----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Odrobina alkoholu może pobudzić kreatywność i wzmocnić więzi społeczne. Ale w tym, jak wielu Amerykanów pije dzisiaj, nie ma nic umiarkowanego, kreatywnego ani towarzyskiego.

Podobno Mayflower dobił do brzegu w Plymouth Rock, ponieważ załoga obawiała się, że pielgrzymi za szybko piją piwo. Statek kierował się w stronę ujścia rzeki Hudson, dopóki jego marynarze nie wpadli w panikę na widok pustych beczek piwa i zagrozili buntem. Pielgrzymi zostali wyrzuceni na brzeg, z dala od ich zamierzonego celu i bez piwa. Przynajmniej tak, obok ciężkiej, śmiertelnej zimy, opisuje to w pamiętniku z tamtego okresu William Bradford. Zresztą ci, którzy przetrwali, niedługo potem nie tylko robili własne piwo, ale także importowali wino i inne trunki. Wkrótce purytanie zaczęli narzekać, iż "potok rumu zagraża ustalonemu porządkowi".

Washington upił wyborców

Znany przede wszystkim jako pierwszy prezydent, George Washington zapoczątkował swą karierę polityczną zdobywając stanowisko w parlamencie Virginii. Uczynił to wprowadzając lokalnych wyborców w stan upojenia alkoholowego. Podobno dał im 144 galony wysokoprocentowego trunku, co wystarczyło, aby zdobyć 307 głosów i stanowisko. Podczas wojny o niepodległość stosował tę samą taktykę, aby uszczęśliwić żołnierzy, a później stał się jednym z wiodących producentów whisky w kraju. Mimo to moralizował innych, gdy chodziło o picie. W 1789 r. stwierdził, iż alkohol stał się przyczyną upadku połowy pracowników w kraju.

W XIX wieku to się piło!

Choć pod tym względem był hipokrytą, to Washington miał rację. Nowo powstały kraj wpadł w cug alkoholowy, a jego spożycie w następnych latach jeszcze wzrosło. Do 1830 roku przeciętny dorosły Amerykanin spożywał około trzech razy więcej niż pijemy dzisiaj w przeliczeniu na głowę. Zrozumiałe, że pojawiła się więc obsesja na punkcie szkód spowodowanych przez alkohol, co wprowadziło kraj na długą drogę ku Prohibicji.

Ze skrajności w skrajność

To, co jest typowo amerykańskie w tych opowieściach, to nie czołowe miejsce alkoholu w historii kraju, bo można to powiedzieć o wielu innych nacjach, ale zapał, z jakim mieszkańcy Ameryki przechodzą ze skrajności w skrajność.

Amerykanie mają tendencję do picia w bardziej dysfunkcyjny sposób niż ludzie w innych społeczeństwach, tylko po to, by zaraz krytycznie oceniać picie w ogóle.

Na zmianę, okres nadmiernego picia zamienia się w czas wyrzeczeń, po czym historia zatacza kolejne koło.

49

Na krawędzi problemu… przepaść

W tej chwili USA wpada w kolejny kryzys związany z alkoholem. Po obfitych w używki i alkohol latach 60. i 70. ostatnie dwie dekady XX wieku były w miarę łagodne, po czym spożycie trunków zaczęło znów rosnąć po nastaniu nowego tysiąclecia.

W XX wieku można było kupić wino w supermarkecie, ale nie można było go w nim wypić. Teraz niektóre sklepy spożywcze mają winiarnie, piwo z beczki, tabliczki zachęcające do popijania w czasie zakupów, czemu służą koszyki z mocowaniami na kubki. Choć liczba barów spadła, to picie jest dopuszczalne w wielu innych miejscach, w których do tej pory nie było: w kafejkach, ogrodach zoologicznych, kinach, itd.

Jeszcze zanim pojawił się COVID-19, zaczynaliśmy widzieć tego konsekwencje. W latach 1999-2017 liczba zgonów związanych z alkoholem w Stanach Zjednoczonych podwoiła się, do ponad 70,000 rocznie, co czyni alkohol jednym z głównych czynników wpływających na spadek średniej długości życia w Ameryce.

Będzie gorzej

Liczby te prawdopodobnie się pogorszą: podczas pandemii picie oraz sprzedaż mocnych alkoholi wzrosło. W lutym tego roku prawie jedna czwarta Amerykanów przyznała, że w ciągu ostatniego roku piła więcej, by radzić sobie ze stresem.

Wyjaśnienie tych trendów jest trudne, bo przeczą spodziewanym wynikom. Nie tak dawno temu pokolenie Millenialsów chwalone było za wstrzemięźliwość alkoholową, koncentrowanie się na rozwoju i zdrowiu i odrzucanie nietrzeźwości jako zjawiska. Dziś, dzięki niezliczonym słodkim napojom alkoholowym, przypominającym gazowaną oranżadę o zachęcających nazwach i kolorowych opakowaniach, ich liczba zapada na marskość wątroby w rekordowym tempie. Co ciekawe, dzieje się tak w czasie, gdy kraje mające tradycyjnie problem alkoholowy - Rosja, czy Anglia - notują spadek jego spożycia.

Media się gubią

Trudno powiedzieć, jaką rolę odgrywają tu portale społecznościowe i media, ale ich przekaz nie jest jasny. Właśnie zmieniły przekaz z radosnego wyliczania korzyści zdrowotnych lampki wina, drinka lub piwka na informację, iż żadna ilość alkoholu nigdy nie jest bezpieczna, może wywołać raka i na pewno sprawi, że umrzesz przed czasem. Ludzie, jak cały kraj w swej historii, przechodzą ze skrajności w skrajność. Dzisiejsze pokolenie 30 i 40 latków raz pije do nieprzytomności, by tydzień później udawać abstynenta.

45

Alkohol i ludzkość

Jeśli chodzi o sam alkohol, to większość naukowców zgadza się, iż miał on spory wpływ na ludzkość. Tłumi aktywność części kory mózgowej, co pozwala osiągnąć bardziej ufny, dziecięcy stan. Wyzwala endorfiny, które odgrywają kluczową rolę w budowaniu więzi społecznych. Spożycie alkoholu pomaga też w uwolnieniu wielu rzeczy, które łączą ludzi – śmiech, taniec, śpiew, opowiadanie historii, seks, rytuały religijne. Antropologia wskazuje, iż z biegiem czasu grupy, które piły razem, połączyłyby się i rozkwitły, dominując mniejsze społeczności, podobnie jak grupy modlące się razem. Pobudzona kreatywność i innowacja dały im później jeszcze większą przewagę. W końcu, jak głosi teoria, plemiona pijane biją trzeźwych.

Wszystko przez destylację

Naukowcy ostrzegają jednak, by na podstawie tych opowieści nie chwalić zbytnio wysokoprocentowych trunków. W końcu mówimy o dawnych czasach wspólnego biesiadowania, co zawiązywało przyjaźnie i pomagało w rozwoju cywilizacji. Wszystko to działo się przed stworzeniem alkoholu destylowanego i zanim ludzie zaczęli pić w pojedynkę.

Alkohol destylowany jest nowy – rozpowszechnił się w Chinach w XIII wieku, a w Europie od XVI do XVIII wieku. Jest inny niż wszystko wcześniej.

Opadłe winogrona, które sfermentowały na ziemi, zawierają około 3 procent objętości alkoholu. Piwo i wino odpowiednio 5 i 11 procent. Na tych poziomach, chyba że ludzie bardzo się postarają, rzadko udaje im się wypić wystarczająco dużo, by stracić przytomność, nie mówiąc już o śmierci.

Jednak współczesny trunek zawiera od 40 do 50 procent objętości alkoholu, dzięki czemu łatwo jest przebić się przez przyjemny szumek i doprowadzić do wszelkiego rodzaju tragicznych skutków.

Ludzie pokochali gin i whisky do tego stopnia, że zaczęli pić poza spotkaniami towarzyskimi, samotnie. Nagle w lokalach gastronomicznych zaczęły pojawiać się długie lady, które dziś kojarzą nam się ze słowem „bar”, umożliwiające ludziom picie w biegu, a nie przy stole z innymi. Według antropologów prawie w każdej epoce i społeczeństwie picie w ten sposób było prawie niespotykane wśród ludzi.

Naukowcy dowiedli, iż kluczowa dla różnych skutków spożywania alkoholu jest obecność innych ludzi. Przeczesując literaturę i eksperymenty z ostatnich dziesięcioleci doszli do wniosku, że picie z innymi zwykle wywołuje radość, a nawet euforię. W samotności przynosi skutki odwrotne, często tragiczne.

Jeśli już, to tylko w towarzystwie

Ludzie, którzy piją umiarkowanie, odwiedzają bary i puby, są szczęśliwsi i zdrowsi psychicznie niż ci, którzy tego nie robią. Nie chodzi jednak o sam alkohol, ale fakt, że mają więcej przyjaciół i osób, z którymi mogą porozmawiać na różne tematy. Oczywiście picie w towarzystwie może również powodować problemy i prowadzić do zaburzeń związanych z nadużywaniem alkoholu. Ale picie w pojedynkę — nawet z rodziną gdzieś w tle — jest wyjątkowo szkodliwe, ponieważ niesie za sobą wszystkie zagrożenia bez żadnych korzyści społecznych. Staje się czymś w rodzaju ucieczki od życia.

Dobry przykład: południe Europy

Kultura zdrowego picia znana jest na południu Europy. Włochy, gdzie pije się dużo, mają jedne z najniższych wskaźników alkoholizmu na świecie. Ich mieszkańcy piją głównie wino i piwo, prawie wyłącznie przy posiłkach z innymi ludźmi. Alkohol jest tam postrzegany jako pożywienie, a nie używka.

Tu wygląda to inaczej. Mieszkańcy USA może nie wynaleźli upijania się, ale masowo zaczęli pić w pojedynkę, co było prawie niespotykane w Starym Świecie. Na początku XIX wieku samotne popijanie stało się na tyle powszechne, że trzeba było w języku angielskim stworzyć w tym celu nowe określenia.

47

Pić, by się upić

W 1830 roku, kiedy konsumpcja alkoholu w Ameryce osiągnęła rekordowy poziom, przeciętny dorosły wypijał ponad dziewięć galonów alkoholu rocznie. W większości była to whisky (która dzięki nadwyżkom zboża była czasem tańsza od mleka), a większość pito samotnie w domu. Drugim był cydr, inny ulubiony trunek wczesnych kolonizatorów. Wiele osób, w tym dzieci, piło cydr przy każdym posiłku; rodzina mogłaby z łatwością wchłonąć całą beczkę tygodniowo. Krótko mówiąc, Amerykanie z początku XIX wieku rzadko byli w stanie, który można by określić jako trzeźwy, i przez większość czasu pili, żeby się upić.

Naturalną koleją rzeczy było pojawienie się ruchów naciskających na wstrzemięźliwość, co z kolei doprowadziło do okresu prohibicji. USA nie były jedynym krajem, jaki to wprowadził, ale na pewno miały najbardziej radykalną formę zakazu.

Ruch wstrzemięźliwości przyniósł jeszcze jeden skutek: podzielił kraj na pijących i abstynentów. Pijący byli przeciętnie lepiej wykształceni i zamożniejsi niż osoby niepijące, a także częściej zamieszkałe w miastach lub na wybrzeżach. Tymczasem bezalkoholowa Ameryka była bardziej wiejska, południowa i środkowozachodnia, częściej uczęszczająca do kościoła i mniej wykształcona. Do dziś grupa ta obejmuje około jednej trzeciej dorosłych Amerykanów, co stanowi wyższy odsetek abstynencji niż w wielu innych krajach zachodnich.

Kolejny szczyt - 1981 rok

Wtedy znów wzrosły wskaźniki i zaniepokoiły władze oraz lekarzy. Wzrosły więc podatki od alkoholu, pojawiły się ostrzeżenia na etykietach, wprowadzono ograniczenie 21 lat, wzrosły kary za jazdę pod wpływem. Wzrosła też świadomość płodowego syndromu alkoholowego, co wywołało typową dla Amerykanów skrajność: w przeciwieństwie do Europy, gdzie kobiety w ciąży były zapewniane, że lekkie picie jest bezpieczne, te w USA były i są zasadniczo ostrzegane, że nawet kropla wina może zrujnować życie dziecka. Wszystkie te działania przyniosły skutek.

Aż do teraz, gdy notujemy gwałtowny wzrost spożycia trunków. Pandemia zwielokrotniła problem.

48

Nigdy już nie będziesz pił sam

W sierpniu ubiegłego roku, u szczytu pandemii, producent piwa Busch wprowadził na rynek produkt. Dog Brew to bulion kostny pakowany jako piwo dla Twojego zwierzaka. „Nigdy już nie będziesz pił sam” – napisano w artykułach prasowych o jego debiucie. Szybko się wyprzedał.

Jeśli chodzi o ludzi, to chociaż sprzedaż piwa spadła w 2020 roku, Amerykanie wypijali więcej wszystkiego innego. Liczby i obserwacje wskazują, że mimo powrotu do normalności powirusowej, pijemy coraz więcej. Czy to początek kolejnej fali, która znów zakończy się gwałtownymi działaniami rządu, zakazami, zmianami prawa? Może nie. A być może to dopiero początek.

Na podst. theatlantic, archives.gov, wikipedia
opr. Rafał Jurak