----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

26 października 2026

Udostępnij znajomym:

Szewcy, zegarmistrzowie, tapicerzy i inni rzemieślnicy mieli stopniowo znikać z naszego otoczenia. Tymczasem niektóre tradycyjne zawody nadal znajdują klientów, a prowadzący je ludzie bywają prawdziwymi lokalnymi osobistościami.

Jeśli ktoś przejeżdża przez Mount Prospect na północno-zachodnich przedmieściach Chicago, warto, żeby zajrzał do niewielkiego zakładu szewskiego mieszczącego się na miejscowej stacji kolejki Metra. Nie tylko po to, by naprawić buty. Można tam spotkać Larry’ego DeAngelo, człowieka, który od dziesięcioleci zajmuje się rodzinnym rzemiosłem, chętnie rozmawia z klientami, przez których jest bardzo lubiany, a czasem nawet umila im wizytę grą na flecie.

Jego zakład, Al’s Shoe Service, ma historię sięgającą 1937 roku, kiedy ojciec Larry’ego rozpoczął działalność w Chicago. Później firma działała we Franklin Park, a następnie przeniosła się do Mount Prospect. W warsztacie do dziś można zobaczyć stare narzędzia i maszyny, z których korzystał poprzedni właściciel.

Historia mogła zakończyć się podczas pandemii, gdy liczba klientów gwałtownie spadła. Rodzina znalazła jednak nietypowy sposób na przetrwanie, sprzedając ręcznie wykonywane skórzane krzyżyki. Pomogli również mieszkańcy, a lokalne władze zadbały o to, by zakład pozostał w miejscowości. W 2021 roku Al’s Shoe Service otwarto w nowym miejscu, właśnie na stacji Metra.

To przykład biznesu, którego znaczenie trudno mierzyć wyłącznie liczbą naprawionych butów. Takie warsztaty stają się częścią lokalnej tożsamości. Klienci przychodzą nie tylko po usługę, ale również dlatego, że znają właściciela i ufają jego umiejętnościom.

Rzemiosło w świecie masowej produkcji

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu szewc, zegarmistrz czy tapicer byli stałymi postaciami w życiu niemal każdej miejscowości. Ich warsztaty często działały przez całe pokolenia, a umiejętności przechodziły z ojca na syna. Dzisiaj takich zakładów jest znacznie mniej. Zmieniły się przyzwyczajenia klientów, sposób produkcji i ceny wielu towarów. Niektóre tradycyjne usługi stały się niszowe, ale wcale nie zniknęły.

Co ciekawe, w wielu przypadkach największą wartością takich warsztatów nie są już same narzędzia czy wyposażenie, lecz wiedza i doświadczenie właścicieli. Dobry zegarmistrz potrafi przywrócić do życia mechanizm sprzed kilkudziesięciu lat, tapicer odtworzyć dawne wzory i techniki, a szewc dopasować obuwie do potrzeb konkretnego klienta. To umiejętności, których nie da się łatwo zastąpić seryjną produkcją.

Kto przejmie warsztat?

Tradycyjni rzemieślnicy mają jeszcze jedną przewagę. Potrafią ocenić przedmiot i znaleźć rozwiązanie problemu, którego producent nie przewidział. Czasem trzeba dorobić brakującą część, dopasować materiał albo wykorzystać technikę znaną od pokoleń.

Takich umiejętności nie zdobywa się w ciągu kilku dni. Wymagają praktyki, cierpliwości i doświadczenia, a znalezienie następców bywa trudne. Dlatego niektóre warsztaty znikają nie z braku klientów, lecz dlatego, że ich właściciele przechodzą na emeryturę i nie mają komu przekazać fachu.

Jednocześnie rosnące zainteresowanie naprawianiem, odnawianiem i ponownym wykorzystywaniem przedmiotów daje części tych zawodów szansę na dalsze istnienie. Nie chodzi wyłącznie o oszczędność. Coraz więcej osób docenia rzeczy wykonane solidnie i możliwość korzystania z nich przez wiele lat.

Historia Larry’ego DeAngelo pokazuje, że tradycyjny warsztat może być czymś więcej niż miejscem świadczenia usług. Może być również częścią historii miejscowości i miejscem spotkań jej mieszkańców.

A jeśli przy okazji naprawy butów można jeszcze posłuchać muzyki na żywo, tym bardziej warto zajrzeć.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

SOBCZAK MEDICARE 2026 300 X 600 wersja 1

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor