Dla wielu par dzień ślubu ma być jednym z najpiękniejszych momentów w życiu. Symboliczny początek nowego etapu, spotkanie rodziny i przyjaciół, kilka godzin radości, muzyki i wzruszeń. Coraz częściej jednak towarzyszy temu jeszcze jedno uczucie – lekki niepokój, gdy przychodzi czas spojrzeć na końcowy rachunek. Bo w rejonie Chicago powiedzenie sobie „tak” potrafi kosztować niemal tyle, co solidny wkład własny na mieszkanie.
Najnowsze dane z platformy ślubnej Zola pokazują skalę zjawiska. Średni koszt wesela w aglomeracji chicagowskiej, przy około 150 gościach, przekracza 80 tysięcy dolarów. To kwota dwukrotnie wyższa niż przeciętny budżet ślubny w całych Stanach Zjednoczonych. Inne podliczenia są nieco bardziej umiarkowane, ale wciąż dalekie od tanich – według nich chicagowskie wesela najczęściej mieszczą się w przedziale od 50 do 60 tysięcy dolarów, w zależności od miejsca, cateringu i liczby zaproszonych gości.
Dla porównania, średni koszt wesela w skali kraju wynosi dziś około 35–36 tysięcy dolarów. A to oznacza, że wiele par w Chicago płaci nawet kilkadziesiąt tysięcy więcej niż osoby w innych częściach USA.
Różnica jest widoczna nawet wtedy, gdy spojrzy się na dane całego stanu. Według jednego z zestawień CNBC przeciętne wesele w Illinois kosztuje około 38 tysięcy dolarów – już powyżej krajowej średniej. Ale ten wynik jest w dużej mierze „zaniżany” przez mniejsze miasta i obszary wiejskie. Bo to właśnie Chicago i jego okolice podnoszą średnią najbardziej.
W stanach o niższych kosztach życia, szczególnie poza dużymi metropoliami, wiele par organizuje wesela za 20–30 tysięcy dolarów. Tam sale są tańsze, usługi mniej kosztowne, a konkurencja mniejsza. W Chicago wszystko wygląda inaczej.
Największą część budżetu pochłaniają miejsca. Zabytkowe sale w centrum, eleganckie hotele, przestrzenie nad jeziorem, industrialne lofty i historyczne budynki – wszystkie te lokalizacje należą do najbardziej pożądanych w kraju. A popyt od lat przewyższa podaż. Do tego dochodzi catering, który w dużym mieście szybko osiąga poziom kilkuset dolarów za osobę, fotografowie z długimi listami rezerwacji, florystyka, dekoracje, muzyka i obsługa techniczna.
W efekcie rachunek rośnie niemal automatycznie. Im większa lista gości, im bardziej prestiżowe miejsce i im bardziej „pełna” oprawa, tym szybciej całkowity koszt zbliża się do sześciocyfrowych sum. W Chicago nie jest dziś niczym niezwykłym wesele za 100 tysięcy dolarów – szczególnie w sezonie letnim i w popularnych terminach.
Dlatego coraz więcej par staje przed bardzo praktycznym pytaniem: co jest naprawdę ważne? Dla jednych priorytetem pozostaje duże przyjęcie i wyjątkowa lokalizacja. Dla innych – ograniczenie listy gości, wybór mniej obleganego terminu albo organizacja uroczystości poza ścisłym centrum miasta.
Nie brakuje też par, które świadomie rezygnują z części tradycyjnych elementów, planując skromniejsze ceremonie lub kameralne przyjęcia, bliższe krajowej średniej kosztów. Bo choć Chicago oferuje jedne z najpiękniejszych ślubnych scenerii w USA, cena tej wyjątkowości bywa zbyt wysoka.