Według szacunków w miniony weekend w protestach „No Kings" wzięło udział ponad 7 milionów osób w ponad 2 600 lokalizacjach w całych Stanach Zjednoczonych. Demonstracje te były jednymi z największych masowych protestów w historii Ameryki.
Liczba uczestników była o 2 miliony wyższa niż podczas ostatnich protestów „No Kings" w czerwcu. Frekwencja znacznie przewyższyła Marsz Kobiet z 2017 roku, który według najbardziej hojnych szacunków zgromadził około 4,6 miliona osób.
Protesty przebiegały w przeważającej mierze pokojowo. Poza pojedynczymi starciami z policją w kilku miastach, które miały miejsce po zakończeniu formalnie zorganizowanych wydarzeń, nie odnotowano doniesień o powszechnej przemocy lub aktach wandalizmu.
Przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson, republikanin z Luizjany, pogratulował protestującym spokojnego przebiegu demonstracji. „Gratulujemy im pokojowego korzystania z wolności słowa. Byłem prawnikiem zajmującym się Pierwszą Poprawką przez 20 lat. Bronimy tego prawa" – powiedział Johnson w programie ABC News.
Motywy uczestników
Protestujący i organizatorzy podkreślali, że nie kierowała nimi żadna pojedyncza kwestia polityczna. Uczestnicy wymieniali frustrację związaną z wieloma obszarami – od zaostrzenia polityki imigracyjnej, przez redukcje w administracji federalnej, po ogólny niepokój dotyczący gospodarki. Łączyło ich jednak wspólne przekonanie, że Donald Trump działa poza granicami uprawnień prezydenckich.
„Prawda jest taka, że realizuje on szczegółowy, krok po kroku plan zniszczenia wszystkiego, co chroni naszą demokrację: wolność słowa, uczciwe wybory i niezależną prasę, prawo do pokojowych protestów" – powiedział senator Chris Murphy, demokrata z Connecticut, przemawiając na proteście w centrum Waszyngtonu. „Ale prawda jest też taka, że jeszcze nie wygrał. W tym kraju wciąż rządzą ludzie".
Kontekst polityczny i sondaże
Masowe protesty można odczytywać jako wyraźne ostrzeżenie dla rządu federalnego o słabnącym poparciu dla prowadzonej polityki. Podejście prezydenta do kilku kluczowych obszarów spotyka się z niskimi notowaniami w sondażach, w tym rozmieszczenie Gwardii Narodowej w amerykańskich miastach, nakładanie ceł na partnerów handlowych oraz działania w sprawie wojny na Ukrainie.
Według sondażu Washington Post-Ipsos z poprzedniego miesiąca ponad dwie trzecie Amerykanów negatywnie ocenia stan gospodarki. Mimo intensywnego komunikowania przez republikanów, że żądania demokratów w sprawie opieki zdrowotnej spowodowały obecne zamknięcie rządu, wczesne sondaże sugerują, że większość Amerykanów obwinia prezydenta i jego partię.

Reakcje republikanów
Republikanie szybko starali się umniejszyć znaczenie protestów, określając ich przesłanie jako absurdalne.
„Dzień dobry moim współobywatelom Amerykanom, którzy dziś obchodzą Dzień Bez Królów. Podczas gdy większość z nas świętuje to 4 lipca, róbcie swoje!" – napisał na platformie X sekretarz ds. weteranów Doug Collins.
Donald Trump udostępnił na swojej platformie społecznościowej wygenerowane przez AI wideo przedstawiające go pilotującego samolot o nazwie „Król Trump", zrzucający brunatną substancję przypominającą fekalia na protestujących (możesz obejrzeć tutaj).
Po fali krytyki dotyczącej video z Trumpem w samolocie, przewodniczący Izby, Mike Johnson, przekonywał w poniedziałek, że była to „satyra”. „Mówisz, że demokraci zorganizowali wiec pod hasłem ‘nienawiść do Ameryki’. Ale co to znaczy, gdy prezydent Stanów Zjednoczonych w weekend opublikował nagranie, na którym obrzuca fekaliami Amerykanów?” – zapytał reporter Johnsona podczas poniedziałkowej konferencji prasowej.
Johnson odpowiedział: „Prezydent wykorzystuje media społecznościowe, aby przekazać swoje przesłanie. Można argumentować, że jest prawdopodobnie najskuteczniejszą osobą, jaka kiedykolwiek wykorzystała w tym celu media społecznościowe. Posługuje się satyrą, aby przekazać swoje przesłanie”.
Republikanie w Kongresie potępili protestujących jako nieamerykańską, marginalną frakcję, która zmusza demokratów do zajmowania skrajnych stanowisk sprzecznych z tym, czego chce większość Amerykanów. Rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła w zeszłym tygodniu, że demokraci dogadzają elektoratowi „złożonemu z terrorystów Hamasu, nielegalnych imigrantów i brutalnych przestępców”. W partii GOP określeniem powszechnie używanym był „wiec nienawiści do Ameryki”.
„Gdyby prezydent Trump był królem, rząd byłby teraz otwarty" – powiedział przewodniczący Mike Johnson w ABC News. „Gdyby prezydent Trump był królem, ludzie nie mogliby w ten sposób korzystać z wolności słowa (...)".
Jednak trudno pogodzić twierdzenie, że protesty składały się wyłącznie z skrajnie lewicowych Amerykanów, ze skalą demonstracji i ich masowym charakterem. W protestach wzięło udział bardzo wielu wyborców niezależnych, a także znaczące grupy tradycyjnych republikanów.
na podst. thehill, washingtonpost