Właściciele samochodów elektrycznych już dziś w wielu stanach płacą dodatkowe opłaty rejestracyjne mające rekompensować brak wpływów z podatków paliwowych. Teraz po pieniądze może sięgnąć także Waszyngton. W Kongresie pojawiła się propozycja wprowadzenia nowej federalnej opłaty rejestracyjnej dla pojazdów elektrycznych i hybryd plug-in.
Projekt przewiduje 130 dolarów rocznie dla samochodów całkowicie elektrycznych oraz 35 dolarów dla hybryd plug-in. Opłata miałaby rosnąć o 5 dolarów co dwa lata, aż do osiągnięcia maksymalnie 150 dolarów dla elektryków i 50 dolarów dla hybryd.
Propozycja znalazła się w projekcie dużej, pięcioletniej ustawy dotyczącej finansowania infrastruktury transportowej – dróg, mostów, kolei i innych inwestycji. Pieniądze miałyby zasilić ten sam fundusz, do którego trafiają wpływy z federalnego podatku od paliw. Na razie to projekt, by stał się prawem musi przejść dalszą drogę legislacyjną, ale poparcie obu stron – republikanów i demokratów - zwiększa szanse na dalsze procedowanie.
Według autorów projektu chodzi o prostą zasadę: użytkownicy dróg powinni dokładać się do ich utrzymania.
Obecny federalny system działa głównie dzięki podatkom zawartym w cenie benzyny i oleju napędowego. Kierowcy samochodów spalinowych wpłacają pieniądze do funduszu drogowego przy każdym tankowaniu. Kierowcy aut elektrycznych nie kupują paliwa, więc praktycznie nie dokładają się do finansowania federalnego funduszu drogowego.
Czy elektryki zapłacą więcej niż auta spalinowe?
To właśnie tutaj zaczyna się dyskusja.
Na pierwszy rzut oka argument o „uczciwym dokładaniu się do dróg” wydaje się prosty. Problem w tym, że po przeliczeniu liczb sytuacja wygląda mniej jednoznacznie.
Przeciętny kierowca samochodu benzynowego pokonujący około 14 tysięcy mil rocznie i osiągający spalanie około 28 mil na galon (średnia spalania dla wszystkich nowych samochodów sprzedawanych w USA) zużywa mniej więcej 500 galonów paliwa rocznie.
Federalny podatek od benzyny wynosi obecnie około 18,4 centa za galon, co oznacza:
500 galonów × 18,4 centa = około 92 dolarów rocznie
To oznacza, że przeciętny kierowca samochodu spalinowego wpłaca do federalnego funduszu drogowego mniej więcej 90–100 dolarów rocznie, podczas gdy proponowana nowa opłata dla elektryków wynosiłaby 130 dolarów.
Krytycy projektu zwracają uwagę, że w praktyce część właścicieli aut elektrycznych mogłaby płacić więcej niż przeciętni kierowcy pojazdów benzynowych.
Zwolennicy odpowiadają jednak, że współczesne elektryki są często cięższe od podobnych modeli spalinowych ze względu na duże baterie, a cięższe pojazdy mogą powodować większe zużycie nawierzchni.
Kierowcy w Illinois mogą odczuć to podwójnie
Dla mieszkańców Illinois temat może mieć dodatkowe znaczenie, ponieważ stan już wcześniej wprowadził specjalną opłatę dla właścicieli samochodów elektrycznych.
Oznacza to, że gdyby federalna propozycja weszła w życie bez zmian, kierowcy mogliby płacić dwa oddzielne rachunki – jeden na poziomie stanowym i drugi na poziomie federalnym.
Przy obecnych stawkach wyglądałoby to mniej więcej tak:
- dodatkowa opłata Illinois dla EV: około 100 dolarów rocznie
- proponowana opłata federalna: 130 dolarów rocznie
- łącznie: około 230 dolarów rocznie
Illinois nie jest wyjątkiem. Podobne dodatkowe opłaty dla samochodów elektrycznych obowiązują już w wielu stanach i często wynoszą od kilkudziesięciu do ponad 200 dolarów rocznie.
W tle tej debaty pojawia się również pytanie o przyszłość finansowania dróg. Wraz ze wzrostem liczby elektryków, a także coraz bardziej oszczędnych samochodów spalinowych, wpływy z podatków paliwowych stopniowo maleją.
To oznacza, że niezależnie od tego, czy obecna propozycja zostanie przyjęta, dyskusja prawdopodobnie nie skończy się na 130 dolarach dla elektryków. Pytanie o to, kto i w jaki sposób ma płacić za utrzymanie amerykańskich dróg, prawdopodobnie dopiero się zaczyna.