----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Do ceremonii otwarcia pozostało już mniej niż 70 dni, tymczasem Japonia przechodzi właśnie kolejną, czwartą falę zarażeń koronawirusem, w związku z czym rząd tego kraju objął w piątek ograniczeniami kolejne prefektury. Jednocześnie sprzeciw wobec organizacji igrzysk w tym kraju rośnie, jest coraz bardziej gwałtowny i coraz lepiej zorganizowany.

Dziewięć z 47 prefektur Japonii obejmuje obecnie stan wyjątkowy, który potrwa do końca miesiąca. W piątek dołączyły do nich Hokkaido, Okayama i Hiroshima. Dwa największe miasta, Tokio i Osaka, należą do obszarów objętych stanem wyjątkowym. Liczba zarażeń w ramach czwartej fali nadal tam rośnie.

Rząd nie ustaje jednak w przekonaniu, że igrzyska będą przebiegać zgodnie z planem i zobowiązał się do podjęcia odpowiednich środków, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom i gościom.

Lokalne władze mówią NIE

Problem w tym, że samorządy i placówki medyczne nie chcą podporządkować się zaleceniom władz centralnych i zwiększyć dbałość o sportowców i gości zagranicznych kosztem własnej, lokalnej populacji.

„Nie rozważamy dodatkowego zabezpieczenia lub przydzielenia ekstra łóżek szpitalnych dla osób związanych z igrzyskami, jeśli to ma oznaczać, że obywatele naszej prefektury nie będą mogli z nich korzystać” - powiedział Toshihito Kumagai, gubernator prefektury Chiba .

Chiba, która graniczy z Tokio, jest gospodarzem surfingu, zapasów, taekwondo i kilku innych dyscyplin olimpijskich. Prefektury Ibaraki i Kanagawa, również w pobliżu Tokio i także organizujące imprezy, podjęły podobne decyzje ze względu na ograniczone zasoby medyczne.

Około 40 z ponad 500 miast zrezygnowało z programu goszczenia olimpijczyków, tworzenia obozów treningowych i wymiany kulturalnej - donosi gazeta Nikkei.

Lekarze przeciwni

W czwartek związek zawodowy reprezentujący lekarzy złożył pisemny wniosek o odwołanie igrzysk do Ministerstwa Zdrowia, Pracy i Opieki Społecznej.

„Nie powinniśmy zamieniać Tokio w ognisko koronawirusa. Igrzyska olimpijskie w Tokio nie powinny się teraz odbywać” - powiedział szef tej grupy, dr Naoto Ueyama.

Inna grupa nawołująca do odwołania igrzysk uzyskała 350,000 podpisów w okresie dziewięciu dni, a pod koniec zeszłego miesiąca pracownicy służby zdrowia zabrali się na Twitterze, aby zaprotestować przeciwko rządowemu wymaganiu, aby 500 pielęgniarek pomagało podczas olimpiady.

Krytyka rządu nasila się

"Żadnej szczepionki. Żadnych lekarstw. Czy mamy walczyć bambusowymi włóczniami?" - pytał na całostronicowej publikacji jedno z wydawnictw. „Polityka nas zabije, jeśli sytuacja się nie zmieni".

Do tekstu dołączone były obok koronawirusa zdjęcia z czasów II wojny światowej, na których dzieci trenowały z drewnianą bronią przygotowując się do walki z żołnierzami USA. Dla Japończyków te obrazy przywołują wspomnienia bezdusznego rządu, który poświęca życie niewinnych ludzi za przegraną sprawę.

Premier Yoshihide Suga bronił się w parlamencie twierdząc, że nigdy „nie stawiał igrzysk olimpijskich na pierwszym miejscu” i próbując przekonywać, iż jego "priorytetem jest ochrona życia i zdrowia japońskiej ludności”.

MKOl milczy

Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl), czyli organizator igrzysk, zaprzecza ewentualności ich odwołania, co jest dla niego charakterystyczne - mówi Jules Boykoff, były zawodowy piłkarz i historyk igrzysk olimpijskich na Pacific University w Oregonie.

„W przeszłości Międzynarodowy Komitet Olimpijski był odporny na opinię publiczną” - uważa Boykoff. „To dla niego bardzo ważne i nie zamierzają niczego tracić dla opinii publicznej”.

Zwraca uwagę, że ok. 90% przychodów olimpijskich pochodzi z praw do transmisji i sponsoringu korporacyjnego. Więc nawet jeśli igrzyska zostaną zredukowane do spektaklu telewizyjnego, MKOl nadal otrzymuje pieniądze.

Jednocześnie Boykoff, który badał ruchy antyolimpijskie w kilku krajach, w tym w Japonii, zauważa, że sprzeciw wobec igrzysk staje się tak silny, że trudno go zignorować:

„Tak zdecydowany sprzeciw wobec organizacji igrzysk nie ma sobie równych w najnowszej historii olimpiady”.

rj