W Stanach Zjednoczonych w porównaniu do innych 29 krajów świata wzrosła liczba śmiertelnych wypadków drogowych, a rozproszenie uwagi kierowców jest główną ich przyczyną.
Takie są wyniki badań dotyczących lat 2010-2016, przeprowadzonych przez Międzynarodowe Forum ds. Transportu, które w zeszłym tygodniu miało swój doroczny szczyt w Lipsku.
Tylko pięć z 29 krajów odnotowało skok liczby ofiar śmiertelnych wypadków drogowych we wspomnianym okresie, a w Stanach Zjednoczonych wzrost był najwyższy - na poziomie 13.5 procent. W Argentynie, która znalazła się na drugim miejscu, wskaźnik ten wzrósł o 9 procent, a w trzecim na liście Chile o 5 procent.
Ponadto w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 39.2 proc. liczba śmiertelnych wypadków pieszych, a ilość zakończonych śmiercią kolizji z udziałem rowerzystów o 34.8 procent. W przeciwieństwie do Norwegii, która w tym samym okresie odnotowała 37.5-procentowy spadek śmiertelności pieszych, a w Izraelu liczba śmiertelnych wypadków rowerzystów spadła o połowę.
Wzrost liczby zgonów w wypadkach drogowych w Stanach Zjednoczonych wydaje się być związany z dwoma głównymi czynnikami. To większa liczba samochodów na drodze łączona z poprawą sytuacji ekonomicznej oraz rozproszona uwaga kierowców - powiedział Fred Wegman, przewodniczący Międzynarodowej Grupy ds. Danych i Analiz Ruchu Drogowego, oddziału Międzynarodowego Forum ds. Transportu.
"Rozproszenie uwagi kierowców jest bardziej widoczne w Stanach Zjednoczonych niż w innych krajach" - dodał Wegman.
Badanie wykazało, że Stany Zjednoczone miały również jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności na drogach w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W USA 11.6 na 100,000 ludzi traci życie w wypadkach samochodowych. W krajach takich jak Wielka Brytania, Izrael, Japonia, Niemcy, Hiszpania czy Australia od 2 do 5 osób na 100,000 ginie na drodze.
Na całym świecie liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w 2016 roku spadła o 3.6 procent w porównaniu z rokiem 2010. Jeśli Stany Zjednoczone, ze swoją dużą populacją, zostałyby wyłączone z tej statystyki, spadek liczby zgonów wynosiłby prawie 15 procent - wynika z badania Międzynarodowego Forum ds. Transportu.
Wstępnie zgromadzone dane wykazały również, że liczba śmiertelnych wypadków drogowych spadła we wszystkich badanych 29 krajach w 2017 r.
Ekspertów martwi jednak wolne tempo redukcji śmiertelności w ruchu drogowym, które ma związek z czterema czynnikami: ożywieniem gospodarczym, które powoduje, że więcej samochodów jest na drodze; zwiększoną popularnością jazdy na rowerze; mniejszym egzekwowaniem przepisów ruchu drogowego z powodu zmiany priorytetów policji i wzrostem rozproszenia uwagi kierowców i pieszych czy rowerzystów.
Podsekretarz w departamencie transportu USA, Derek Kan, powiedział, że administracja w ubiegłym roku rozpoczęła wnikliwą analizę danych dotyczących przyczyn wypadków drogowych w Stanach Zjednoczonych.
"Czy istnieją konkretne skrzyżowania, czy są to specyficzne warunki pogodowe, konkretne sytuacje, w których dochodzi do wzrostu liczby ofiar śmiertelnych w ruchu drogowym?" - opisywał zakres analizy. Federalna administracja współpracuje w tym celu z lokalną policją i stanowymi departamentami ds. transportu.
Kan wskazał także na różnice dotyczące samych opracowań danych, bo badanie amerykańskiego National Highway Traffic Safety Administration wykazało, że liczba wypadków spowodowanych wysyłaniem SMS-ów, rozmową przez telefon lub innym użytkowaniem urządzeń mobilnych, spadła w 2016 r.
"Czy zatem istnieje błąd w pomiarze?" - pytał, odnosząc się do zupełnie innego wyniku badań Międzynarodowego Forum ds. Transportu. "Może nie przechwytujemy tych danych poprawnie".
Jeśli chodzi o wzrost śmiertelności pieszych, Kan powiedział, iż departament bada, czy ma na to wpływ to, że więcej ludzi w USA teraz chodzi, a wielu z nich ma rozproszoną uwagę, czy może są inne powody.
Kan zwrócił uwagę na dysproporcje w ilości śmiertelnych wypadków w zależności od regionu. Podczas gdy tylko 19 procent Amerykanów mieszka na obszarach wiejskich, w tych regionach doszło do 50 procent zgonów w ruchu drogowym. Jest to sprzeczne ze stereotypem spokojnej wiejskiej drogi.
"To ogromna dysproporcja... ryzyko wypadku śmiertelnego jest o wiele większe na obszarach wiejskich" - dodał.
Illinois podążyło za tendencją krajową - liczba zabitych na drogach pozostała w dużej mierze niezmieniona od 2016 do 2017 r., ale liczba zgonów w zeszłym roku była o 6 procent wyższa niż w 2015 r. - podała National Safety Council.
W samym Chicago liczba zgonów kierowców i pasażerów pojazdów wzrosła do 80 w ubiegłym roku z 63 w 2016 r. Liczba śmiertelnych wypadków pieszych wzrosła do 46 z 44; a śmiertelnych wypadków rowerowych z udziałem pojazdów mechanicznych z 6 do 7.
Liczba zgonów pieszych i rowerzystów była powyżej średniej z lat 2011-15 odpowiednio o 38.2 i 6.2. W przypadku 18 śmiertelnych potrąceń pieszych w Chicago w ubiegłym roku kierowcy zbiegli z miejsca zdarzenia.
Odnotowano również znaczny wzrost liczby zabitych na poziomie krajowym - o 9 procent od 2015 do 2016 r., a także wzrost liczby ofiar śmiertelnych innych użytkowników dróg, takich jak rowerzyści i motocykliści.
Miasto Chicago liczy na “Vision Zero", trzyletni ambitny plan mający na celu wyeliminowanie zgonów i poważnych obrażeń na chicagowskich ulicach.
Narzędzia wykorzystywane w ramach programu to kamery monitorujące ulice czy znaki drogowe mające wpłynąć na kierowców, aby przestali ignorować przepisy ruchu drogowego.
"Celem, do którego powinniśmy dążyć, to doprowadzenie do zera wypadków śmiertelnych i poważnych obrażeń. Wszyscy mamy prawo chodzić, jeździć rowerami, samochodami, korzystać z ulic, które powinny być bezpieczne dla wszystkich, niezależnie od tego, kim jesteśmy i gdzie mieszkamy" - mówiła Rebekah Scheinfeld, komisarz miejskiego departamentu transportu.
Plan dotyczy głównie dzielnic najbardziej dotkniętych poważnymi wypadkami drogowymi, między innymi: Loop, Near North, Near West Sides, Austin, Belmont-Cragin, East i West Garfield Park, North Lawndale, Humboldt Park, West Town, West Englewood, Englewood, Washington Park oraz Grand Boulevard.
JT