----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

11 maja 2026

Udostępnij znajomym:

Wokół samochodów elektrycznych narosło w ostatnich latach tyle emocji, że chwilami trudno już oddzielić motoryzację od polityki. Co ciekawe, najwięcej do powiedzenia o elektrykach często mają osoby, które nie tylko takiego pojazdu nie posiadają, ale często nawet nie siedziały za jego kierownicą. Dla jednych EV stały się symbolem postępu i nowoczesności, dla innych – zagrożeniem dla tradycyjnej Ameryki. Tymczasem większość właścicieli takich aut podchodzi do sprawy znacznie bardziej praktycznie. Nie chodzi o ideologię, lecz o codzienne koszty, wygodę i zwykłą kalkulację.

I właśnie ta kalkulacja znów zaczyna się zmieniać.

Benzyna drożeje. Kalkulator w ruch

Po kolejnym wzroście cen paliw wiele osób wróciło do prostego pytania: ile właściwie kosztuje codzienna jazda samochodem? Średnia cena benzyny utrzymuje się wyraźnie powyżej 4 dolarów za galon, a perspektywa dalszych wzrostów jest realna — napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie nie znikają z dnia na dzień. Kilka tygodni droższej benzyny większość kierowców jest w stanie zaakceptować. Problem zaczyna się wtedy, gdy wysokie ceny utrzymują się miesiącami. W praktyce oznacza to, że typowa rodzina posiadająca dwa samochody może wydawać od około 100 do nawet 250 dolarów więcej miesięcznie tylko na paliwo — w zależności od rodzaju pojazdów, długości dojazdów i spalania.

W takich momentach wraca temat samochodów elektrycznych. Nie dlatego, że Amerykanie nagle masowo zmienili poglądy polityczne, ale dlatego, że zaczynają liczyć rachunki.

Według analiz cytowanych przez „Washington Post", przy obecnych cenach paliwa przeciętny właściciel elektryka może oszczędzać rocznie nawet około 1 600 dolarów w porównaniu z autem spalinowym — jeszcze na początku roku różnica była kilkukrotnie mniejsza. Ładowanie samochodu w domu nadal jest w większości regionów wyraźnie tańsze niż regularne tankowanie benzyny. Do tego dochodzą niższe koszty eksploatacji: elektryki nie wymagają wymiany oleju, mają mniej ruchomych części i wolniej zużywają hamulce dzięki systemom odzyskiwania energii. Dla wielu użytkowników największą zmianą okazuje się jednak coś innego: rzadsze wizyty na stacjach benzynowych i większa przewidywalność kosztów.

Używany elektryk: cicha rewolucja na parkingu

Przez lata samochody EV kojarzyły się głównie z drogimi Teslami i zamożnymi właścicielami domów jednorodzinnych. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej i to jest prawdopodobnie najważniejsza zmiana, której większość z nas jeszcze nie zauważa.

Na rynek trafiają tysiące kilkuletnich aut po leasingach. Ceny wielu używanych modeli spadły do poziomu porównywalnego z samochodami benzynowymi, a według danych firm Cox i iSeeCars — w ostatnich miesiącach nawet poniżej średniej ceny używanego auta spalinowego. Co istotne, większość tych pojazdów ma niski przebieg, jest objęta gwarancją i zachowuje około 95% oryginalnej pojemności baterii po pięciu latach użytkowania. W ciągu najbliższych dwóch lat z krótkoterminowych leasingów zejdzie w USA kolejnych co najmniej 600 tysięcy elektryków — podaż będzie więc rosła.

Dla przeciętnej rodziny różnica między nowym elektrykiem za 50 tysięcy dolarów a kilkuletnim używanym autem za połowę tej ceny jest ogromna. I właśnie ten drugi scenariusz przestaje być ciekawostką, a staje się realną alternatywą. Rynek to już widzi: w marcu sprzedaż używanych elektryków wzrosła o blisko 28% rok do roku i o ponad 50% w stosunku do lutego.

Dlaczego USA jadą wolniej niż reszta świata

Nie oznacza to jednak, że elektryki nagle stały się idealnym rozwiązaniem dla wszystkich. Największą barierą nadal pozostaje cena zakupu nowego auta. Jeszcze niedawno różnicę pomagały niwelować federalne ulgi podatkowe — do 7 500 dolarów na nowy samochód i 4 000 dolarów na używany. Zostały wycofane jesienią ubiegłego roku. Równolegle administracja federalna utrzymała wysokie cła na chińskie auta elektryczne, które mogłyby znacząco obniżyć ceny na amerykańskim rynku. Efekt? Co najmniej 18 producentów wycofało lub zawiesiło plany rozwoju oferty elektrycznej w USA, a sprzedaż nowych elektryków spadła w marcu o 25% rok do roku.

Tymczasem w Norwegii, gdzie rząd konsekwentnie wspierał elektryfikację transportu, już 96% nowych aut sprzedawanych jest jako elektryczne. To nie jest przypadek technologiczny — to efekt polityki cenowej.

Wiele obaw wobec elektryków wciąż pozostaje uzasadnionych. Osoby mieszkające w apartamentach często nie mają wygodnego dostępu do ładowarek. W chłodnym klimacie zimą spada zasięg baterii. Niektóre modele tracą wartość szybciej od aut spalinowych, a naprawy po kolizjach bywają kosztowne. Dla kierowców regularnie pokonujących bardzo długie trasy samochód benzynowy nadal bywa wygodniejszym rozwiązaniem. Dlatego coraz więcej ekspertów uważa, że przyszłość rynku nie będzie wyglądała jak nagła rewolucja, lecz raczej powolna zmiana proporcji — zwłaszcza że część Amerykanów coraz chętniej wybiera hybrydy jako kompromis.

Historia pokazuje zresztą, że podobne zmiany często zaczynały się od cen paliwa. Kryzys naftowy lat 70. zmienił amerykańską motoryzację i otworzył drogę mniejszym, oszczędniejszym samochodom oraz wzrostowi znaczenia azjatyckich producentów. Dzisiejsza sytuacja nie jest identyczna, ale mechanizm pozostaje podobny: gdy benzyna drożeje, kierowcy zaczynają patrzeć na auta inaczej.

Prąd też drożeje, czyli z deszczu pod rynnę?

Niezależnie od politycznych sporów i internetowych kłótni jedno wydaje się coraz bardziej oczywiste: samochody elektryczne nie znikną z rynku. Pytanie nie brzmi już „czy", ale raczej „jak szybko" staną się dla przeciętnego kierowcy czymś całkowicie normalnym. A odpowiedź na to pytanie — jak zwykle — zależy głównie od ceny. Tyle że cena, która ma znaczenie, to nie tylko koszt samego pojazdu. To również koszt energii, którą go napędzamy. Elektryczność, postrzegana dotąd jako stabilna alternatywa dla ropy, również zaczyna drożeć. Rosnące zapotrzebowanie ze strony centrów danych i rozwój sztucznej inteligencji zwiększają presję na sieci energetyczne.

Gdy benzyna drożeje z powodu konfliktów na Bliskim Wschodzie, a prąd z powodu boomu technologicznego, prosty rachunek zysków i strat przestaje być już taki prosty.

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

POLAMER - DZIEN MATKI

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor