----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

23 lutego 2023

Udostępnij znajomym:

Rozegrany po raz 72. NBA All Star Weekend przeszedł do historii. Podczas weekendu oprócz meczu głównego, w którym wystąpiły największe obecnie gwiazdy światowej koszykówki, doszło również do wielu konkursów sprawdzających umiejętności koszykarzy tej najlepszej ligi naszego globu.

Odbył się również mecz wschodzących gwiazd, w którym wystąpił po raz pierwszy w historii reprezentant Polski – Jeremy Sochan. Faktycznie był to mini-turniej, w którym wystąpiły cztery drużyny składające się z debiutantów, drugoroczniaków, oraz najlepszych zawodników z zaplecza NBA, czyli G-league. Drużyny były prowadzone przez byłych legendarnych graczy NBA, którymi byli: Paul Gasol, Joakim Noah, Deron Williams oraz Jason Perry.

Polak Jeremy Sochan trafił do drużyny „Joakim”, która w półfinale wygrała z drużyną „Jason” 40-32. Najlepszy w tym spotkaniu był Quentin Grimes z NY Knicks, który zdobył 13 punktów. Sochan również przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny, dorzucając 6 oczek. 19-letni Polak chwalony był szczególnie za bardzo efektowny wsad, który wykonał w tym meczu posługując się tylko jedną ręką. Jedna z komentatorek TNT wyraziła nawet opinię, że konkurs wsadów powinien się odbyć z udziałem Sochana.

W drugim meczu półfinałowym zwyciężył zespół „Paul”, pokonując ekipę „Derona” 40-25.

O ile mecze półfinałowe grano do 40 zdobytych punktów, to finale wystarczyło ich zdobyć 25, aby wygrać Jordan Rising Stars, bo taką oficjalną nazwę miał ten turniej. Niestety w finale drużyna „Joakim”, w której występował Polak, uległa teamowi „Paul” 20-25, chociaż prowadziła w pewnym momencie 18-16. Zadecydowała „trójka” zdobyta w końcówce przez koszykarza New Orlean Pelicans-Jose Alverado, która dała zwycięstwo drużynie Paula Gasola. Jose Alverado za swoje występy w półfinale i w finale został wybrany Najbardziej Wartościowym Graczem (MVP).

DAMIAN LILLARD ZWYCIĘZCĄ „GWIEZDNEGO” KONKURSU RZUTÓW ZA 3 PUNKTY

W wielkim finale konkursu rzutów za 3 punkty zwyciężył koszykarz grający na co dzień w drużynie Portland Trail Blazers Damian Lillard. Lillard pokonał zwycięzcę konkursu z roku 2020, Buddy Hielda z Indiana Pacers oraz jego kolegę z drużyny Tyrese’a Haliburtona.

Lillard wygrał ostatnią emocjonującą rundę zaledwie jednym punktem 26-25, uzyskując decydujące trafienie z rogu „money ball”. Prowadzenie po pierwszej rundzie objął Haliburton, który wyrównał rekord konkursu zdobywając 31 punktów. Drugi był Lillard z 26. a trzeci Hield z 23 punktami.

Konkurs został w tym roku uatrakcyjniony wprowadzeniem dwóch dodatkowych „Starry” balls” - piłek ustawionych daleko poza linią trzech punktów (około 30 stóp od kosza). Trafienie tymi „gwiezdnymi” piłkami dawało 3 punkty, podczas gdy zwykłe piłki pomarańczowe dawały jeden, a kolorowe „money balls” - dwa. Właśnie ta innowacja z „gwiezdnymi piłkami” pozwoliła Lillardowi na końcowe zwycięstwo w konkursie.

KONKURS WSADÓW DO KOSZA „SKRADZIONY” PRZEZ MAC McLUNGA Z FILADELFII

Konkurs wsadów zakończył się zwycięstwem zawodnika, który technicznie nie jest jeszcze w lidze NBA. Ale to może ulec zmianie, jeżeli Filadelfia Sixers będą tak samo pod wrażeniem ich gracza z G-league, jak byli sędziowie oceniający konkurs.

Mac McClung wyegzekwował perfekcyjną notę 50 na wszystkich swoich wsadach, oprócz jednego i wygrał zdecydowanie, pokonując w finale Trey’a Murphy’ego III z Oklahoma Pelicans. W swoim ostatnim występie zaprezentował niesamowity wsad z 360* odwróconym obrotem, po którym legendarny Dominik Wilkins obdarzył go gorącym uściskiem. W ten sposób Wilkins, który był jednym z jurorów, a w przeszłości dwukrotnym zwycięzcą konkursu, uhonorował młodszego kolegę, dziękując mu za wyjątkowe zagranie i gratulując zwycięstwa.

Na zakończenie weekendu organizatorzy pozostawili danie główne, którym był Mecz Gwiazd. W tym roku rywalizowały ze sobą drużyny Giannis Antetokounmpo reprezentującej East oraz zespół LeBrona Jamesa - West.

TEAM GIANNIS – TEAM LEBRON 184-175

Innowacją w tym roku było wybieranie zawodników tuż przed rozpoczęciem spotkania. Odbywało się to w ten sposób, że kapitanowie drużyn naprzemiennie wywoływali zawodników na parkiet. Najpierw byli to zawodnicy rezerwowi, wyselekcjonowani przez trenerów NBA.

Starterzy wybrani zostali głosami kibiców (50%), dziennikarzy sportowych (25%) oraz samych zawodników (25%).

Tak ostatecznie prezentowały się drużyny na parkiecie przed rozpoczęciem spotkania:

TEAM GIANNIS STARTERS                                     TEAM LEBRON STARTERS

1. GIANNIS ANTETOKOUNMPO                                          1. LEBRON JAMES

2. JASON TATUM                                                                   2. JOEL EMBILD

3. JA MORANT                                                                       3. KYRIE IRVING     

4. DONOVAN MITCHELL                                                      4. LUKA DONCIC

5. LAURI MARKKANEN                                                         5. NICOLA JOKIC

W drużynie Giannis rezerwowymi byli w kolejności: Damian Lillard, Jrue Holiday, Shai Gilgeous-Alexander, DeMar DeRozan, Pascal Siakam, Bam Adebayo oraz Demantas Sabonis.

W zespole LeBron rezerwy stanowili: Anthony Edwards, Jaylen Brown, Paul George, Tyrese Haliburton, Julius Randle, De’Aron Fox oraz Jaren Jackson Jr.

O samym meczu niewiele można napisać, gdyż w takich spotkaniach bardziej chodziło o show i indywidualne popisy gwiazd niż o rezultat meczu. Zresztą kosmiczny wynik 184-175 już świadczy o tym, że na pewno obrona w obu drużynach nie istniała, a koszykarze byli wyłącznie zainteresowani zdobywaniem kolejnych punktów.

Zawodnicy obu drużyn prześcigali się pomysłowością wsadów, a brylowali tu James, Morant, Markkanen czy Giannis. Widowiskowe były również rzuty z połowy boiska. Pierwszy trafił Lillard, potem jeszcze próbowali inni ze zmiennym szczęściem: w sumie na siedemnaście prób, cztery były udane.

LeBron James podczas próby zablokowania strzału Pascala Siacama wybił sobie palec, co uniemożliwiło mu powrót na parkiet na drugą połowę. Należy jeszcze odnotować 55 punktów zdobytych przez Jaysona Tatuma, który miał jeszcze 10 zbiórek oraz 6 asyst i został wybranym MVP (Najbardziej Wartościowy Gracz) spotkania.

W zwycięskim zespole należy jeszcze wyróżnić Donovana Mitchella, który zdobył 40 punktów i miał 10 asyst oraz Dame Lillarda, na którego 26 punktów złożyło się 8 rzutów za trzy punkty. Wśród pokonanych najlepszym był Jaylen Brown, który z „ławki” zdobył 35 punktów, natomiast Kyrie Irving oraz Joel Embild dołożyli po 32 punkty.

FRANCJA-MERIBEL-COURCHEVEL: MISTRZOSTWA ŚWIATA W NARCIARSTWIE ALPEJSKIM ZAKOŃCZONE

SLALOM KOBIET

Sypnęło niespodziankami podczas ostatnich konkurencji rozgrywanych podczas alpejskich mistrzostw świata we Francji. Kanadyjska alpejka Laurance St. Germain sensacyjnie wygrała slalom na trasie Roc de Fer w Meribel i zdobyła złoty medal mistrzostw świata.

Druga na mecie była wielka faworytka tej konkurencji Amerykanka Mikaela Shiffrin. Po pierwszym przejeździe nic nie wskazywało na niespodzianki. Prowadziła zgodnie z oczekiwaniami Shiffrin z przewagą 0.19 s nad Szwajcarką Wendy Holdener oraz 0.61 s nad St Germain.

W drugim przejeździe wszystko się posypało. Kanadyjka pojechała niezwykle odważnie, a przy tym nie popełniła żadnych poważnych błędów i uzyskała najlepszy czas, bijąc Amerykankę o 0.57 s. Błąd i to poważny popełniła Szwajcarka, która ominęła tyczkę i została zdyskwalifikowana. Nie ustrzegła się błędów również Shiffrin, która nie utrzymała prowadzenia po pierwszym przejeździe i musiała się zadowolić srebrnym medalem.

Na trzecim miejscu ukończyła slalom Niemka Lena Duerr, która zdobyła medal brązowy.

28-letnia Kanadyjka, która nigdy wcześniej w karierze nie stanęła na podium w Pucharze Świata czy Olimpiadzie, została pierwszą Kanadyjką ze złotym medalem w slalomie od 1960 roku. Wówczas na Olimpiadzie w Squaw Valley, 2 złote medale dla kraju Klonowego Liścia zdobyła w slalomie i kombinacji urodzona w Ottawie Anne Heggtveit.

SLALOM MĘŻCZYZN

Ostatnią konkurencją tegorocznych mistrzostw świata był slalom mężczyzn. I tu podobnie jak w rywalizacji pań nie obyło się bez niespodzianek.

Niesamowitego wyczynu dokonał Norweg Henrik Kristoffersen, który po pierwszym przejeździe był na dalekim 16. miejscu. Pierwszy na półmetku był Austriak Manuel Feller, który wyprzedzał aktualnego lidera klasyfikacji Pucharu Świata w slalomie Norwega Lucasa Braathena oraz Greka A.J. Ginnisa.

W drugim przejeździe wręcz fenomenalnie pojechał rodak Braathena, Henrik Kristoffersen, który uzyskał najlepszy czas przejazdu i z łącznym czasem 1.39.50 wygrał i zdobył złoty medal.

Drugą pozycję nie mniej sensacyjnie wywalczył Grek Ginnis, o którym świat dowiedział się kilkanaście dni wcześniej, gdy wchodził po raz pierwszy na podium w Pucharze Świata. Był to pierwszy historyczny medal dla Grecji, nie kojarzonej do tej pory raczej ze śniegiem i nartami.  Trzeci był Włoch Vinatzer, natomiast prowadzący po pierwszej części Feller zajął dopiero siódme miejsce.

Co ciekawe pierwszego przejazdu nie ukończyło 30 ze 100 startujących narciarzy. Ich los niestety również podzielił reprezentant Polski Jasiczek.

Mimo faktu, że Polska reprezentacja nie odniosła spektakularnych sukcesów podczas mistrzostw świata, to jednak polskie akcenty były na alpejskich stokach zauważalne. A stało się za sprawą polskiej marki 4F, która była głównym sponsorem tej największej narciarskiej imprezy roku. Na plastronach startowych zawodników, banerach oraz ściankach sponsorskich widniało logo polskiej firmy. Firma 4F coraz mocniej zaznacza swą obecność na najważniejszych i największych imprezach sportowych w świecie, takich jak Mistrzostwa Świata, Europy czy Olimpiada. Warto przypomnieć, że na ostatniej Olimpiadzie w Pekinie firma z Wieliczki ubierała poza polską również reprezentacje: Chorwacji, Grecji, Litwy, Łotwy, Portugalii, Serbii i Słowacji.

GRUZJA: OSKAR KWIATKOWSKI MISTRZEM ŚWIATA W SNOWBOARDZIE, A ALEKSANDRA KRÓL TRZECIA

Wspaniałe wiadomości nadeszły z gruzińskiego Bakuriani, gdzie odbywają się mistrzostwa świata w snowboardzie. 26-letni Polak Oskar Kwiatkowski zdobył złoty medal i tytuł mistrza świata w slalomie gigancie równoległym.

Kwiatkowski zdobywając dla Polski historyczne złoto, wyprzedził w finale Szwajcara Dario Caviezela o 0.26 s. Trzecie miejsce na podium i brązowy medal wywalczył Austriak Alexander Payer. Reprezentant Austrii choć stanął na podium, to już w trakcie zawodów i po ich zakończeniu w niecenzuralnych słowach dał wyraz swojemu niezadowoleniu z trasy przygotowanej przez organizatorów. No cóż, są zawodnicy, którzy potrafią przegrywać z klasą i gratulować zwycięzcom, innym tej klasy po prostu brakuje.

To zdecydowanie najlepszy sezon w karierze Kwiatkowskiego, który odniósł w tym sezonie także pierwsze zwycięstwa w Pucharze Świata i jest w tej konkurencji liderem.

Świetnie zaprezentowała się również koleżanka Oskara z reprezentacji, Aleksandra Król, która zdobyła trzecie miejsce w tej samej konkurencji wśród pań. 32-letnia Polka w wyścigu o trzecie miejsce pokonała Włoszkę Lucię Dalmasso. Złoto wywalczyła Japonka Tsubaki Miki, która na kaukaskim stoku była szybsza od reprezentantki Austrii Danieli Ulbing.

Austriaczka, która w półfinale była lepsza od Polki, musiała się zadowolić medalem srebrnym. Polka była bardzo zadowolona ze swojego występu, stwierdziła nawet, że „ten brązowy medal smakuje jak złoty”.

TENIS: IGA ŚWIĄTEK SIĘ NIE ZATRZYMUJE - PO ZWYCIĘSTWIE I OBRONIE TYTUŁU W DOHA,” DEMOLUJE” KOLEJNE RYWALKI W DUBAJU

KATAR: DOHA

Nasz tenisowy skarb narodowy Iga Świątek wygrała turniej tenisowy WTA-500 w stolicy Kataru - Dosze.

Sama wygrana nie jest niespodzianką, gdyż 21-latka przyzwyczaiła nas do tego, że niezbyt często schodzi z kortu pokonana. Ale styl i łatwość, w jaki pokonuje kolejne rywalki, już naprawdę budzą podziw.

Turniej w Dosze rozpoczęła Iga od łatwego zwycięstwa w drugiej rundzie (z pierwszej jako światowa jedynka była zwolniona) nad zawsze groźną Amerykanką Danielle Collins. Polka „pozwoliła” Amerykance ugrać tylko jednego gema w całym meczu i w niecałą godzinę wygrała 2-0 w setach 6-0 i 6-1.

Do ćwierćfinału miała przystąpić do walki z Belindą Bencic, ale Szwajcarka na kort nie wyszła, podając jako powód – przemęczenie. Trochę to dziwne tłumaczenie, gdyż sezon tenisowy dopiero się rozpoczął, ale dzięki temu Świątek dostała się do półfinału bez walki. Jej rywalką w tej fazie turnieju była Rosjanka Weronika Kudermietowa.

W meczu tym nasza zawodniczka nie pozwoliła przeciwniczce na zbyt wiele i wygrała podobnie jak z Collins 2-0 w setach 6-0 i 6-1.

Bardzo ciekawie zapowiadał się finał, do którego z drugiej strony drabinki dostała się czwarta rakieta rankingu WTA, Amerykanka Jessica Pegula. Iga na sześć spotkań z Jessicą wygrała wprawdzie cztery, ale ostatnie spotkanie w meczu reprezentacji (Polska-USA 0-5), przegrała. Rewanż udał się naszej zawodniczce z nawiązką. Pegula była w stanie się przeciwstawić Polce tylko w pierwszym secie, w którym wywalczyła trzy gemy. Drugi już bez historii przegrała do zera i cały mecz 0-2, w setach 3-6 i 0-6.

Iga Świątek za zwycięstwo w Katarze otrzymała czek na 112 tys. 316 euro, co daje około 535 tys. zł.

ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE: DUBAJ

Polka niestety nie miała zbyt wiele czasu na odpoczynek, gdyż w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozpoczął się następny turniej. W Dubaju najlepsze tenisistki naszego globu walczą o znacznie większe premie, gdyż turniej ten jest najwyższej kategorii – WTA 1000.

Nasza tenisistka w ekspresowym tempie odprawiła już dwie przeciwniczki. Jako pierwsza uległa Polce Kanadyjka Leila Fernandez, która jest daleko od swojej optymalnej formy sprzed dwóch lat, gdy była w finale US Open. Świątek pokonała Fernandez w dwóch setach bez historii 6-1 i 6-1 w godzinę i trzynaście minut.

Do pokonania następnej zawodniczki Rosjanki Samsonowej potrzebowała Iga tylko czterech minut więcej i zwyciężyła 6-1 i 6-0, nie dając przeciwniczce żadnych nadziei na wyrównany mecz. To była dominacja we wszystkich elementach tenisowego rzemiosła. Coraz lepiej u Polki funkcjonuje serwis, return jest jej bardzo groźną bronią, doskonały mocny forhend-porównywalny z męskim oraz świetny bekhend po linii (zagranie firmowe).

Wszystko to składa się na tenisistkę kompletną, z którą niewiele zawodniczek jest obecnie w stanie toczyć równorzędną walkę.

LIGA MISTRZÓW: ZAKOŃCZENIE PIERWSZYCH SPOTKAŃ W 1/8 FINAŁU

W tym tygodniu odbyły się cztery spotkania, zamykające pierwszą rundę fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Oto wyniki:
LIVERPOOL – REAL MADRYT    2-5
EINTRACHT FRANKFURT – NAPOLI    0-2
INTER MEDIOLAN – FC PORTO    1-0
RB LIPSK – MANCHESTER CITY    1-1    

W pierwszych dwóch spotkaniach zdecydowaną przewagę posiadały zespoły przyjezdne, których dominację potwierdziły końcowe wyniki meczów.

Liverpool nigdy nie stracił na Anfield Rd. pięciu bramek i wynik na pewno przejdzie do historii obu klubów. Real jest tym samym już nie jedną, a dwoma nogami w ćwierćfinale rozgrywek.

Podobnie wygląda sytuacja najlepszej w obecnej chwili włoskiej drużyny, lidera Serie A – FC Napoli. Włosi nie pozostawili Niemcom z Frankfurtu żadnych złudzeń, kto jest lepszy i wygrali na boisku rywala 2-0. Rewanż w Neapolu będzie tylko postawieniem przysłowiowej kropki nad “i”.

Co do potyczki innej włoskiej drużyny Interu Mediolan z portugalskim FC Porto, wszystko rozstrzygnie się w meczu rewanżowym w Portugalii. Zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego pozostawili po meczu w Mediolanie dobre wrażenie i po minimalnej porażce, w rewanżu u siebie nie są bez szans.

Więcej szans na awans mają natomiast piłkarze Manchesteru City w konfrontacji z Lipskim RB. Po remisie 1-1 w Niemczech, mistrz Anglii powinien sobie poradzić z Niemcami na swoim boisku i awansować do ćwierćfinału. Ale jak to mówił nieodżałowanej pamięci uwielbiany przez Polaków trener Kazimierz Górski „Dopóki piłka w grze… wszystko jest możliwe”.

Andy Warta
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

                  

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - PRACA W KOMISJACH 950 X 300

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - PRACA W KOMISJACH 950 X 300

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - PRACA W KOMISJACH WYBORCZYCH 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor