----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Do śmierci chicagowskiej policjantki, którą znaleziono 28 maja w wannie w jej domu na północnym-zachodzie miasta, doszło wskutek utonięcia pod wpływem alkoholu i leków antydepresyjnych - orzekł koroner powiatu Cook. Mąż Diny Markham, sierżant chicagowskiej policji, we wrześniu 2015 roku został znaleziony z raną postrzałową głowy w łóżku w ich domu. Dwa lata od tych wydarzeń wszczęto ponowne śledztwo w sprawie jego śmierci.

Dina Markham, policjantka z 22-letnim stażem, 28 maja o godz. 5.58 po południu została znaleziona martwa w wannie w swoim domu przy 5900 North Newark Avenue w dzielnicy Old Norwood Park na północnym-zachodzie Chicago.

Około 14 godzin wcześniej wysłała do przyjaciółki smsa o treści: "Pomocy. Proszę... Nie żartuję" - wynika informacji z podanych w poniedziałek przez biuro koronera.

Thornton z inną koleżanką, Christine Jummati, udały się do domu Markham około godziny 5:00 po południu i zostały wpuszczone do środka przez jednego z jej synów.

Wkrótce stwierdziły, że Dina Markham zamknęła się w łazience. Początkowo pomyślały, że może nie chce jednak ich towarzystwa, bo nie chciała z nimi rozmawiać, więc opuściły dom, ale nie dawało im to spokoju i powróciły około 45 minut później.

Kobiety zostały wpuszczone ponownie przez syna Markham. Odblokował on także drzwi do łazienki matki. 47-letnia policjantka leżała "w pełni zanurzona w wannie wypełnionej wodą" - podał koroner. Jej telefon komórkowy był na podłodze. Nie znaleziono pożegnalnego listu.

Sekcja zwłok potwierdziła, że poziom alkoholu we krwi Diny Markham wynosił .187 procent. Zgodnie z prawem stanowym, poziom .08 procent u kierowcy traktowany jest jako nietrzeźwość.

W kuchni znaleziono puste butelki po szampanie i Jacku Danielsie oraz puste opakowanie po lekach antydepresyjnych sprzedawanych na receptę. Tabletki alprazolamu połączone z alkoholem mogą prowadzić do śmierci - głosi ostrzeżenie na lekarstwie sprzedawanym także pod marką Xanax.

Ponadto u 47-letniej kobiety stwierdzono stłuszczenie wątroby z powodu przewlekłego stosowania alkoholu.

Do śmierci Diny Markham doszło po tym, jak FBI wezwało do ponownego zbadania okoliczności śmierci jej męża, sierżanta policji Dona Markham, który według oficjalnej wersji miał popełnić samobójstwo.

Donald Markham 2 września 2015 r. został znaleziony martwy w łóżku w sypialni domu rodziny z raną postrzałową głowy.

Detektywi pod dowództwem pułkownika Denisa P. Walsha doszli do wniosku, że Don Markham zabił się po kłótni z żoną w barze Firewater Saloon w Edison Park. Para ostrą wymianę zdań kontynuowała w drodze powrotnej do domu.

Z raportu policji wynika, że Donald Markham trzymał swojego półautomatycznego Glocka, kaliber .380 w prawej ręce, kiedy strzelił sobie w głowę. Wersję miały potwierdzić testy balistyczne przeprowadzone przez laboratorium stanowej policji. Badania toksykologiczne wykazały, że poziom alkoholu we krwi miał znacznie powyżej .08 procent.

Wkrótce uznano śmierć Donalda Markhama za samobójstwo. Jednak, jak doniósł ostatnio dziennik "Chicago Sun-Times", w sprawie rozpoczęto ponowne śledztwo prowadzone przez FBI i inspektora generalnego miasta Chicago, bo pojawiły się wątpliwości co do postępowania chicagowskiej policji.

FBI otrzymało anonimowe informacje sugerujące, że Don Markham, który dowodził jednostką ds. przestępczości narkotykowej, mógł zostać zamordowany. Po przeanalizowaniu sprawy FBI wezwało policję do ponownego zbadania samobójstwa. Śledztwo powierzono wydziałowi spraw wewnętrznych, gdzie Dina Markham pracowała od śmierci męża. Następnie została przeniesiona do innego oddziału - poinformował rzecznik prasowy CPD.

22 maja dziennikarze "Chicago Sun-Timesa" udali się do domu Diny Markham, by zadać jej pytania dotyczące wszczęcia przez FBI i miejskiego inspektora generalnego śledztwa w sprawie śmierci jej męża. Odpowiedziała, że nic o tym nie wiedziała.

Dziennikarze powrócili 24 maja i usłyszeli, że nadal musi porozmawiać z "niektórymi osobami”. "Muszę się zabezpieczyć" - powiedziała Dina Markham - "Muszę chronić moje dzieci".

Następnego dnia Markham wysłała e-maila, w którym stwierdziła, że z dziennikarzami skontaktuje się ktoś w jej imieniu, chociaż jeszcze nie wiedziała, kto to będzie. Martwą policjantkę w wannie znaleziono w jej domu w niedzielę 28 maja.

Donald i Dina Markham pobrali się w 1995 roku. Dla niego było to drugie małżeństwo. Ich pięcioro dzieci jest wieku od 13 do 27 lat. Po opublikowaniu pierwszego artykułu przez "Chicago Sun-Times", adwokat rodziny Markham opublikował oświadczenie, w którym zaznaczył, że najważniejszy jest interes dzieci Diny i Donalda i zwrócił się z prośbą o poszanowanie prywatności rodziny.

"Ponadto rodzina usilnie odrzuca wszelkie sugestie, implikacje lub zarzuty w sprawie odpowiedzialności Diny za śmierć Dona" - podkreślił.

Donald Markham, który w 2007 r. przegrał wybory na radnego w 41. dzielnicy, nie pozostawił listu pożegnalnego, ani nie próbował wcześniej popełnić samobójstwa. Nidy nie mówił też o takich zamiarach.

JT