Słownych utarczek ciąg dalszy
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Słowna wojna pomiędzy burmistrz Chicago, Lori Lightfoot, a prezydentem Donaldem Trumpem przybiera na sile. Wymiana zdań rozpoczęła się w poniedziałek, po kolejnym krwawym weekendzie w naszym mieście.

W wyniku przemocy z bronią palną w ubiegły weekend zginęło w Chicago 12 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych, jednak Lori Lightfoot odrzuca wszelkie sugestie, że do miasta powinni zostać wysłani agenci federalni, co zapowiada prezydent.

W liście do Donalda Trumpa wysłanym w poniedziałek Lightfoot stwierdziła, że rozmieszczenie tajnych agentów federalnych, którzy "aresztują i zatrzymują mieszkańców bez podania przyczyny" jest złym pomysłem i wezwała prezydenta do zaniechania takich działań.

Lightfoot, która często krytykuje Trumpa, w liście zaatakowała retorykę prezydenta, twierdząc, iż w niczym ona nie pomaga, i wyliczyła sposoby, w jakie rząd federalny mógłby pomóc w ograniczaniu przemocy, w tym reformę dotycząca broni, wsparcie bezpieczeństwa publicznego, działania społeczne i inwestycje.

W poniedziałek administracja Trumpa wysłała agentów federalnych do Portlant w stanie Oregon, po tygodniach protestów przeciwko brutalności policji i niesprawiedliwości rasowej, do których doszło po śmierci George'a Floyda w Minneapolis. Gubernator stanu Oregon i burmistrz Portland skrytykowali obecność agentów federalnych, twierdząc, że skala protestów w mieście zaczęła słabnąć, gdy wkroczyli oni na ulice.

Jednak Trump określając protesty w dużych miastach jako "porażkę liberalnych demokratów", którzy nimi zarządzają, pochwalił działania agentów i zapowiedział ich wysłanie do innych miast.

Prezydent wskazał na rosnący problem przemocy z użyciem broni w trzecim co do wielkości mieście w kraju, gdzie w ciągu weekendu postrzelono 63 osoby, w tym 12 śmiertelnie.

"Co z Chicago? Czy powiedzielibyście, że potrzebują pomocy po tym weekendzie?" - zapytał Trump podczas konferencji w Białym Domu. "Znacie liczby? Wielu, wielu postrzelonych. Tak wielu zabitych".

"Rozsądni funkcjonariusze lokalnej policji, w tym nasz superintendent, wiedzą, że to niebezpieczna droga" - powiedziała Lightfoot. "Nie chcemy ludzi, którzy nie znają naszych ulic, nie znają naszych dzielnic, a następnie stosują wyraźnie niekonstytucyjne metody, działając wedle swojego uznania w naszym mieście".

Lightfoot zapowiedziała, że jest gotowa złożyć pozew w celu zablokowania umieszczenia agentów federalnych, którzy nie będą podlegać kierownictwu chicagowskiego departamentu policji w mieście.

Prezydent związku policji Fraternal Order of Police, John Catanzara, głośny zwolennik Trumpa, określił działania Lightfoot jako "całkowitą porażkę", dodając, iż "nie chce ona lub nie jest w stanie utrzymać prawa i porządku". Burmistrz z kolei nazwała Catanzarę "niezrównoważonym przywódcą Fraternal Order of Police, który jest tchórzliwy i jedynie stara się zwrócić na siebie uwagę".

Poniedziałkowe komentarze Trumpa nie były pierwszymi, kiedy w swoich wypowiedział dyskredytował przywódców miasta, twierdząc, że nie są w stanie poradzić sobie z falą przemocy. W ubiegłym miesiącu Trump skrytykował Lightfoot i demokratyczny rząd J.B. Pritzkera za "brak przywództwa" w powstrzymywaniu przemocy z bronią palną. Lightfoot  nazwała list Trumpa "litanią bzdur".

JM