Stany Zjednoczone wchodzą w jeden z najtrudniejszych sezonów grypowych od lat. Najnowsze dane opublikowane przez Centers for Disease Control and Prevention pokazują gwałtowny wzrost zachorowań w całym kraju – i to w bardzo krótkim czasie. W ciągu zaledwie jednego tygodnia, między 20 a 27 grudnia, liczba osób z pozytywnym wynikiem testu na grypę wzrosła aż o 33 procent. Jednocześnie o 8 procent zwiększyła się liczba wizyt u lekarzy związanych z objawami grypopodobnymi.
Opublikowane z opóźnieniem – ze względu na przerwę noworoczną – zestawienie obejmuje tydzień świąteczny, czyli okres intensywnych podróży, rodzinnych spotkań i naturalnie sprzyjających warunków do rozprzestrzeniania się infekcji dróg oddechowych. Jeszcze w połowie grudnia, zanim rozpoczął się szczyt sezonu świątecznego, tylko sześć stanów znajdowało się w kategorii „bardzo wysokiej” aktywności grypy. Dwa tygodnie później sytuacja wygląda zupełnie inaczej – do najwyższego, najbardziej alarmującego poziomu zakwalifikowano już 30 stanów, od Nowej Anglii, przez Południe, aż po Środkowy Zachód.
W tej grupie znalazły się m.in. Alabama, Alaska, Arkansas, Kolorado, Connecticut, Floryda, Georgia, Idaho, Indiana, Kansas, Kentucky, Luizjana, Maine, Massachusetts, Michigan, Minnesota, Missouri, Nebraska, New Hampshire, New Jersey, Nowy Meksyk, Nowy Jork, Karolina Północna, Dakota Północna, Ohio, Rhode Island, Karolina Południowa, Tennessee, Teksas oraz Wirginia. Tylko nieliczne stany – Montana, Dakota Południowa, Vermont i Wirginia Zachodnia – pozostają obecnie w kategorii niskiej lub umiarkowanej aktywności grypy.
Eksperci podkreślają, że to prawdopodobnie jeszcze nie jest szczyt sezonu. CDC jasno informuje, że aktywność wirusa grypy wciąż rośnie w całym kraju. Za szybkie tempo zakażeń w dużej mierze odpowiada nowy wariant wirusa, określany jako subklada K. To właśnie on wywołał wcześniejsze i silne fale zachorowań m.in. w Kanadzie, Japonii i Wielkiej Brytanii, gdzie sezon grypowy zaczyna się wcześniej niż w USA. W Wielkiej Brytanii tamtejsza służba zdrowia mówiła wręcz o „bezprecedensowej fali supergrypy”, która mocno obciąża system opieki zdrowotnej.
Amerykańscy specjaliści obawiają się, że stosunkowo niskie wskaźniki szczepień przeciw grypie mogą przełożyć się na jeden z najgorszych sezonów w najnowszej historii. Jednocześnie podkreślają, że wciąż jest czas, aby ograniczyć skalę problemu. Jak mówi dr Andrew Pekosz, wirusolog z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health, to nie jest moment stracony. Jego zdaniem sezon grypowy w USA dopiero się rozpoczyna, a szczepienie nadal ma sens i może ochronić przed ciężkim przebiegiem choroby.
Historycznie najczęstszy szczyt zachorowań na grypę przypada na luty, choć wzrost liczby przypadków zwykle zaczyna się już w grudniu. To oznacza, że nadchodzące tygodnie mogą przynieść dalsze pogorszenie sytuacji.
Wzrost zachorowań w Illinois
Lekarze mówią wprost: to jeden z najtrudniejszych sezonów grypy od lat i zdecydowanie nie jest to rok, w którym można pozwolić sobie na pominięcie szczepienia. Dr Larry K. Kociolek z Lurie Children’s Hospital określa obecną sytuację jako wyjątkowo ciężką. Potwierdzeniem powagi problemu jest fakt, że stanowy departament zdrowia potwierdził już pierwszy w tym sezonie zgon dziecka spowodowany grypą. Choć nie ujawniono wieku ani miejsca zamieszkania dziecka, lekarze nie ukrywają niepokoju.
Jak podkreśla Kociolek, liczba infekcji osiągnęła już poziom, który w poprzednim sezonie był szczytem zachorowań. A to może nie być koniec – po powrocie dzieci do szkół po przerwie świątecznej spodziewany jest kolejny wzrost liczby przypadków. Grypa dotyka dzieci w każdym wieku, jednak największe ryzyko ciężkiego przebiegu dotyczy najmłodszych, zwłaszcza dzieci poniżej drugiego roku życia.
Aktywność grypy w Illinois została zakwalifikowana jako „bardzo wysoka”, czyli najpoważniejsza kategoria stosowana przez CDC. W samym Cook County liczba wizyt na izbach przyjęć związanych z grypą już przewyższyła ubiegłoroczny rekord. Jeszcze na początku grudnia lekarze notowali około 30 przypadków tygodniowo, natomiast w ostatnich trzech tygodniach do Lurie Children’s Hospital trafiało nawet 350 dzieci tygodniowo.
Również lekarze z UI Health zwracają uwagę na rolę nowego wariantu wirusa. Dr Stockton Mayer ostrzega, że subklada K odpowiada za wcześniejszy i bardziej agresywny początek sezonu. Choć obecna szczepionka nie jest idealnie dopasowana do tego wariantu, specjaliści zgodnie podkreślają, że nadal znacząco zmniejsza ryzyko ciężkiej choroby, hospitalizacji i powikłań – szczególnie u dzieci, osób z chorobami serca, osłabioną odpornością oraz innych grup wysokiego ryzyka.
Lekarze apelują także, by nie lekceważyć objawów takich jak wysoka gorączka, bóle mięśni, kaszel czy silne bóle głowy. W razie pogorszenia stanu zdrowia zalecają kontakt z lekarzem. Oprócz szczepień ważne pozostają podstawowe środki ostrożności: częste mycie rąk, dobra higiena i ograniczanie kontaktu z osobami chorymi.
Choć sezon grypowy najczęściej trwa od grudnia do lutego, lekarze przypominają, że zachorowania mogą utrzymywać się nawet do maja. To sprawia, że nadchodzące miesiące będą kluczowe – zarówno dla systemu opieki zdrowotnej, jak i dla indywidualnych decyzji dotyczących profilaktyki.
Na tym tle dodatkowe emocje budzą ostatnie decyzje federalnych urzędników ds. zdrowia, którzy ograniczyli liczbę szczepień rekomendowanych rutynowo dla wszystkich dzieci. Ochrona przed takimi chorobami jak RSV, grypa, wirusowe zapalenie wątroby typu A i B czy niektóre formy zapalenia opon mózgowych ma być teraz zalecana głównie grupom wysokiego ryzyka. Jednocześnie podkreślono, że rodziny, które nadal chcą szczepić dzieci, będą miały do nich dostęp, a ubezpieczenia nadal pokryją koszty. Bez zmian pozostają natomiast zalecenia dotyczące szczepień przeciwko odrze, krztuścowi, polio, ospie wietrznej, tężcowi oraz HPV.
W obliczu szybko rosnącej liczby zachorowań jedno jest pewne: ten sezon grypowy nie przejdzie niezauważony – ani przez lekarzy, ani przez pacjentów.