Iryna Zarutska, 23-letnia kobieta pochodząca z Ukrainy, wracała do domu pociągiem szybkiej kolei miejskiej w Charlotte. Miała słuchawki w uszach i koszulkę z logo pizzerii, w której pracowała. Kilka minut później jej podróż zakończyła się tragedią – mężczyzna w czerwonej bluzie, siedzący tuż za nią, nagle poderwał się i śmiertelnie ugodził ją nożem. Nagranie z kamery monitoringu, opublikowane pod koniec sierpnia, wstrząsnęło Ameryką.
Śmierć Zarutskiej zwróciła uwagę nie tylko na brutalność tego pojedynczego aktu, ale także na szerszy problem – jak chronić pasażerów w otwartych, zatłoczonych i podatnych na ryzyko systemach komunikacji publicznej, które napędzają życie w amerykańskich metropoliach.
„Gdziekolwiek gromadzi się dużo ludzi, jest to cel, zwłaszcza jeśli nie mogą uciec” – powiedziała Mary Schiavo, analityczka ds. transportu w CNN, była inspektor generalna Departamentu Transportu USA. „I w tym tkwi problem. Kiedy jesteś w pociągu, autobusie, samolocie, statku – jesteś więźniem”.
Eksperci przypominają, że bezpieczeństwo i dostępność zawsze idą ze sobą w sprzeczności. Lotniska przyzwyczaiły nas do kontroli bagażu i bramek wykrywających metale, ale w metrze czy autobusie takie procedury byłyby trudne do zaakceptowania i paraliżowałyby codzienny rytm podróży. „Systemy transportu muszą być otwarte i dostępne” – podkreśla Anastasia Loukaitou-Sideris z UCLA. Jej zdaniem możliwe byłoby wprowadzenie szybkich skanerów, wykrywających broń bez kolejek, lecz to technologia kosztowna i wciąż rzadko stosowana.
Todd Litman z kanadyjskiego Victoria Transport Policy Institute zwraca uwagę, że ryzyko śmierci w transporcie publicznym jest statystycznie dziesięciokrotnie niższe niż w samochodzie. Mimo to miejsca, gdzie spotykają się problemy bezdomności i nieleczonych chorób psychicznych, stają się szczególnie narażone na nagłe, nieprzewidywalne ataki. „Takie zdarzenia, choć dramatyczne, nie są typowe” – mówi Litman. „Największe bezpieczeństwo daje obecność zwykłych pasażerów, którzy tworzą naturalną ochronę swoją obecnością”.
Takie ataki z pewnością nie dotyczą wyłącznie systemów transportu publicznego: w listopadzie bezdomny mężczyzna z problemami psychicznymi i długą kartoteką aresztowań został oskarżony o trzy niesprowokowane ataki nożem w biały dzień na ulicach Manhattanu, w wyniku których zginęli dwaj mężczyźni i kobieta.
Eksperci ds. transportu publicznego twierdzą, że obecność policjantów w każdym wagonie pociągu lub autobusie oraz na każdym peronie jest niemożliwa. Powszechne kontrole bagażu i wykrywacze metalu również nie są praktyczne w systemach z dziesiątkami stacji z wieloma wejściami i wyjściami. Niektóre systemy transportu publicznego zainstalowały bramki biletowe, mające na celu odstraszenie niektórych osób przed wejściem na peron.
Wiele miast wzmacnia także patrole na peronach, zatrudnia ochroniarzy – uzbrojonych i nieuzbrojonych – oraz kieruje do węzłów komunikacyjnych zespoły interwencji kryzysowej i pomocy dla osób bezdomnych. Testowane są także aplikacje umożliwiające szybki kontakt z policją transportową. Jednak, jak przyznają eksperci, żaden system nie jest w stanie całkowicie wyeliminować ryzyka.
Według ekspertów, systemy transportu publicznego w całym kraju korzystają już z rozległych sieci kamer monitorujących. W przypadku incydentu z Charlotte, pociąg był objęty monitoringiem kamer, ale to niczego nie zmieniło.
To mógł być każdy
Sprawca zabójstwa, 34-letni Decarlos Brown, miał długą kartotekę kryminalną, był bezdomny i zmagał się z problemami psychicznymi. Teraz odpowiada za morderstwo pierwszego stopnia oraz przestępstwo federalne dokonane w środku transportu masowego. Jego czyn zbiegł się z wysiłkami miasta, by odbudować zaufanie pasażerów po pandemicznym spadku frekwencji. Departament Transportu USA wszczął dochodzenie w sprawie bezpieczeństwa w systemie Charlotte, a władze lokalne zapowiedziały zwiększenie liczby patroli, lepsze egzekwowanie opłat za przejazdy i wprowadzenie nowych zespołów bezpieczeństwa.
Dla mieszkańców Charlotte, takich jak 28-letnia Kathryn Dean, tragedia oznacza codzienny niepokój. Kobieta mówi, że stała się bardziej wyczulona na swoje otoczenie – unika noszenia słuchawek i miejsc, gdzie gromadzą się bezdomni. Rodzina Zarutskiej zaapelowała o zmiany, podkreślając „brak widocznych i skutecznych zabezpieczeń” na linii Blue Line. „To mogło spotkać każdego pasażera tego wieczoru” – napisali w oświadczeniu. – „Jesteśmy zdeterminowani, aby taka tragedia nigdy się nie powtórzyła”.