Starcie zastępców
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Salt Lake City, Utah. W środę odbyła się tam debata kandydatów na urząd wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Ramię w ramię stanęli – kandydatka Demokratów, Kamala Harris i urzędujący wiceprezydent z partii Republikańskiej, Mike Pence. Ta debata była zupełnym przeciwieństwem tego, co obserwatorzy sceny politycznej mogli zobaczyć w starciu Donalda Trumpa i Joe Bidena. Była to pierwsza i ostatnia debata kandydatów na urząd wiceprezydenta. Podobne odbywały się w przeszłości, chociaż nigdy nie wzbudzały dużych emocji. Teraz było inaczej, głównie ze względu na sytuację epidemiologiczną i zakażenie koronawirusem potwierdzone u prezydenta Donalda Trumpa.

Miejsce i plan

Debata odbyła na Uniwersytecie Utah się pod specjalnym rygorem sanitarnym. Biurka, przy których siedzieli politycy zostały rozsunięte na bezpieczną odległość, a oni sami oddzieleni byli dodatkową, plastikową szybą. 90 minutowa debata została podzielona na 9 części. Politycy dyskutowali m.in. na temat polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, epidemii koronawirusa, a także protestów związanych z ruchem BlackLivesMatter, które sparaliżowały nie jedno miasto Stanów Zjednoczonych.

Przebieg debaty

Było przewidywalnie i sympatycznie. Kandydaci nie szczędzili sobie ciepłych słów i uśmiechów.

To zaszczyt być tutaj z Panią” – mówił republikanin do Kamali Harris.

Były też ataki, jednak nie tak zdecydowane i bezpardonowe jak przy okazji starcia Trump-Biden. Na szczególną uwagę zasługuje zachowanie Pence’a, który w przeciwieństwie do Donalda Trumpa był dużo spokojniejszy i opanowany. Częściej tłumaczył, niż krzyczał:

 „Może mieć Pani prawo do swojego zdania, ale nie ma Pani prawa do tworzenia swoich faktów”.

Jedyne, co można zarzucić obojgu to czas wypowiedzi, który notorycznie przekraczali. Amerykańskie media zauważają, że Pence wypadł jako bardziej przystępny w odbiorze Donald Trump, ocieplając konserwatywne poglądy w oczach wyborców niezdecydowanych. Harris stanowczo i poprawnie – zgodnie z oczekiwaniami. Porównuje się ją do nauczycielki wytykającej i tłumaczącej uczniom błędy.

Momenty zapalne

Pojawiły się też tematy, nad którymi zarówno Pence, jak i Harris nie chcieli się pochylić. Republikanin miał duży problem z odpowiedzią na pytanie o wymykanie się pandemii koronawirusa spod kontroli federalnych władz. Wszak życie w wyniku zakażenie straciło już ponad 200,000 Amerykanów. Podobnie było z podejrzanie niskimi podatkami płaconymi na początku prezydentury przez Donalda Trumpa. Gorąco zrobiło się przy temacie Sądu Najwyższego – Pence przyparł do muru Harris, która wymijająco odpowiedziała na pytanie o możliwe zwiększenia składu sędziowskiego po ewentualnej wygranej Bidena. Pence odniósł się też do przeszłości Bidena i wbił szpilę kandydatowi z partii Demokratycznej – chodziło o plagiat wystąpienia, które Biden wygłosił w latach 80. Było to w rzeczywistości przemówienie jednego z polityków z Wysp Brytyjskich.

Niespodziewany gość

Największe zainteresowanie wielu publicystów i osób oglądających starcie wzbudziła mucha, która usiadła na głowie Mike’a Pence’a. Dziennik „The New York Times" wyliczył, że spędziła na wiceprezydencie ponad 120 sekund. W internecie  natychmiast pojawiły się miliony memów i śmiesznych zdjęć. Na jednym z nich widać Joe Bidena, który siedzi na krześle z łapką na muchy w ręku. Fotografię zamieścił on sam.

Debatę moderowała dziennikarka „USA Today” Susan Page. Kto wygrał? 3 listopada wypowiedzą się na ten temat wyborcy. Większość niezależnych komentatorów stawia na remis. Kolejne starcia wyborcze, ale już pomiędzy głównymi rywalami – Trumpem i Bidenem odbędą się prawdopodobnie 15 i 29 października. Prawdopodobnie, bo wiele zależy od stanu zdrowia prezydenta oraz akceptacji przez obydwie strony zmienionych nieco reguł planowanego spotkania.

FK