----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Protestujący domagają się jego rezygnacji

Słowo "przepraszam" padło z ust burmistrza Rahma Emanuela, ale setek protestujących to nie zadowala. "Nie chcemy twoich przeprosin, chcemy twojej rezygnacji" wykrzykują ci, którzy wyszli znowu na ulicę. To pokłosie sprawy Laquana McDonalda, siedemnastolatka zastrzelonego w październiku 2014 roku przez chicagowskiego policjanta. Demonstrujący twierdzą, że nie jest to tylko problem czarnoskórych, którzy przeważają wśród protestujących.

Rahm Emanuel przyznał w przemówieniu wygłoszonym w środę w Radzie Miasta, że do tragicznych wydarzeń doszło za jego rządów, więc on jako burmistrz też ponosi odpowiedzialność. Padło słowo "przepraszam", na które czekali czarnoskórzy radni skupieni w klubie Black Caucus.

Burmistrz przyznał, że mamy kryzys zaufania pomiędzy policją i mieszkańcami miasta. Wezwał funkcjonariuszy do respektowania prawa. "Żaden obywatel tego miasta nie powinien być traktowany jak obywatel drugiej klasy" – zaznaczył Rahm Emanuel. Przypomniał, że po zwolnieniu nadinspektora Garry'ego McCarthy'ego ze stanowiska komendanta policji powołał specjalną grupę roboczą, której celem będzie sprawdzenie procedur działających w tym departamencie.

Burmistrz musi nie tylko odbudować zaufanie do chicagowskiej policji. Problem dotyczy także jego samego. Głosy wzywające do jego rezygnacji są coraz głośniejsze, a protesty na ulicach centrum liczniejsze. Ludziom nie wystarczyło zwolnienie komendanta Garry'ego McCarthy'ego domagają się rezygnacji burmistrza. "Tu nie chodzi o symboliczne zmiany, ale prawdzie. McCarthy nie wystarczy" – powiedział dziennikowi "Chicago Tribune" Yael Hoffman, jeden z protestujących.

Podobną opinię w ostatnim sondażu wyraziło 51 procent ankietowanych. Natomiast 30 procent wyraziło opinię, Rahm Emanuel powinien zostać na stanowisku. Kolejne 20 procent było w tej sprawie niezdecydowanych. Takie były wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonego przez pracownię Ogden & Fry dla Illinois Observer 5 grudnia, czyli przed przemówieniem burmistrza w Radzie Miasta.

W Chicago zatrudnionych jest 12,500 policjantów i większość z nich profesjonalnie podchodzi do wypełniania swoich obowiązków, ale ostanie wydarzenia odsłoniły inne oblicze tego departamentu. Tzw. "kod milczenia", który nie zachęcał do zgłaszania nieuczciwych funkcjonariuszy. Brutalność, przypadki łamania praw obywatelskich, profilowanie rasowe – takich spraw będzie poszukiwać Departament Sprawiedliwości USA, który w poniedziałek ogłosił rozpoczęcie śledztwa. Jego główny cel to sprawdzenie, czy policjanci w Chicago nie dopuszczali się praktyk, które były pogwałceniem konstytucji albo federalnego prawa.

"Przyjrzymy się różnym sprawom związanym z użyciem siły przez chicagowski departament policji, w tym przypadkom śmiertelnym, towarzyszących temu rasowych, etnicznych i innych dysproporcjach, a także zbadamy, jak działa mechanizm nadzoru" – zapowiedziała Prokurator Generalna Stanów Zjednoczonych, Loretta Lynch.

Takie sprawy prowadzi specjalny Wydział Prawa Cywilnego Departamentu Sprawiedliwości zajmujący się przypadkami łamania praw obywatelskich. Podobne postępowania wszczęto wobec departamentów policji w Ferguson w stanie Missouri i Baltimore w związku z przypadkami śmierci nieuzbrojonych czarnoskórych mężczyzn podczas interwencji policji.

Burmistrz Rahm Emanuel początkowo był przeciwny interwencji Departamentu Sprawiedliwości USA, ale w ostatnim czasie, po zwolnieniu komendanta Garry'ego McCarthy'ego, zmienił w tej sprawie zdanie. "Chicago będzie lepszym miastem. Akceptujemy to i potrzebujemy tego" – stwierdził.

"Podstawowe pytanie w takich sprawach brzmi: czy użycie broni było konieczne" – uważa profesor kryminalistyki na University of Missouri – St. Luis, były policjant w Los Angeles. Czasami droga do ustalenia tego może być długa.

Specjalna komisja, która się tym zajmuje, Chicago Independent Police Review Authority (IPRA) rozpatrzyła 400 przypadków użycia broni przez policjantów od 2007 roku. Znaleziono tylko jeden incydent, który nie był zgodny z prawem i wszczęto śledztwo.

Ofiary użycia broni przez policję to przede wszystkim czarnoskórzy mężczyźni. Większość z nich zginęła na terenie sześciu policyjnych dystryktów na południu miasta: Calumet, Deering, Englewood, Grand Crossing, Gresham i Morgan Park. “To dystrykty, w których jest największa eskalacja przemocy, objęte działalnością gangów, dlatego reakcja policji jest bardziej agresywna” – ocenił profesor psychologii i kryminalistyki na Uniwersytecie Loyola, Arthur Lurigio.

Liczbę zabitych przez policjantów obywateli w latach 2010-2014 w dziesięciu najbardziej zaludnionych amerykańskich miastach porównywała organizacja Better Government Associaton (BGA). Chicago umieszczono na czwartym miejscu za Phoenix, Filadelfią i Dallas, chociaż w żadnym z tych miast nie zostało zastrzelonych tyle osób co u nas. Pod uwagę brano wskaźnik użycia broni przez policję na 100,000 mieszkańców. Dlatego Chicago znalazło się na czwartym miejscu.

Ugody zakończone wypłatą odszkodowania za błędy policji, nadużywanie siły i broni przez funkcjonariuszy, często załatwiane są w ratuszu zamiast w sądzie. Tak było w sprawie zastrzelonego 17-letniego Laquana McDonalda przez funkcjonariusza Jasona Van Dyke'a. Rodzina poszła na ugodę z miastem przyjmując odszkodowanie w wysokości $5 milionów. Takie rozwiązanie zaproponował prawnik reprezentujący miasto Chicago, Stephen Patton. Na odszkodowanie w kwietni ub. roku zgodzili się radni, chociaż nie złożono pozwu sądowego przeciwko policji czy miastu.

W całym 2014 roku miasto zapłaciło w sumie $54.2 mln odszkodowania za błędy i nadużywanie siły i policji. Obejmuje to nie tylko rekompensatę za utratę życia czy zdrowia, ale także takie przypadki jak nieuzasadnione aresztowania, niedostarczenie opieki medycznej, przypadki nielegalnego przeszukania lub zajęcia mienia. Wiele przypadków to kosztowne odszkodowania dotyczące jeszcze spraw z czasów Jona Burge, byłego porucznika chicagowskiej policji oskarżanego o torturowanie zatrzymanych.

Zdecydowana większość tych spraw nie wymagała od policjantów przyznania się do winy. Tylko 9 z 161 wypłaconych odszkodowań za błędy policji w 2014 roku były wynikiem wyroków sądowych. W 2013 roku rachunek za wypłatę odszkodowań zamknął się sumą $84.6 mln. Pod tym względem wyprzedzamy inne duże miasta z porównywalną liczbą policjantów. Los Angeles, które zatrudnia porównywalną do Chicago liczbę funkcjonariuszy, w ub. roku na odszkodowania za przypadki brutalności policji, wypłaciło $20 mln. Ostatni raz Chicago wydało mniej niż $20 mln w 2005 roku. Filadelfia, która ma o połowę mniej od Wietrznego Miasta policjantów, za ich brutalne wykroczenia zapłaciła $9 mln. Wyprzedza nas Nowy Jork, który na odszkodowania wydał $152 mln, ale w mieście tym zatrudnionych jest trzy raz więcej funkcjonariuszy.

JT