Jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie – jego majątek szacuje się na ponad 100 miliardów dolarów, a mimo to mieszka w tym samym domu w Omaha w stanie Nebraska, który kupił w 1958 roku za niecałe 32 tysiące dolarów. Warren Buffett to fenomen – nie tylko finansowy, ale i kulturowy.
W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje pod przydomkiem „Wyrocznia z Omaha". Określenie to nie wzięło się znikąd. Buffett od dekad prowadzi swój konglomerat inwestycyjny Berkshire Hathaway z dala od Wall Street i jej zgiełku, konsekwentnie osiągając wyniki, które zawstydzały niemal wszystkich konkurentów. W ciągu 60 lat Berkshire przynosiła średnio niemal 20 procent zwrotu rocznie. Dla porównania – indeks S&P 500 osiągał w tym czasie średnio około 10 procent rocznie. Skumulowany efekt tej różnicy to przepaść między wzrostem o 39 000 procent a wzrostem o ponad 5 500 000 procent. Jeśli Buffett coś mówi o gospodarce, podatkach czy rynkach – warto słuchać.
Tym bardziej uderza to, co powiedział podczas dorocznego walnego zgromadzenia akcjonariuszy Berkshire Hathaway w maju 2024 roku.
Pięć miliardów i jedno zdanie
Buffett nigdy nie ukrywał się za tarczami podatkowymi ani nie narzekał na to, ile płaci do IRS. Tamtego dnia powiedział po prostu, że Berkshire Hathaway przekazała w poprzednim roku federalnemu rządowi Stanów Zjednoczonych ponad 5 miliardów dolarów. I dodał rzecz, która wywołała burzę oklasków wśród zebranych akcjonariuszy.
Gdyby zaledwie 800 innych, najbogatszych spółek uczyniło to samo – stwierdził – „żaden inny obywatel USA nie musiałby zapłacić ani centa federalnych podatków. Ani podatku dochodowego, ani składek na Social Security, ani podatku od spadków – nic".
Choć największe amerykańskie firmy płacą gigantyczne kwoty w liczbach bezwzględnych, podatek korporacyjny stanowi dziś tylko niewielką część dochodów federalnych — większość budżetu wciąż finansują podatki od osób fizycznych i składki pracowników. Podatek dochodowy od firm odpowiada zwykle za mniej niż jedną dziesiątą wszystkich wpływów rządu USA — znacznie mniej niż w przeszłości.
Dla porównania: jedna firma Buffetta odpowiada za około pół procenta federalnych wpływów z podatku dochodowego od firm w USA. To zauważalny ułamek, który pokazuje, jak silnie dochody budżetu zależą od stosunkowo niewielkiej liczby największych firm.
„Rząd jest naszym wspólnikiem"
Buffett od lat otwarcie mówi o tym, jak rozumie relację między dochodowymi przedsiębiorstwami a państwem. „Rząd federalny jest właścicielem części zysków, które generujemy" – powiedział akcjonariuszom. „Nie jest właścicielem aktywów, ale przysługuje mu procent od zarobków. I może ten procent zmieniać w dowolnym roku".
Obecna stawka podatku korporacyjnego wynosi 21 procent – ustalona w ramach ustawy Tax Cuts and Jobs Act z 2017 roku. Buffett nie spodziewa się jednak, że ta liczba pozostanie niezmieniona na zawsze. Wobec narastającego deficytu budżetowego i ograniczonego politycznego apetytu na cięcia wydatków ocenił wprost, że wyższe stawki są „całkiem prawdopodobne". Rząd – jak stwierdził – „może pewnego dnia zdecydować, że deficyt fiskalny nie powinien być tak wysoki" i sięgnąć po większy udział w zyskach firm.
Jego reakcja na tę perspektywę była krótka: „Zapłacimy".
Social Security – nie „schemat Ponziego", lecz umowa społeczna
Ta postawa wobec podatków korporacyjnych ma swoje głębsze korzenie w filozofii Buffetta, którą prezentuje od bardzo dawna. Już w 2005 roku, podczas innego walnego zgromadzenia Berkshire, jeden z akcjonariuszy zapytał go i ówczesnego wiceprezesa Charliego Mungera, czy system ubezpieczeń społecznych – Social Security – można nazwać „państwowym schematem Ponziego dla emerytów".
Buffett odparł bez wahania, że to nie żaden przekręt, lecz transfer płatności. „Uważam, że w tym niezwykle bogatym kraju ludzie w latach produkcyjnych mogą utrzymać tych, którzy są poza rynkiem pracy – zarówno dzieci, jak i seniorów. Bogaty kraj dba o swoich młodych. I dba o swoich starych".
Wskaźnik liczby pracowników przypadających na jednego emeryta systematycznie maleje. W 1945 roku jeden beneficjent Social Security był utrzymywany przez niemal 42 pracowników. W 2005 roku proporcja wynosiła już tylko 3,3 do 1. Dziś to około 2,6 pracownika na jednego emeryta, a prognozy na 2035 rok mówią o zaledwie 2,3 do 1.
To realne wyzwanie dla stabilności systemu. Fundusze rezerwowe Social Security mogą się wyczerpać w ciągu kilku najbliższych lat, co groziłoby automatycznym obcięciem wypłacanych świadczeń do około 77 procent należnej kwoty. Buffett wskazywał już wtedy na jedno z możliwych rozwiązań: likwidację lub istotne podwyższenie górnego pułapu wynagrodzeń podlegających składce na ubezpieczenie społeczne. Dziś wynosi ono 184,500 dolarów rocznie – co oznacza, że osoba zarabiająca tę kwotę oraz osoba zarabiająca milion dolarów płacą dokładnie tyle samo.
Lekcja dla miliarderów
Na tle doniesień o miliarderach grożących emigracją w odpowiedzi na zapowiedzi podwyżek podatkowych postawa Buffetta wybija się wyraźnie. Człowiek, który mógłby zatrudnić armię prawników i księgowych do minimalizowania zobowiązań podatkowych, płaci miliardy rocznie i deklaruje, że zapłaci więcej, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Dlatego jego słowa o podatkach i odpowiedzialności państwa wywołują tak duże zainteresowanie — nie tylko na Wall Street, ale i daleko poza nią.