W ciągu całego roku — wszystkich 365 dni — w Chicago tylko jeden lub dwa dni mijają bez żadnego incydentu z użyciem broni. To wniosek nowego badania, które odwraca tradycyjny sposób patrzenia na przemoc z użyciem broni palnej. Zamiast liczyć ofiary i przestępstwa, naukowcy postanowili policzyć… dni spokoju.
Badanie opublikowane w czasopiśmie naukowym JAMA Health Forum analizuje dane z całej dekady z 10 największych miast w Stanach Zjednoczonych i wprowadza zupełnie nowe wskaźniki, które mają pokazać coś, czego nie oddają roczne statystyki zabójstw - okresy, w których nikt nie zostaje postrzelony. W przypadku Chicago wynik jest szczególnie wymowny: średnio zaledwie 1,6 dnia rocznie bez żadnej strzelaniny w latach 2015–2024. Oznacza to, że przez około 363 dni w roku dochodziło do co najmniej jednego incydentu z użyciem broni.
Na drugim biegunie znalazło się San Diego, gdzie średnio przez ponad 290 dni w roku nie odnotowywano żadnych strzelanin. Różnica między tymi miastami pokazuje, jak bardzo nierównomiernie rozkłada się problem przemocy w Stanach Zjednoczonych i jak różne może być codzienne poczucie bezpieczeństwa mieszkańców.
Nowy sposób mierzenia przemocy
Przez lata podstawowym wskaźnikiem przemocy z użyciem broni była liczba zabójstw. Choć ważna, nie pokazuje pełnego obrazu. Nie uwzględnia bowiem postrzeleń, które nie kończą się śmiercią, a tych jest znacznie więcej. Nie mówi też nic o tym, czy miasto miało tydzień lub miesiąc względnego spokoju.
Zespół badawczy pod kierownictwem Charlesa C. Branasa z Mailman School of Public Health na Uniwersytecie Columbia zaproponował cztery nowe wskaźniki. Pierwszy to liczba dni bez żadnej strzelaniny. Drugi obejmuje dni bez ofiar śmiertelnych, nawet jeśli dochodziło do postrzeleń. Trzeci mierzy najdłuższy nieprzerwany okres bez incydentu. Czwarty dotyczy dni, w których liczba postrzelonych była mniejsza niż dwie osoby.
Inspiracją były znane z wielu miejsc pracy tablice informujące o liczbie dni bez żadnego wypadku. Zdaniem badaczy podobne podejście można zastosować do przemocy z użyciem broni — nie tylko po to, by rejestrować tragedie, ale także by dostrzegać postęp.
Naukowcy wykorzystali dane z Gun Violence Archive — bazy gromadzącej informacje o strzelaninach z tysięcy źródeł, w tym raportów policji i mediów. Przeanalizowano wszystkie incydenty, zarówno śmiertelne, jak i nieśmiertelne, w dziesięciu największych miastach USA w latach 2015–2024.
Na tej podstawie obliczono nowe wskaźniki dla każdego roku i sprawdzono, czy sytuacja się poprawia, czy pogarsza.
Dekada pogarszających się trendów w zakresie przemocy z użyciem broni palnej
Wyniki nie pozostawiają złudzeń. We wszystkich analizowanych miastach sytuacja pogorszyła się w każdym z nowych wskaźników. Średnio liczba dni bez strzelanin spadała o niemal pięć rocznie, co oznacza, że pod koniec dekady było ich o kilkadziesiąt mniej niż na początku. Liczba dni bez strzelanin spadała jeszcze szybciej, średnio o około 8,37 dnia rocznie.
Szczególnie wyraźne pogorszenie nastąpiło w latach 2019–2021, czyli w okresie pandemii, gdy w wielu miejscach odnotowano wzrost przemocy. Wszystkie cztery wskaźniki wyraźnie spadły w tych latach.
Nie wszystkie miasta podążały jednak tą samą ścieżką. W Phoenix i aglomeracji Dallas–Fort Worth pogorszyły się wszystkie wskaźniki. W Houston i Filadelfii spadki dotyczyły części z nich. Chicago i San Diego pozostały natomiast względnie stabilne - z tą różnicą, że Chicago na bardzo niskim poziomie dni bez przemocy, a San Diego na bardzo wysokim.
Jedynym miastem, które odnotowało jakąkolwiek poprawę, było Jacksonville na Florydzie. Liczba dni wolnych od strzelanin wzrosła w nim średnio o 0,84 dnia rocznie – co stanowi skromny, lecz statystycznie istotny wzrost i jedyny trend zwyżkowy w całym zbiorze danych. Badacze wskazali miasta takie jak San Diego i Jacksonville jako miejsca, których polityka i warunki mogłyby zostać poddane wnikliwej analizie przez inne ośrodki miejskie, zmagające się ze znacznie mniejszą liczbą dni spokoju.
Gdy skorygowano dane o wielkość populacji, obraz sytuacji uległ nieznacznym zmianom, lecz pozostał spójny. San Diego odnotowało najwyższy wskaźnik dni wolnych od strzelanin w przeliczeniu na milion mieszkańców – 207,6 – i przodowało również pod względem bezwzględnej liczby dni, w których nie odnotowano ofiar śmiertelnych strzelanin, osiągając średnią 337,6 rocznie. Jacksonville uzyskało najwyższy wskaźnik dni bez ofiar śmiertelnych strzelanin w przeliczeniu na mieszkańca – 297,9 na milion osób – podczas gdy Nowy Jork odnotował w tym zakresie najniższy wynik: 24,2 na milion. Chicago miało najniższy wskaźnik dni wolnych od strzelanin, wynoszący zaledwie 0,6 na milion mieszkańców.
Co zmienia taka perspektywa
Autorzy badania podkreślają, że sposób mierzenia problemu wpływa na to, jak się o nim myśli i jakie działania się podejmuje. Skupienie wyłącznie na liczbie zabójstw utrwala narrację ciągłego kryzysu i nie pokazuje postępów.
Nowe wskaźniki mają wprowadzić „język prewencji i odporności”. Zamiast pytać, ile osób zginęło w danym roku, można pytać, jak długo miasto było wolne od strzelanin i czy te okresy się wydłużają. Zamiast konkurować o to, kto ma najniższy wskaźnik morderstw, społeczności mogłyby wyznaczać sobie cele: wydłużyć najdłuższą serię spokoju lub zwiększyć liczbę dni bez strzelanin powyżej sensownego progu.
Takie dane mogłyby być wykorzystywane na bieżąco — przez władze, organizacje społeczne czy mieszkańców — jako sposób oceny skuteczności działań i programów zapobiegających przemocy.
Przemoc z użyciem broni palnej w największych miastach Ameryki wyraźnie się pogorszyła w ciągu ostatniej dekady. Jednak za tą ponurą linią trendu kryje się bardziej użyteczna informacja: niektóre miasta radzą sobie z okresami spokoju, a te różnice są możliwe do śledzenia i potencjalnie powtarzalne. Zdaniem autorów to właśnie te różnice mogą być kluczem do skuteczniejszych działań w przyszłości. Liczenie dni bez strzelanin samo w sobie nie zatrzyma przemocy, ale może pomóc lepiej zrozumieć, gdzie i dlaczego pojawia się postęp — i jak go powielać w innych miejscach.