----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

1 kwietnia 2001 roku chiński myśliwiec zderzył się z amerykańskim samolotem rozpoznawczym EP-3 u wybrzeży Chin, zmuszając Amerykanów do awaryjnego lądowania na terytorium tego kraju. Chińczycy przetrzymali amerykańską załogę przez 11 dni, w tym czasie bardzo dokładnie badając zaawansowany technologicznie samolot, zanim zwrócili go USA. Waszyngton oskarżył chińskiego pilota o lekkomyślność. Pekin zażądał oficjalnych przeprosin. Dla administracji Busha stało się wtedy jasne, że to Chiny będą kolejnym, głównym przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych. Zaczęto przygotowywać się na tę ewentualność, gdy nagle wydarzenia 9/11 całkowicie zmieniły politykę USA.

Uwaga Ameryki nagle skupiła się na "wojnie z terrorem". Wojska Stanów Zjednoczonych zostały rozmieszczone w Afganistanie i na Bliskim Wschodzie, a reakcja na wyzwanie rzucone przez Chiny została odłożona na prawie dwie dekady.

Ataki z 11 września były „geopolitycznym prezentem dla Chin”

- mówi jeden z ekspertów, Kishore Mahbubani, były ambasador ONZ w Singapurze, pracownik naukowy w National University of Singapore. „Skupienie się na wojnie z terrorem przez Stany Zjednoczone było ogromnym błędem, ponieważ prawdziwe wyzwanie nadeszło z Chin”.

Świadczy o tym prosty fakt: produkt krajowy brutto Chin podskoczył z 1.2 biliona dolarów w 2000 roku do ponad 14.7 biliona dolarów w 2020 roku.

„Kiedy wy byliście zajęci toczeniem wojen, Chiny były zajęte handlem” – dodał Mahbubani, autor książki zatytułowanej "Czy Chiny wygrały?".

Gdy USA ugrzęzły w walce z islamskimi bojownikami w Afganistanie, Iraku i innych krajach, w innych częściach globu rosła potęga gospodarcza i militarna Chin. Eksperci wskazują, że w tym czasie Pekin zbudował swój arsenał rakietowy, rozszerzył swój zasięg na Morzu Południowochińskim budując sztuczne zmilitaryzowane wyspy, kradł własność intelektualną na masową skalę i stosował drapieżną taktykę handlową.

„Po 11 września Chiny bardzo szybko zdały sobie sprawę, że strategiczny cel Waszyngtonu przeniesie się o 3,000 mil, z dala od Morza Wschodniochińskiego i Cieśniny Tajwańskiej do Afganistanu” – powiedział Craig Singleton z think tanku Fundacji Obrony Demokracji. „Była to okazja do cichego rozwinięcia zaawansowanych zdolności wojskowych, które zostały zaprojektowane w celu przejęcia władzy w Azji Wschodniej”.

James Lewis ze Center for Strategic and International Studies powiedział, że ataki z 11 września nie zmieniły celów Chin, ale stworzyły szansę na wypełnienie luki powstałej w momencie, gdy największy rywal skupił się na "wojnie z terrorem".

„Robili przez cały czas to samo, to my zwolniliśmy” – uważa Lewis, który pracował nad kwestiami bezpieczeństwa narodowego dla kilku administracji w Waszyngtonie. Według niego w tamtym czasie amerykańscy urzędnicy zakładali, że można odłożyć problem Chin na bok i wprowadzić najpierw demokrację do Iraku i Afganistanu.

Pieniądze, które można było inaczej wykorzystać

Stany Zjednoczone wydały około 8 bilionów dolarów na wojny w Afganistanie i Iraku oraz na innych frontach w walce z terroryzmem - wynika z raportu opracowanego przez Brow University.

Według ekspertów pieniądze te można było przeznaczyć na badania i rozwój, modernizację infrastruktury kraju, budowę zaawansowanej technologicznie broni i "wielu innych rzeczy" w ostatnich 20 latach.

Niewłaściwy przeciwnik

Podczas gdy Chiny zwiększyły wydatki na nowoczesną broń i powiększały swą marynarkę wojenną (Chiny mają już największą na świecie), Pentagon przekształcił armię tak, aby stawić czoła bojownikom na Bliskim Wschodzie uzbrojonym w AK-47, a Siły Powietrzne przyzwyczaiły się do działania w rejonie pozbawionym instalacji przeciwlotniczych i bez zagrożenia ze strony innych samolotów.

„Daliśmy im 20 lat i przezbroiliśmy nasze wojsko do walki całkowicie nieistotnej w strategii bezpieczeństwa narodowego" - uważa Evan Medeiros, zajmujący się sprawami Azji na Uniwersytecie Georgetown.

Po atakach z 11 września administracja Busha zmieniła politykę wobec Chin w celu uzyskania ich poparcia w ONZ dla walki z Al-Kaidą, łagodząc presję na Pekin w kwestii praw człowieka i zmuszając Tajwan do wstrzymania referendum w sprawie niepodległości. Na prośbę Pekinu w 2002 roku Stany Zjednoczone ogłosiły niewielką organizację ujgurską o nazwie Islamski Ruch Turkiestanu Wschodniego grupą terrorystyczną. Eksperci twierdzą, że właśnie ten ruch i retoryka USA dotycząca walki z terroryzmem dały Chinom uzasadnienie do rozprawienia się z muzułmanami w Chinach.

Jeszcze zanim Barack Obama wprowadził się Białego Domu w 2009 roku, urzędnicy mówili o potrzebie „przestawienia się” na Azję i skupienia na przeciwdziałaniu Chinom. Jednak słabnące wyniki działań w Afganistanie i wydarzenia na Bliskim Wschodzie odciągały uwagę Waszyngtonu od Chin.

Co by było, gdyby…

Trudno powiedzieć, jak wyglądałaby sytuacja geopolityczna bez ataków z 11 września, ale niektórzy eksperci twierdzą, że Stany Zjednoczone mogły wiele lat wcześniej dostosować swoje strategie militarne i gospodarcze do wzrostu potęgi Chin.

„Bez 11 września mielibyśmy szybsze dostosowanie amerykańskiej strategii wobec Chin" - mówi Medeiros, który był głównym doradcą Obamy w regionie Azji i Pacyfiku.

Uważa on też, że przez lata amerykańscy przywódcy polityczni i biznesowi nie postrzegali chińskiej polityki gospodarczej i handlowej jako głównego problemu. „Myślę, że ludzie potrzebowali czasu, aby poznać prawdziwą naturę chińskiego wyzwania gospodarczego (…). Według niego ówczesne podejście wyglądało tak: „Hej, wszyscy nadal zarabiają w Chinach, więc po co kołysać łodzią, którą płyniemy?”

Naiwni wobec Chin

Jeszcze pięć lat temu kolejne administracje błędnie oceniały Chiny, wierząc, że Pekin może być partnerem - uważa Dmitri Alperovitch, prezes organizacji o nazwie Silverado Policy Accelerator. Dodaje on, iż przywódcy polityczni błędnie wierzyli, że jeśli Waszyngton pomoże otworzyć globalne rynki dla chińskiego przemysłu, chiński rząd stopniowo otworzy system polityczny kraju i będzie odgrywał bardziej kooperatywną rolę na arenie światowej.

„Właściwie nie sądzę, aby Afganistan lub wojna z terroryzmem miały z tym wiele wspólnego, że gdybyśmy nie rozproszyli uwagi, zauważylibyśmy wcześniej zagrożenie ze strony Chin" - mówi Alperovitch, który jest również współzałożyciel CrowdStrike Inc., firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem. „Naszą strategią była nadzieja, co nie wypaliło".

W centrum uwagi

Chiny są teraz zdecydowanie na szczycie porządku obrad w Waszyngtonie i obie strony krajowej sceny politycznej zgadzają się co do potrzeby realizowania twardej polityki. Prezydent Joe Biden utrzymał cła byłego prezydenta Donalda Trumpa nałożone na Chiny, a prawodawcy i korporacje naciskają na stworzenie środków mających promować amerykański przemysł, inwestycje w badania i ochronę sektora technologicznego przed szpiegostwem.

Czy jest za późno?

Niektórzy eksperci twierdzą, że USA straciły cenny czas i wciąż nie mają długoterminowej strategii działania, a spolaryzowana polityka wewnątrz kraju znów grozi odwróceniem uwagi od głównych, najważniejszych dla bezpieczeństwa narodowego tematów.

Ale jednocześnie zwracają uwagę, iż Stany Zjednoczone pozostają centrum innowacji i wciąż mają środki, by konkurować z Chinami, a nawet wygrywać.

Rosja też myślała, że wygrała już z USA

W latach 70., po tym jak Stany Zjednoczone wycofały się z Wietnamu po upokarzającej porażce, w czasie poważnych kłopotów gospodarczych i gwałtownie rosnących cen ropy, Związek Radziecki wierzył, że USA chylą się ku upadkowi. To samo robią dziś Chiny, często przedstawiając obecnie Stany Zjednoczone jako upadające mocarstwo, które już się nie podniesie.

James Lewis mówi jednak swoim chińskim kolegom w prywatnych rozmowach, aby jeszcze nie skreślali USA.

na podst: nbcnews.com
opr. Rafał Jurak