywnie pracuje nad rozwiązaniami z naszymi partnerami powiatowymi i stanowymi, aby zidentyfikować tymczasowe mieszkania i zapewnić usługi, które doprowadzą do ewentualnego przesiedlenia w Chicago lub w innym miejscu" – przekazało w piątek biuro prasowe ratusza.
Największa obawa
"Wciąż widzę to jako rozwiązanie bardzo tymczasowe, nie do końca zorganizowane, więc to mnie martwi", powiedział Xanat Sobrevilla, koordynator koalicji i kampanii w Organized Communities Against Deportations - lokalnej grupie wspierającej nieudokumentowanych imigrantów.
"Wsparcie w zakresie zakwaterowania i szerokie wsparcie wolontariuszy i organizacji pozarządowych, nie spowodują strukturalnych zmian w dostępności mieszkań lub rzeczy, których potrzebujemy do wsparcia w dłuższej perspektywie. Chodzi przede wszystkim o pozwolenia na pracę". Miasto ma prawie 829 000 nieudokumentowanych migrantów, którzy są potencjalnie zagrożeni deportacją – to według danych z Vera Institute of Justice pozyskanych w 2016 roku, organizacji non-profit zajmującej się wymiarem sprawiedliwości w sprawach karnych. Większość z nich pracuje w Chicago nielegalnie.
O co chodzi w transporcie migrantów?
Do tej pory gubernator Teksasu Greg Abbott i gubernator Arizony Doug Ducey wysłali do Waszyngtonu ok. 10 tysięcy nielegalnych migrantów, z czego przynajmniej cztery autobusy pod dom wiceprezydent Kamali Harris. Kolejne kilka tysięcy osób trafiło do Nowego Jorku czy Chicago. Problem po pierwsze ma podłoże polityczne – konserwatyści z południowych stanów oskarżają rząd o słabe przygotowanie reform imigracyjnych, dlatego imigrantów wywożą do miast rządzonych przez demokratów. Administracja rządowa od miesięcy po cichu przerzuca tysiące imigrantów z granicy w inne części kraju, po części po to, by połączyć nieletnich bez opieki z członkami rodziny lub sponsorami. Ale strategia GOP zmusiła cały kraj do ponownego przyjrzenia się problemowi. Działania republikańskich gubernatorów spotkały się z krytyką demokratów. Rzeczniczka Białego Domu Karine Jean-Pierre powiedziała, że republikańscy gubernatorzy używają migrantów jako "politycznych pionków".
"Historia nie patrzy łaskawie na przywódców, którzy traktują istoty ludzkie jak ładunek. Wysyłają je tysiąc mil dalej, nie mówiąc im nawet o miejscu, do którego jadą" – skomentował demokrata z Massachusetts, członek Izby Reprezentantów USA Bill Keating.
"Jeśli przybycie 10,000 imigrantów nadwyręża Waszyngton, to wyobraź sobie, że przybywają ich setki tysięcy" – odpowiada senator Cruz z Teksasu. Od września ubiegłego roku do miasta Yuma w Arizonie, liczącego 96,000 mieszkańców, przybyło 284,000 migrantów. Trzy razy więcej niż rok temu.
Sytuacja na południowej granicy nigdy nie była taka zła
Ponad dwa miliony migrantów zostało zatrzymanych na granicy USA z Meksykiem w ciągu ostatniego roku – to wynik najwyższy w historii, który jest sporym zmartwieniem dla administracji Joe Bidena. Według nowych danych z US Customs and Border Protection (CBP), liczba 2,15 mln stanowi rekordowy, 24% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Ze statystyk wynika, że drastycznie wzrosła liczba migrantów z Wenezueli, Nikaragui i Kuby, natomiast spadła liczba z Meksyku i północnego trójkąta Ameryki Środkowej - Salwadoru, Gwatemali i Hondurasu.
W oświadczeniu komisarz CBP Chris Magnus powiedział, że "upadające reżimy komunistyczne(...) napędzają nową falę migracji" na granicy. Eksperci wskazują na kilka innych przyczyn tego wzrostu, w tym m.in. dużą liczbę powtórnych przekroczeń granicy i utrzymujące się problemy gospodarcze związane z pandemią w całej Ameryce Łacińskiej.