Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

66-letni Krzysztof Marek zastrzelił w sobotę pięć osób w budynku mieszkalnym w dzielnicy Dunning na północno-zachodniej stronie miasta. Marek został oskarżony o pięć przypadków morderstwa pierwszego stopnia. Podczas przesłuchania sędzia określił go „diabłem na sterydach” i nie zgodził się na wyznaczenie kaucji.

Pięć białych krzyży ustawionych przed budynkiem apartamentowym przy 6700 West Irving Park Road, na północnym zachodzie Chicago, przypomina o ofiarach, zastrzelonych z zimną krwią przez sfrustrowanego sąsiada.

Do strzelaniny doszło w sobotę, około godz. 5:30 w budynku przy 6700 West Irving Park Road. Policja twierdzi, że Krzysztof Marek wszedł do mieszkania na pierwszym piętrze, gdzie zastrzelił cztery osoby siedzące przy stole podczas jedzenia obiadu. Następnie udał się piętro wyżej, gdzie dwukrotnie postrzelił Jolantę Topolską, najpierw w brzuch, a następnie, gdy próbowała uciec, w tył głowy. Kobieta trafiła do szpitala w krytycznym stanie i zmarła w niedzielę.

Pozostałe ofiary zostały zidentyfikowane jako 43-letnia Tzvetanka Kostadinov i 43-letni Ivaylo Popov, którzy mieszkali w budynku, oraz ich goście, 65-letnia Iskra Pourel-Popova (matka Kostadinovej) i jej partner, 61-letni David Hanik.

Do zbrodni doszło w sobotę ok. 5.30 po południu, kiedy Marek z bronią w ręku (kaliber .40) wkroczył do mieszkania Kostadionovej i Popova na drugim piętrze i zastrzelił cztery osoby, które zasiadły do stołu. Czekali na piątą osobę zaproszoną na obiad - powiedział w poniedziałek prokurator na sali sądowej. Wszyscy zginęli na miejscu.

Następnie Marek udał się piętro wyżej do mieszkania Jolanty Topolskiej. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Mężczyzna postrzelił Topolską raz w brzuch. “Jej syn zobaczył, jak Marek celuje w nią z pistoletu i usłyszał, jak matka krzyczy: sąsiad” - relacjonował asystent prokuratora stanowego w powiecie Cook, James Murphy.

Ranna kobieta wybiegła tylnymi drzwiami i zeszła schodami na drugie piętro, ale Marek podążył za nią i wycelował w tył głowy. Jeden ze świadków usłyszał strzał i zobaczył, jak Topolska stacza się ze schodów. Polka w stanie krytycznym trafiła do szpitala, gdzie zmarła w niedzielę.

Po strzelaninie Marek, emerytowany kierowca ciężarówki, położył swój pistolet kaliber .40 na stoliku w swoim mieszkaniu i wyszedł na zewnątrz, gdzie podszedł do przybyłych na miejsce funkcjonariuszy i powiedział: „Myślę, że to mnie szukacie. Ja to zrobiłem”.

W jego mieszkaniu policjanci znaleźli dwie odręczne notatki w języku polskim. Pierwsza z nich, przyklejona na drzwi mieszkania, była treści: „Nie miej litości. Pamiętaj, cokolwiek ci zrobią, ty sam to kontrolujesz, nie oni. Wystarczy. Musicie za to zapłacić”, a kolejna: „Jutro. Bez litości, bez głupiego wahania. Pamiętaj, kim jesteś. Pamiętaj, co to gów.. ci robi. Wystarczy”.

Śledczy podobno znaleźli w jego domu także inne listy, odnoszące się do konkretnych problemów, które Marek miał ze swoimi sąsiadami.

Prokuratorzy nie sprecyzowali, jakie problemy Marek miał ze swoimi sąsiadami, ale poinformowali, że zarząd budynku próbował go ostatnio eksmitować za niepłacenie hipoteki i dodatkowych opłat (condo association) oraz powodowanie konfliktów z innymi mieszkańcami budynku.

„Znał wszystkich w budynku i wszyscy go znali” – powiedział zastępca komendanta policji, Anthony Riccio. „Mówią, że miał problemy z agresją. Wcześniej wchodził w konflikty z sąsiadami. Nie wiemy, co go sprowokowało. Wiemy tylko, że miał historię konfliktów z innymi mieszkańcami”.

Rzecznik policji, Anthony Guglielmi, również powiedział, że incydent był wynikiem sporu z sąsiadami.

Sąsiedzi przyznali, że miał problemy z agresją. Marek, który był emerytowanym kierowcą ciężarówki, mieszkał w tym budynku od 15 lat.

Stracił mieszkanie na rzecz banku za niespłacanie pożyczki od nieruchomości, nie płacił także dodatkowych opłat, w tym pobieranych na utrzymanie budynku (association dues), i sąsiedzi podejmowali próby usunięcia go na drodze eksmisji. "To mogło dodatkowo spotęgować w nim agresję" - przypuszczają prowadzący śledztwo.

Dwa miesiące przed sobotnią strzelaniną policja została wezwana do tego budynku mieszkalnego, gdyż Marek zaatakował syna zastrzelonej w sobotę Jolanty Topolskiej. Miał uderzyć go w twarz. Wtedy na miejsce wezwano policję. Nie został jednak w związku z tym incydentem z 3 sierpnia aresztowany. Marek nie miał na swoim koncie przeszłości kryminalnej.

Jeszcze przed incydentem z sierpnia dziwne zachowanie 67-latka niepokoiło jego sąsiadów. Kobieta mieszkająca w sąsiednim budynku powiedziała, że około pół roku temu jego zachowanie się zmieniło radykalnie. „Nie wyglądał na normalnego” - dodała, prosząc o zachowanie anonimowości.

Alex Plociennik, mechanik, który mieszka dwa mieszkania dalej od sprawcy, opisał go jako „niestabilnego”.

Płociennik dodał, że odciął nawet prąd Topolskiej, kiedy kilka lat temu zarządzał budynkiem.

Ewa Zielińska, mieszkająca w sąsiedztwie Topolskiej, powiedziała “Chicago Sun-Times”, że nie odpowiadał na pozdrowienia, a jego spojrzenie było „przerażające”.

„Był dziwny” - powiedziała Zielińska. „[To było] jakby był cały czas zły”.

Z akt sądowych, do których dotarli dziennikarze wynika, że sytuacja finansowa Krzysztofa Marka, który po 25 latach pracy na stanowisku kierowcy ciężarówki przeszedł na emeryturę, pogorszyła się w ostatnich latach.

W styczniu 2017 r. został pozwany przez Discover Bank, który starał się odzyskać ponad $18,000 długu zaciągniętego na karcie kredytowej. We wrześniu ogłosił bankructwo. W swojej petycji zgłosił, że co miesiąc otrzymywał $1,387 w świadczeniach z Social Security, a jego miesięczne wydatki wynosiły $1,390.

W chwili złożenia o bankructwo jego dług wobec IRS wynosił $24,000 oraz $61,000 wobec różnych firm obsługujących karty kredytowe. Marek twierdził w złożonych dokumentach, że jego roczny dochód gwałtownie spadł w latach poprzedzających jego petycję. W 2015 r. zarobił prawie $50,000, a w następnym roku jego zarobki spadły do $30,000. Z kolei od stycznia do września 2017 r. z Social Security dostał $12,483.

Dane sądu okręgowego wskazują, że Krzysztof Marek stracił mieszkanie, wycenione na prawie $100,000, na rzecz banku dwa miesiące po tym, jak ogłosił bankructwo. Sprawa była nadal w toku.

Burmistrz Lori Lightfoot nazwała masową strzelaninę „druzgocącą i niezbadaną” w poście zamieszczonym na Twitterze.

„Opłakujemy stratę, oddajemy cześć ofiarom i kontynuujemy ciężą, ale niezbędną pracę, aby zapewnić bezpieczeństwo naszym dzielnicom i usunąć broń z rąk osób chorych umysłowo” – powiedziała Lightfoot.

Krzysztof Marek jest ojcem trójki dzieci i ma sześcioro wnuków.

Sobotnia strzelanina była pierwszą od kilku lat w Chicago, w której pięć osób zostało zastrzelonych podczas jednego incydentu. W grudniu 2016 r. cztery osoby zostały zastrzelone podczas w domu w dzielnicy Fernwood na dalekim południu. Około roku później piąta ofiara, kobieta, która została ciężko ranna zmarła z powodu odniesionych obrażeń.

Z kolei we wrześniu 2017 r. cztery osoby - trzej mężczyźni i kobieta - zostali zastrzeleni w dzielnicy Brighton Park na południu. Te zabójstwa były porachunkami gangów głównie w Brighton Park i pobliskiej dzielnicy Back of Yards.

Monitor

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location