Ponad 85 naukowców z całego świata ostro zareagowało na raport amerykańskiego Departamentu Energii (DOE), który bagatelizuje zagrożenie zmianami klimatycznymi. Ich zdaniem dokument przedstawia wybiórcze dane, przeinacza fakty i stoi w sprzeczności z przytłaczającym konsensusem naukowym.
Raport DOE, opublikowany w lipcu z inicjatywy administracji Donalda Trumpa, twierdzi, że skutki emisji gazów cieplarnianych są przesadzone i „mniej szkodliwe ekonomicznie, niż się powszechnie uważa”. Autorów było zaledwie pięciu — wszyscy wybrani osobiście przez sekretarza energii Chrisa Wrighta, byłego menedżera w sektorze paliw kopalnych, znanego z podważania roli emisji w globalnym ociepleniu.
„Ten raport to kpina z nauki” – stwierdził dr Andrew Dessler, współautor 500-stronicowej odpowiedzi przygotowanej przez niezależnych klimatologów. Jak wyjaśnia, dokument DOE opiera się na teoriach dawno obalonych, przeinacza dorobek naukowy, pomija kluczowe fakty i bazuje na anegdotach oraz stronniczej selekcji danych. "Raport jasno pokazuje, że Departament Energii nie jest zainteresowany współpracą ze społecznością naukową” - dodał.
Naukowcy podkreślają, że raport nie tylko ignoruje dowody na szybkie ocieplenie planety, ale też służy jako narzędzie polityczne do uzasadniania interesów przemysłu paliwowego. Tymczasem Biały Dom podczas drugiej kadencji Trumpa znacząco ograniczył kompetencje federalnej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) w walce ze zmianami klimatu.
Błędy i przeinaczenia
Wśród przykładów fałszywych tez znalazło się twierdzenie, że wzrost stężenia dwutlenku węgla może mieć „korzystny bilans” dla amerykańskiego rolnictwa — bez uwzględnienia niszczących skutków susz, upałów i zmian opadów. Eksperci wskazują także na błędne cytaty, mylne interpretacje badań oraz pominięcie kluczowych kwestii, takich jak ocieplenie oceanów i masowe wymieranie raf koralowych.
„Może kiedyś można było jeszcze mówić o naturalnej zmienności klimatu jako głównej przyczynie, ale dziś to już nie do obrony” – podkreśliła dr Kim Cobb z Uniwersytetu Browna. Jej zdaniem mamy niezwykle silne dowody na to, że żyjemy w epoce bezprecedensowego ocieplenia.
Błędy w przeglądzie DOE obejmowały błędne cytowanie raportu klimatycznego, podanie nieprawdziwych wyjaśnień pojęć naukowych oraz pomieszanie wyników różnych badań cytowanych w raporcie.
W odpowiedzi na prośbę o komentarz w sprawie krytyki, z jaką się spotyka, departament poinformował magazyn TIME: „Celem tego raportu jest przywrócenie otwartego i przejrzystego dialogu na temat nauki o klimacie. Po zakończeniu konsultacji publicznych z niecierpliwością oczekujemy na przegląd i merytoryczną analizę uwag”.
Brak recenzji naukowej
Raport DOE nie przeszedł procedury recenzji naukowej, która w przypadku dokumentu tej rangi jest normą. W odpowiedzi społeczność naukowa sama zorganizowała przegląd, przygotowując własny raport w niespełna miesiąc. „To, co zrobiło DOE, to jednostronny dokument niewielkiej grupy sceptyków. My przedstawiliśmy odpowiedź opartą na setkach badań i szerokim konsensusie” – wyjaśnił dr Robert Kopp, kolejny ze współautorów.
Do krytyki dołączyły także instytucje, w tym Amerykańskie Towarzystwo Meteorologiczne, które wezwało Departament Energii do wycofania lub poprawienia wniosków.
Szerszy kontekst polityczny
Administracja Trumpa konsekwentnie demontuje narzędzia walki z kryzysem klimatycznym. Wśród działań prezydenta znalazło się m.in. blokowanie stanowych regulacji klimatycznych, zwiększanie wydobycia ropy i gazu, a także stopniowe wygaszanie FEMA — federalnej agencji odpowiedzialnej za reagowanie na katastrofy naturalne, których liczba rośnie w związku z ociepleniem.
Podczas swojej pierwszej kadencji Trump cofnął ponad 125 regulacji środowiskowych. Obecnie badacze z Columbia University wskazują już ponad 200 przykładów podobnych działań podjętych podczas drugiej prezydentury.
„To nasza odpowiedzialność”
Naukowcy, którzy przygotowali obszerną odpowiedź na raport DOE, podkreślają, że jednym z największych zagrożeń jest jego potencjał stania się fundamentem przyszłej polityki środowiskowej. „Waga naszej odpowiedzi wobec tego dokumentu to jak tysiąc funtów metalu wobec piórka” – obrazowo ujęła dr Cobb.
Jej zdaniem obowiązkiem badaczy jest nie tylko prowadzenie analiz, lecz także obrona dorobku nauki w przestrzeni publicznej. „To nasza odpowiedzialność wobec świata, wobec podatników i przyszłych pokoleń. Nigdy wcześniej nie było momentu, w którym ta misja miałaby większe znaczenie” – dodała.