Pierwsze oficjalne orędzie Donalda Trumpa w jego drugiej kadencji okazało się najdłuższym w historii — prezydent pobił własny rekord z poprzednich lat. Było pełne emocji, symbolicznych gości i politycznych starć. Problem w tym, że w dzisiejszej Ameryce takie wystąpienia coraz rzadziej naprawdę coś zmieniają.
Orędzie wygłoszone w poniedziałkowy wieczór w Izbie Reprezentantów bardziej przypominało polityczne widowisko niż moment, który realnie zmienia bieg wydarzeń. Mównica Kongresu stała się przez ten czas czymś na kształt wielkiego show: z medalami wojskowymi, rozłączonymi rodzinami, drużyną hokejową i ostrą wymianą zdań z demokratyczną opozycją. W wielu momentach prezydent przyjmował rolę konferansjera, zapowiadając kolejnych bohaterów wieczoru i budując emocje na sali.
Gospodarka i optymistyczny ton
Trump rozpoczął przemówienie w wyraźnie optymistycznym tonie: „Nasza ojczyzna wróciła — większa, bogatsza, silniejsza niż kiedykolwiek”. Jak zapewniał, złoty wiek Ameryki właśnie trwa. Gospodarka zajęła centralne miejsce w pierwszej, najbardziej oglądanej części wystąpienia, gdy przed telewizorami zasiada największa liczba widzów. Prezydent wskazywał na wysokie indeksy giełdowe, spadek cen oraz reformę podatkową uchwaloną przez Kongres w ubiegłym roku.
Dane makroekonomiczne są jednak bardziej złożone. Indeksy giełdowe pozostają wysokie, jednak część twierdzeń prezydenta budzi wątpliwości w świetle dostępnych statystyk. Trump mówił, że odziedziczył kraj z „rekordową inflacją”, podczas gdy w styczniu 2025 roku, gdy rozpoczynał drugą kadencję, inflacja wynosiła 3,0 procent, a w ostatnich danych za styczeń 2026 roku — 2,4 procent. To poprawa, choć nie punkt startowy, który opisywał. Według sondażu Washington Post/ABC News/Ipsos 65 procent dorosłych Amerykanów negatywnie ocenia jego działania w kwestii inflacji, a 32 procent wyraża zadowolenie. Gospodarka pozostaje więc jednocześnie jego atutem i wyzwaniem.
Polityczne widowisko
Tradycja zapraszania gości honorowych na orędzia sięga czasów Ronalda Reagana — to on w 1982 roku po raz pierwszy wskazał konkretne osoby siedzące na balkonie i opowiedział o ich dokonaniach. Od tamtej pory każdy prezydent korzysta z tego narzędzia, by nadać swojemu wystąpieniu ludzką twarz i zilustrować polityczne hasła konkretnymi historiami. Tegoroczne orędzie Donalda Trumpa było szczególnie mocno oparte na tej formule.
Trump konsekwentnie zapraszał na galerię osoby mające symbolizować jego polityczne priorytety i sukcesy: złotą drużynę hokejową USA z olimpiady, weteranów wojennych, którym wręczano odznaczenia, w tym dwa Medale Honoru — najwyższe odznaczenie wojskowe — oraz kobietę korzystającą z tańszych leków dzięki programowi TrumpRX. Wzruszającym momentem było ponowne połączenie wenezuelskiego więźnia politycznego Enrique Márqueza z jego siostrzenicą po obaleniu przez USA reżimu Maduro.

Bramkarz reprezentacji USA Connor Hellebuyck otrzymał na sali Kongresu zapowiedź przyznania Prezydenckiego Medalu Wolności — najwyższego cywilnego odznaczenia w Ameryce. Medal ten tradycyjnie przyznawany jest za szeroki wkład w życie publiczne lub wybitne osiągnięcia. Część komentatorów zwracała uwagę, że decyzja pokazuje, jak bardzo współczesne orędzia łączą państwową ceremonię z elementami widowiska, w którym sportowe sukcesy stają się częścią politycznej narracji.
Imigracja: najgorętszy punkt
Najostrzejsze starcia słowne rozgorzały, gdy Trump zwrócił się ku tematyce imigracyjnej — od miesięcy dominującej w amerykańskiej debacie publicznej. Prezydent poprosił zebranych, by wstali, jeśli popierają zasadę, że „pierwszym obowiązkiem rządu jest ochrona obywateli, nie nielegalnych imigrantów”. Demokraci w zdecydowanej większości pozostali na miejscach — nie dlatego, że sprzeciwiają się samej idei ochrony obywateli, lecz jako wyraz sprzeciwu wobec sposobu prowadzenia polityki migracyjnej przez administrację i wobec narzucanej w ten sposób demonstracji poparcia na sali Kongresu. Trump skomentował to słowami: „Powinniście się wstydzić”.
Spór nie był przypadkowy. Demokratyczna opozycja od miesięcy ostro krytykuje agresywne działania Immigration and Customs Enforcement oraz innych służb federalnych działających pod auspicjami Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. W Minneapolis w styczniu podczas operacji deportacyjnych zginęło dwoje obywateli USA — Renee Good i Alex Pretti — co jeszcze bardziej zaostrzyło polityczne napięcia i stało się symbolem szerszego sporu o skalę i metody egzekwowania prawa imigracyjnego.
Podczas wystąpienia napięcie było widoczne także w bezpośrednich okrzykach z sali. Kongresmenka Ilhan Omar zarzuciła prezydentowi odpowiedzialność za śmierć obywateli, a gdy Trump oskarżył somalijską społeczność Minnesoty o wyłudzanie publicznych pieniędzy, z jej strony padły głośne protesty i oskarżenia o mijanie się z prawdą.
Polityka zagraniczna na drugim planie
W przemówieniu wyraźnie zabrakło spójnego wątku polityki zagranicznej. Trump wspomniał o niej jedynie fragmentarycznie, unikając szerszego wyjaśnienia swoich planów wobec najważniejszych kryzysów.
Tuż przed wystąpieniem wiele spekulowano, czy odniesie się do napięć wokół Iranu. Prezydent ograniczył się jednak do ogólnej deklaracji, że preferuje dyplomację, ale też nie dopuści do zdobycia przez Teheran broni atomowej, nie precyzując, co zrobi w razie fiaska rozmów.
Podobnie zdawkowo potraktowano inne kwestie międzynarodowe. Nie wrócił temat Grenlandii, który niedawno wywoływał napięcia transatlantyckie, a wojna w Ukrainie pojawiła się jedynie w krótkiej wzmiance o staraniach na rzecz jej zakończenia. W efekcie polityka zagraniczna, mimo napięć i zaangażowania militarnego USA, pozostała w orędziu wyraźnie na marginesie.
Powściągliwość jako strategia
Paradoksalnie, wielu analityków zwracało uwagę nie na to, co Trump powiedział, lecz na to, czego nie powiedział. Nie zaatakował wprost Sądu Najwyższego, choć jeszcze niedawno ostro krytykował sędziów po decyzji w sprawie taryf. Unikał też personalnych ataków na republikańskich kongresmenów i dygresji, które zwykle wzmacniają przekaz wobec własnej bazy, ale komplikują relacje z umiarkowanymi wyborcami.
Dla części działaczy partyjnych był to sygnał ulgi. „Żaden z problemów politycznych, z którymi republikanie budzili się we wtorek rano, nie pogłębił się do środy” — podsumował jeden z komentatorów.
Strategiczny doradca Matthew Bartlett, weteran pierwszej administracji Trumpa, ocenił z kolei: „To było pełne patriotyczne show. Emocjonalne, aspiracyjne. Ale jako przemówienie polityczne — brakowało w nim recepty, która prowadziłaby republikanów ku bezpieczniejszemu gruntowi”.

Czy to w ogóle ma znaczenie?
Warto zadać pytanie, które politolodzy stawiają od lat: czy orędzia o stanie państwa w ogóle coś jeszcze zmieniają? Historyczne analizy pokazują, że z zapowiedzi składanych podczas tych przemówień realizuje się przeciętnie około 25 procent. Od czasów Lyndona Johnsona prezydenci umieszczają w nich średnio kilkadziesiąt konkretnych propozycji — Bill Clinton w 1993 roku zawarł ich aż 87.
W erze mediów społecznościowych roczne orędzie przestało być rzadkim momentem, w którym prezydent może dotrzeć do narodu z niesfiltrowanym przekazem. Trump przemawia do wyborców niemal codziennie za pośrednictwem własnych kanałów, a polityczny przekaz natychmiast trafia do zwolenników i przeciwników w ich informacyjnych bańkach. W praktyce oznacza to, że samo wystąpienie w Kongresie rzadko zmienia układ politycznych sił.
Odpowiedź demokratów wygłoszona przez gubernator Wirginii Abigail Spanberger w historycznym Colonial Williamsburg sprowadzała debatę do trzech prostych pytań: czy prezydent pracuje na rzecz twojej przystępności finansowej? Czy dba o twoje bezpieczeństwo? Czy pracuje dla ciebie? To właśnie takie pytania — a nie sala Kongresu z medalami i drużyną hokejową — mogą ostatecznie zadecydować o politycznych nastrojach wyborców.
Wtorkowe orędzie było najdłuższe w historii. Czy będzie zapamiętane? Tego nie wiemy. Jak pisał jeden z komentatorów, prezydenckie orędzia szybko się zapomina. Do historii trafiają tylko wybrane zdania, trafne obserwacje lub spektakularne wpadki. Cała reszta zostanie wchłonięta przez codzienną polityczną nawałnicę, która w dzisiejszej Ameryce nie zna chwili wytchnienia.
na podst.: The Atlantic, Washington Post, Politico, arch. Monitora