Dziesiątki tysięcy wolontariuszy, obserwatorzy związani z obiema partiami i około tysiąc pracowników Departamentu Sprawiedliwości mają monitorować przebieg listopadowych wyborów do Kongresu. Demokraci i organizacje społeczne obawiają się ingerencji administracji Donalda Trumpa. Republikanie przekonują, że ich działania służą przestrzeganiu przepisów. Tak liczna obecność różnych grup może jednak wystawić na próbę organizację głosowania.
Tegoroczne wybory uzupełniające zdecydują o układzie sił w Kongresie, a tym samym o możliwościach realizowania programu prezydenta w ostatnich dwóch latach jego kadencji. W atmosferze politycznej nieufności obie strony przygotowują rozbudowane operacje obserwowania głosowania.
Po stronie demokratycznej zaangażowane są stanowe struktury partyjne, kongresmeni, organizacje broniące praw obywatelskich i ogólnokrajowe ruchy społeczne. Wolontariusze mają między innymi obserwować sytuację przed lokalami wyborczymi i zgłaszać działania budzące niepokój.
Równolegle Departament Sprawiedliwości zapowiada największy w swojej historii program monitorowania wyborów. Własnych obserwatorów i pracowników wyborczych mobilizuje również Partia Republikańska.
Mobilizacja wolontariuszy i prawników
Stanowe organizacje Partii Demokratycznej przeszkoliły około 10 tysięcy wolontariuszy. Ich zadaniem będzie obserwowanie otoczenia lokali i informowanie o potencjalnie niepokojących działaniach funkcjonariuszy federalnych.
Kolejnych około 16 tysięcy osób przygotowała organizacja Common Cause — poinformowała Suzanne Almeida, jej wiceprezes odpowiedzialna za działalność w stanach. Szersza koalicja Election Protection, obejmująca około 300 innych organizacji, przeszkoliła następne dziesiątki tysięcy wolontariuszy. W działania na rzecz ochrony głosowania angażuje się także Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich, czyli ACLU.
Do tego dochodzą mniejsze zespoły, w tym około stu obserwatorów zorganizowanych przez demokratycznych senatorów oraz setki osób przygotowywanych przez sprzymierzoną z Demokratami organizację Save America. Ta ostatnia szkoli między innymi duchownych, weteranów, nauczycieli i innych członków lokalnych społeczności. Swoje sieci działaczy uruchamiają również Indivisible i MoveOn.
Przygotowania obejmują także Internet. Zrzeszenie stanowych komitetów Partii Demokratycznej utworzyło specjalny zespół do spraw cyberbezpieczeństwa, w którym pracują byli przedstawiciele CIA i FBI. Jak wyjaśniła wiceprzewodnicząca krajowych władz partii Jane Kleeb, ma on wykrywać i zgłaszać dezinformację, w tym fałszywe materiały tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji.
Demokratyczni burmistrzowie, stanowi prokuratorzy generalni i sekretarze stanu prowadzą z kolei ćwiczenia oparte na najbardziej niepokojących scenariuszach. Rozpatrują między innymi możliwość pojawienia się licznych funkcjonariuszy służb imigracyjnych przy lokalach wyborczych albo prób przejęcia kart do głosowania i sprzętu. Liderzy Demokratów w Kongresie zgromadzili też zespół prawników porównywalny z zapleczem dużej kampanii prezydenckiej.
Kleeb tłumaczy, że partia nigdy wcześniej nie prowadziła przygotowań w takim zakresie. Jej zdaniem jest to odpowiedź na wypowiedzi prezydenta dotyczące możliwości przejmowania kart wyborczych i kierowania funkcjonariuszy ICE w okolice miejsc głosowania.
Przedstawiciele administracji i wojska zapewniają jednak, że nie ma planów wysyłania do lokali ani służb imigracyjnych, ani żołnierzy. Biały Dom odrzuca zarzuty demokratów. Rzeczniczka Lauren Bis oskarżyła ich o podsycanie obaw dotyczących bezpieczeństwa wyborów, wskazując na sprzeciw wobec obowiązku okazywania dokumentu tożsamości przez wyborców i innych rozwiązań popieranych przez Republikanów. Przekonywała też, że Trump działa na rzecz wolnych i uczciwych wyborów.
Sam prezydent nadal formułuje bezpodstawne zarzuty dotyczące oszustw wyborczych. Tymczasem Departament Sprawiedliwości wniósł już pozwy w Kalifornii i na Alasce, które mogą wpłynąć na liczenie głosów lub formalne zatwierdzanie wyników.
Federalni obserwatorzy we wszystkich stanach
Departament Sprawiedliwości zamierza skierować do obserwowania głosowania około tysiąca swoich pracowników. Według rzeczniczki Kiersten Pels ich zadaniem będzie sprawdzanie przestrzegania prawa federalnego.
Obserwatorzy mają trafić do wszystkich stanów. Jak przekazał dziennikarzom wysoki rangą przedstawiciel departamentu, szczególna uwaga zostanie poświęcona obszarom o dużej liczbie mieszkańców, miejscom, w których wcześniej występowały problemy, oraz okręgom z wyrównaną rywalizacją.
Federalni obserwatorzy monitorują amerykańskie wybory od dziesięcioleci, zazwyczaj bez większych incydentów. Ich obecność podczas tegorocznych prawyborów wywołała jednak napięcia w Wyoming.
Republikański gubernator tego stanu Mark Gordon określił zachowanie dwóch przedstawicieli departamentu jako nieco agresywne i odbiegające od przyjętej praktyki. Urzędniczka odpowiedzialna za wybory w powiecie Laramie poinformowała, że przybyli z zamiarem przeprowadzania rozmów z wyborcami, na co jej biuro nie pozwoliło.
Departament zaprzecza, by jego pracownicy postąpili niewłaściwie. Pels zapewniła, że obserwatorzy są szkoleni w zakresie przepisów obowiązujących w lokalach i nie będą zakłócać głosowania.
Demokratyczni parlamentarzyści i obrońcy praw wyborczych obawiają się jednak, że federalna obecność może onieśmielać wyborców. Wyrażają również wątpliwości, czy obserwatorzy administracji Trumpa będą nadal koncentrować się na tradycyjnej ochronie przed naruszeniami praw obywatelskich.
Harmeet Dhillon, stojąca na czele wydziału praw obywatelskich Departamentu Sprawiedliwości, została zapytana w programie „60 Minutes” stacji CBS o możliwość skierowania funkcjonariuszy ICE do lokali. Odpowiedziała, że nie ma takiego planu.
Własne przygotowania prowadzi Krajowy Komitet Partii Republikańskiej, czyli RNC. W 22 stanach, w tym Arizonie, Michigan, Georgii i Karolinie Północnej, działają jego przedstawiciele odpowiedzialni za uczciwość wyborów. Rekrutują wolontariuszy, organizują szkolenia i mają zgłaszać potencjalne naruszenia prawa.
RNC poinformował również o pozyskaniu niemal 22 tysięcy osób do pracy przy obsłudze wyborów. Osobno rekrutuje ochotników do obserwowania głosowania w okręgach, w których spodziewana jest zacięta rywalizacja.
Ochrona głosowania czy dodatkowe zamieszanie?
Liczba zaangażowanych organizacji rodzi pytania o koordynację. Część z nich nie może zgodnie z prawem uzgadniać swoich działań. Niektórzy uczestnicy przygotowań obawiają się więc, że liczna obecność obserwatorów może niezamierzenie wywołać chaos przed lokalami.
Almeida z Common Cause przyznaje, że w niektórych miejscach może dojść do nieporozumień. Uważa jednak, że ewentualne zagrożenia wymagają wspólnego wysiłku wielu organizacji.
Do wzmożonej uwagi przygotowują się także lokalni urzędnicy. Chris Swope, odpowiedzialny za wybory w Lansing w stanie Michigan, zawczasu skontaktował się z organami ścigania i prawnikiem na wypadek naruszenia przepisów przez federalnych obserwatorów. Zaznacza jednak, że spodziewa się przestrzegania przez nich zasad.
Stowarzyszenie Demokratycznych Burmistrzów przekazało lokalnym władzom instrukcje postępowania na wypadek pojawienia się agentów federalnych przy miejscach głosowania. W wytycznych wskazano ograniczenia dotyczące obecności funkcjonariuszy służb śledczych i imigracyjnych, posiadania broni, kontaktów z wyborcami oraz dostępu do kart i urządzeń wyborczych.
Departament Sprawiedliwości zapewnia, że jego obserwatorzy nie będą uzbrojeni i nie będą ingerować w przebieg głosowania. Trump, zapytany niedawno o ich skierowanie do Georgii, stwierdził, że będą wyłącznie obserwować.
Część wolontariuszy już rozpoczęła pracę. Według Mary Corcoran, dyrektor wykonawczej Save America, przedstawiciele organizacji obserwują wcześniejsze głosowanie w Georgii, Michigan, Karolinie Północnej i Ohio. Ich obecność ma dawać wyborcom poczucie bezpieczeństwa.
Corcoran podkreśla, że sam strach przed możliwymi działaniami władz może zniechęcać do udziału w wyborach - nawet jeśli żaden funkcjonariusz ostatecznie nie pojawi się przy lokalu. Dlatego, jej zdaniem, na takie obawy trzeba reagować jeszcze przed dniem głosowania.