Reforma imigracyjna - chęci są, ale perspektywy zmian niepewne
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Posiadający większość w Kongresie Demokraci oraz zwolennicy zmian imigracyjnych mają obecnie największą od lat szansę na zreformowanie systemu i umożliwienie milionom nieudokumentowanych imigrantów zalegalizowanie pobytu w USA. Na drodze zmian stoją jednak dwie przeszkody.

Celem Demokratów jest upchnięcie odpowiednich rozporządzeń w tej sprawie w olbrzymiej ustawie mającej finansować wiele zapowiadanych projektów prezydenta Bidena, którą politycy mają negocjować jesienią. Włożenie imigracji do większej ustawy jest formą ochrony jej przed obstrukcją parlamentarną ze strony opozycji, w tym przypadku Republikanów, od lat blokujących jakiekolwiek rozwiązania prawne korzystne dla imigrantów.

Większość w Senacie, Izbie oraz kontrola Białego Domu dają Demokratom w tym momencie dawno niewidzianą szansę na wprowadzenie proimigracyjnych reform.

„To szansa, aby wreszcie coś zrobić” – uważa Kerri Talbot z Immigration Hub, proimigracyjnej grupy strategicznej.

Jednak plany Demokratów pozostają niepewne z dwóch powodów.

Co stoi na przeszkodzie

Demokraci w mocno podzielonym Kongresie będą potrzebować głosów wszystkich swoich członków, aby zatwierdzić szeroko zakrojoną ustawę, mogącą obejmować sugerowane wcześniej przez Bidena podwyżki podatków dla bogatych i inne propozycje, które mogą wywołać polityczne reperkusje. Jeśli chodzi o samą imigrację, partia będzie potrzebowała solidnego wsparcia ze strony Demokratów z zagrożonych w przyszłorocznych wyborach dystryktów, którym Republikanie na pewno zarzucą chęć otwarcia granic i przychylność dla amnestii.

Choć zwolennicy imigracji wskazują na sondaże sugerujące spore poparcie społeczne dla utworzenia drogi do legalizacji pobytu nieudokumentowanym imigrantom, a także badania pokazujące, iż imigracja stymuluje wzrost gospodarczy, to jednak republikanie i grupy konserwatywne wyczuwają sprzyjającą im obecnie atmosferę polityczną. Wskazują na rekordową liczbę osób na granicy amerykańsko-meksykańskiej i podsycają rosnące zaniepokojenie opinii publicznej przestępczością, którą GOP często łączy z imigracją.

„Mielibyśmy o wiele trudniejsze zadanie, gdyby administracja faktycznie kontrolowała granice” - powiedziała Rosemary Jenks z organizacji NumbersUSA, która opowiada się za ograniczaniem imigracji. Według niej obecne działania Demokratów nie są dla nich zbyt dobre przed zbliżającymi się wyborami w 2022.

Jednak nawet większą przeszkodą może okazać się Elizabeth MacDonough, konsultantka lub też parlamentarzystka w Senacie, mianowana na to stanowisko w 2012 r. przez ówczesnego przywódcę większości. To osoba niezależna od którejkolwiek partii, kontrolująca zgodność proponowanych ustaw z zasadami obowiązującymi w Senacie.

MacDonough, lat 55, jest szanowanym przez obydwie partie, bezstronnym arbitrem. Demokraci pamiętają, że sprzeciwiła się włączeniu niedawno podwyżki płacy minimalnej do pakietu pomocowego dotyczącego COVID-19, co właściwie pogrzebało na jakiś czas szanse podniesienia jej na poziomie federalnym.

Teraz tylko od niej zależało będzie, czy włączone do większej ustawy zapisy dotyczące imigracji, chronione będą przed tzw. filibusterem (legalną obstrukcją) ze strony opozycji. Wszystko sprowadza się do sposobu, w jaki wydatkowane będą na ten cel pieniądze.

Głównym proponentem legalizacji pobytu dla czterech grup imigrantów jest sen. Bernie Sanders, który musi zdobyć poparcie wszystkich Demokratów, a następnie zatwierdzić rezolucję budżetową, która określi ogólne limity wydatków i dochodów.  We wczesnym projekcie Sanders zaproponował stworzenie ścieżek do legalnego pobytu i potencjalnie obywatelstwa czterem grupom imigrantów - przywiezionym do USA za młodu, czyli tzw. DREAM-ersom, uchodźcom z krajów ogarniętych wojną lub katastrofą, pracownikom niezbędnym dla gospodarki oraz pracownikom rolnym.

Problem polega na tym, że niektórzy imigranci należą do kilku grup i trudno jest określić, ilu z nich tak naprawdę pomogłaby propozycja Sandersa. Szacuje się, że to ok. 6 milionów ludzi – nieco ponad połowa z 11 milionów osób przebywających w USA nielegalnie (niektóre szacunki mówią o 20 milionach nieudokumentowanych imigrantów w USA).

Zgodnie z zasadami Senatu, wydatki lub dochody w dodatku odpornym na tzw. filibuster muszą być zgodne z ogólnym postanowieniem danej ustawy, a nie tylko przypadkowe. Właśnie w tej sprawie decyzję podejmie Elizabeth MacDonough i może ona nie być po myśli Demokratów.

Jeśli będzie ona korzystna dla planów tej partii, powrócą oni do zbierania niezbędnych głosów. Kilku demokratycznych senatorów z bardziej konserwatywnych i przygranicznych okręgów może w ramach nadchodzących wyborów stanąć po stronie przeciwników reform. Przykładem jest oczekujący twardej walki o reelekcję w 2022 roku sen. Joe Manchin z Wirginii Zachodniej, jeden z najbardziej konserwatywnych demokratów w Kongresie. Podobna niewiadoma dotyczy demokratki o bardzo centrowych poglądach, Kyrsten Sinemy z Arizony.

Zwolennicy imigracji już wywierają presję

W polityce prawie wszystko jest wynikiem kompromisu. Przeciwnicy imigracji muszą brać pod uwagę resztę potrzebnej im ustawy. Zwolennicy reform mogą więc zagrozić odrzuceniem jej w razie usunięcia zapisu o ścieżce do obywatelstwa.

Członek Izby Reprezentantów z Illinois - Jesus „Chuy” Garcia - już zapowiedział w wywiadzie dla The Hill, że sprzeciwi się szeroko zakrojonej ustawie o wydatkach, jeśli nie będzie zawierała prowizji dotyczącej imigrantów.

Z kolei koalicja grup proimigracyjnych o nazwie "We Are Home" i inne organizacje rozpoczęły kampanię wartości 50 milionów dolarów, która ma zachęcić ustawodawców do poparcia ustawy w rozszerzonej wersji.

„Ludzie mają dość pustych obietnic” – mówi Lorella Praeli, współprzewodnicząca progresywnej grupy Community Change Action i liderka We Are Home. „Skupcie się na ludziach, którzy was wybrali”.

By przyjąć ustawę jesienią, Demokraci nie mogą utracić ani jednego swojego głosu w Senacie, a w Izbie nie mogą stracić więcej niż trzech.

rj