----- Reklama -----

POLONEZ baner header 2026_10

02 listopada 2026

Udostępnij znajomym:

Wyborcy z jednej i drugiej strony politycznej zgadzają się przynajmniej w jednej sprawie: obawiają się, że Ameryka, którą znają, odchodzi w przeszłość. Różnią się jednak w ocenie tego, kto za to odpowiada i jak powstrzymać zmiany. Dla jednych wtorkowe wybory do Kongresu są szansą na ograniczenie władzy Donalda Trumpa. Dla innych - okazją do obrony jego polityki.

Wielu Amerykanów, którzy wcześniej nie głosowali, uznało, iż tym razem stawka jest zbyt wysoka. W wyborach rozstrzygną, która partia będzie kontrolować Izbę Reprezentantów i Senat podczas ostatnich dwóch lat prezydentury Trumpa. Wybiorą także gubernatorów, stanowych parlamentarzystów i innych przedstawicieli władz.

W dziesiątkach rozmów przeprowadzonych przez Associated Press z osobami głosującymi przed dniem wyborów powracały te same obawy: łamanie zasad przez rządzących, korupcja, wpływy miliarderów, rosnąca wrogość między ludźmi i wysokie koszty życia. Niepokój był szczególnie silny wśród przeciwników prezydenta, ale pojawiał się także w wypowiedziach jego zwolenników.

Ten sam niepokój, różne przyczyny

Arthur Horner, 59-letni przedsiębiorca zajmujący się importem i marketingiem żywności, zagłosował na demokratów. Jego firma odczuwa skutki ceł, a nieprzewidywalność polityki gospodarczej utrudnia prowadzenie działalności.

„Mój dzisiejszy głos był próbą zahamowania tego szaleństwa” - powiedział po oddaniu karty do głosowania korespondencyjnego w Harrisburgu w Pensylwanii.

Elizabeth Marlett, 61-letnia mieszkanka Iowa, również uważa, że wiele spraw w kraju wymaga naprawy. Wymienia problemy syna z uzyskaniem świadczeń dla weteranów, skład przetworzonej żywności, a przede wszystkim zmiany społeczne, które postrzega jako zwrot w lewo. Ona wybrała republikanów.

„Wartości rodzinne odchodzą na dalszy plan i trzeba je przywrócić” - przekonywała. Jej zdaniem ludzie podzielający konserwatywne poglądy powinni przestać milczeć i mocniej upominać się o swoje prawa oraz religię.

Dla części wyborców największym problemem jest atmosfera wzajemnej wrogości. Linda Markle, 72-letnia demokratka z powiatu Bucks w Pensylwanii, obwinia o nią Trumpa.

„Bardzo boję się o ten kraj. Ludzie kiedyś troszczyli się o siebie nawzajem. Teraz już nie” - mówiła. Uważa, że zachowanie prezydenta ośmiela innych do okazywania nienawiści.

Niektórzy republikanie częściowo podzielają te zastrzeżenia. Chris Smith, 27-letni inżynier oprogramowania z Harrisburga, który poparł Trumpa w 2024 roku, przyznaje, że rozumie niechęć do prezydenta i sam krytycznie ocenia część jego działań. Nadal jednak popiera wysiłki na rzecz przywracania produkcji przemysłowej w USA oraz cele polityki celnej. Głosuje na republikanów, ponieważ uważa ich za bardziej odpowiedzialnych w sprawach finansów publicznych.

Podobne rozróżnienie robi emerytka Therese Mennell z Ohio. Czasami wyłącza wystąpienia Trumpa, bo przeszkadza jej sposób, w jaki mówi. Mimo to jest przekonana, że prezydent „ratuje kraj”.

Wybory w cieniu prezydenta

Choć nazwiska Trumpa nie ma na kartach wyborczych, prezydent wielokrotnie zachęcał zwolenników, by głosowali tak, jakby sam kandydował. Liczy, że zmobilizuje w ten sposób osoby, które mogłyby nie wziąć udziału w wyborach. Ta strategia może jednak pobudzić również jego przeciwników.

W Topece w Kansas po raz pierwszy zagłosowali bracia Samontae i Gathenya Mwangi, mający 20 i 19 lat. Do lokalu wczesnego głosowania przyszli z dziadkiem, emerytowanym pracownikiem Goodyeara i weteranem piechoty morskiej. Wszyscy trzej liczą na zwycięstwa demokratów, wskazując na sytuację gospodarczą i niezadowolenie z prezydenta jako powody, które mogą skłonić Amerykanów do udziału w głosowaniu.

Zupełnie inaczej patrzy na to Denise Wunder, emerytowana kierowniczka baru kanapkowego. Choć wychowała się w rodzinie demokratów, zdecydowanie popiera Trumpa. Najważniejszą sprawą jest dla niej nielegalna imigracja.

„Myślę, że Trump jest naszą ostatnią nadzieją” - powiedziała. Przyznaje, że prezydent mówi czasem „głupie rzeczy”, ale nie zmienia to jej oceny jego polityki.

Konserwatywne małżeństwo Joan i Frank Bark z Wirginii także zagłosowało na republikanów, mimo zastrzeżeń do Trumpa. Frank obawia się, że nadmierne ego prezydenta wpływa na jego decyzje. Jednocześnie nie chce polityki proponowanej przez lewicę. Joan uważa natomiast, że demokraci zbyt często ograniczają swój przekaz do niechęci wobec Trumpa.

Są jednak wyborcy, dla których działania obecnej administracji stały się powodem odejścia od Partii Republikańskiej. David Lee ze Scottsdale w Arizonie wychował się w konserwatywnym środowisku i wcześniej głosował na republikanów. Teraz poparł demokratów w wyborach gubernatorskich i do Izby Reprezentantów. Krytykuje sposób egzekwowania prawa imigracyjnego.

„Nikt nie chce otwartych granic, ale tych ludzi traktuje się bez należytej procedury prawnej i wysyła do krajów, z których nawet nie pochodzą” - powiedział.

Innych niepokoją wpływy najbogatszych. Pielęgniarka Primrose D. Sullivan z Nowego Jorku, wyborczyni niezależna, która tym razem popiera demokratów, uważa, że politycy i miliarderzy coraz częściej kierują się własnym interesem kosztem społeczeństwa.

Benjamin Updegraft z Karoliny Południowej przeszedł jeszcze większą polityczną przemianę: od zagorzałego młodego republikanina i wyborcy Trumpa w 2016 roku do zdecydowanego zwolennika demokratów. Jego zdaniem konieczne jest ograniczenie władzy ludzi, którzy wykorzystują swoją pozycję ze szkodą dla innych.

Ceny wystawiają lojalność na próbę

W rozmowach z wyborcami powracały również koszty żywności, opieki zdrowotnej i benzyny. Część zwolenników Trumpa deklaruje jednak gotowość ponoszenia wyższych wydatków, także tych związanych z wojną z Iranem.

David Stouffer, 59-letni kierownik oddziału banku hipotecznego i trzykrotny wyborca Trumpa, przyznaje, że droższe paliwo obciąża jego domowy budżet. Mimo to popiera działania prezydenta wobec Iranu. Za najważniejsze osiągnięcia Trumpa uważa obniżki podatków i zabezpieczenie granic.

Dla Hornera, przedsiębiorcy z Pensylwanii, rachunek wygląda zupełnie inaczej. Największym problemem jest ciągła konieczność dostosowywania cen do kolejnych decyzji administracji oraz sporów sądowych wokół tych działań. O bezczynność oskarża również kontrolowany przez republikanów Kongres.

„Co mamy w zamian? Droższą opiekę zdrowotną, droższą żywność, droższą benzynę i kompletny chaos w warunkach prowadzenia biznesu” - wyliczał.

Rozmowy z wyborcami pokazują, że obie strony podchodzą do wyborów z poczuciem zagrożenia. Przeciwnicy Trumpa chcą powstrzymać prezydenta, którego obwiniają o chaos i pogłębianie podziałów. Jego zwolennicy obawiają się, że porażka republikanów zatrzyma zmiany, które uważają za niezbędne do uratowania kraju.

Na podstawie relacji Associated Press.

----- Reklama -----

POLONEZ_main_banner_2026_10

----- Reklama -----

POLONEZ_main_banner_2026_10

----- Reklama -----

SOBCZAK MEDICARE 2026 300 X 600 wersja 1

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor