Domowe testy
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

To może był przełomowy krok w amerykańskiej walce z koronawirusem. Administracja prezydenta Joe Bidena, a konkretnie Departamenty Obrony, Zdrowia i Opieki społecznej podpisały kontrakt z australijską firmą Ellume na zwiększenie produkcji i dystrybucję szybkich testów na koronawirusa, które mają być ogólnodostępne w całych Stanach Zjednoczonych.

Szybkie to te antygenowe, które potrafią wykryć aktywne zakażenie w zaledwie kwadrans. Testy wyprodukowane przez Ellume nie będą pierwsze na rynku, ale tylko te konkretne będzie można kupić bez recepty. Rządowy kontakt ma w pierwszym etapie zapewnić Amerykanom dostęp do 8.5 miliona tego rodzaju testów, a do końca roku ma ich być dwa razy więcej. W grudniu australijski gigant otrzymał zgodę Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków na wprowadzenie szybkich testów do obrotu bez recepty – oznacza to, że testować się będą mogli także pacjenci bezobjawowi. Doradcy w Białym Domu uważają, że domowe testowanie wpłynie pozytywnie na ogólną liczbę wykonywanych testów, a także na ich powszechność. Będą ogólnodostępne, kupić je będzie można przede wszystkim w aptekach.

„Długo pracowaliśmy nad stworzeniem podstawowej technologii umożliwiającej wykonanie tego kroku milowego w walce z epidemią” – powiedział po podpisaniu umowy Sean Parsons, założyciel i dyrektor generalny firmy Ellume

Szacuje się, że australijski test będzie kosztował 30 dolarów. Każdy chętny – samodzielnie bądź przy pomocy innej osoby musi wykonać wymaz z nosa i włożyć próbkę do cyfrowego analizatora dołączonego do produktu. W specjalnie aplikacji trzeba będzie podać kod pocztowy i datę urodzenia – to potrzebne, bo wyniki badania są następnie przesyłane do smartfona przez Bluetooth, a później można jest przesłać do wybranych placówek medycznych. Parsons zapewnił, że produkt będzie dostępny bez recepty w aptekach lub w Internecie. Dodał też, że cały proces wykonania tego testu nie będzie się różnił od działania testu ciążowego.

Szybki test antygenowy ma wysoką, wynoszącą ponad 90% skuteczność. Jest zatem porównywalny z testami wymazowymi PCR, czyli tymi wykonywanymi w laboratoriach. Według FDA australijski test kasetkowy prawidłowo zidentyfikował 96% próbek przypadków pozytywnych u osób z objawami. Oprócz wielu zalet jest też kilka niewiadomych. Największą obawę budzi sam sposób pobierania wymazu. O ile dla medyków nie jest to problem, to dla pozostałych osób prawidłowe pobranie wymazu jest nie lada wyzwaniem. Zrobienie tego niepoprawnie – co zdaniem epidemiologów jest bardzo prawdopodobne może doprowadzić do wielu zafałszowanych wyników, które z kolei przełożą się na zachwianie sytuacji epidemicznej w całym kraju. Kolejnym z problemów jest fakt zgłaszania wyników testów domowych do rządowego sytemu zliczającego ogólną liczbę wykonywanych testów. Jak będzie to wyglądało w praktyce? Tego jeszcze nie wiadomo.

Aby sprostać zapotrzebowaniu na szybkie testy na rynku amerykańskim, w USA ma powstać fabryka australijskiej firmy. Jej szefostwo zapewnia, że jeżeli do tego dojdzie, to zdolności produkcyjne będą na poziomie 500,000 testów dziennie. Zarząd spółki przyznaje, że głównym celem i wyzwaniem dla firmy jest walka z koronawirusem właśnie w Stanach Zjednoczonych. Sean Parsons Parsons założył Ellume w 2010 roku po badaniach nad świńską grypą, a następnie stworzył pierwszy domowy – przeznaczony do samodzielnego wykonania test na grypę. Firma zatrudnia około 200 pracowników, a większość z nich pracuje na terenie Australii.

fk