Donald Trump od miesięcy otwarcie zabiegał o Pokojową Nagrodę Nobla – najwyższe wyróżnienie w świecie dyplomacji. W piątkowy poranek okazało się jednak, iż to nie on był zwycięzcą tej prestiżowej nagrody.
Trump prowadził intensywną, daleką od subtelności, kampanię na rzecz swojej kandydatury. W czwartek, na dzień przed ogłoszeniem decyzji, podczas spotkania w Gabinecie Owalnym z prezydentem Finlandii, stwierdził: „Nikt w historii nie rozwiązał ośmiu wojen w ciągu dziewięciu miesięcy. A ja to zrobiłem. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło.”
Komitet Noblowski nie podzielił jednak jego entuzjazmu. W piątek ogłosił, że tegoroczną Pokojową Nagrodę Nobla otrzymuje María Corina Machado – liderka wenezuelskiej opozycji – „za jej walkę o sprawiedliwe i pokojowe przejście od dyktatury do demokracji”.
Kampania o uznanie
Termin zgłaszania kandydatur upłynął już 31 stycznia – zaledwie kilka dni po rozpoczęciu drugiej kadencji Donalda Trumpa. Większość sukcesów, które wskazywał jako powód do uhonorowania, miała miejsce później. Podobnie było z większością nominacji, które Trump miał otrzymać – wiele z nich od światowych przywódców, którzy powszechnie postrzegani byli jako osoby robiące to, by zaskarbić sobie jego przychylność.
Z punktu widzenia historii trudno jednak mówić o zasługach Trumpa na polu pokoju i międzynarodowej współpracy. Jego polityka izolacjonizmu, konfrontacyjny styl wobec sojuszników i częste sympatie wobec autokratów stoją w sprzeczności z ideałami, które nagroda ma symbolizować.
Sam Trump widzi to inaczej. Uważa się za „człowieka pokoju”, „pogromcę wojen” i „architekta globalnego bezpieczeństwa”. W jego przekonaniu zakończył aż osiem konfliktów – choć niezależni eksperci podkreślają, że te twierdzenia nie mają pokrycia w faktach.
Lata autopromocji
To nie pierwszy raz, gdy Trump zabiegał o Nobla. Już w 2018 roku, podczas pierwszej kadencji, mówił swojemu gabinetowi, że „na pewno zasługuje na to wyróżnienie”. W tym samym roku wyszło jednak na jaw, że część nominacji była sfałszowana. Później wielokrotnie wracał do tematu – na konferencjach prasowych, w ONZ, a nawet w rozmowach z generałami. Twierdził, że odmowa przyznania mu nagrody byłaby „zniewagą dla całego kraju”.
Latem, zapytany o szanse na zwycięstwo, odpowiedział ironicznie: „Nie dadzą mi Nobla, bo dają go tylko liberałom.” Kilka tygodni później sam przyznał, że się tego spodziewał: „Czy dostanę Nobla? Oczywiście, że nie. Cokolwiek zrobią, będzie dobrze. Wiem to, nie zrobiłem tego z tego powodu. Zrobiłem to, bo uratowałem wiele istnień ludzkich”.
Biały Dom: „Trump nadal będzie zawierał porozumienia pokojowe i ratował życie”
Po ogłoszeniu, że tegoroczna Pokojowa Nagroda Nobla trafi do wenezuelskiej opozycjonistki Maríi Coriny Machado, administracja Donalda Trumpa nie kryła rozczarowania. Dyrektor komunikacji Białego Domu, Steven Cheung, napisał w oświadczeniu, że prezydent „nadal będzie zawierał porozumienia pokojowe, kończył wojny i ratował ludzkie życie”.
„Ma serce prawdziwego humanitary, a jego siła woli potrafi przenosić góry. Komitet Noblowski po raz kolejny udowodnił, że bardziej ceni politykę niż pokój” – napisał Cheung na platformie X.
Choć w tym roku nagroda powędrowała gdzie indziej, obóz Trumpa przekonuje, że jego „misja na rzecz pokoju” dopiero się zaczyna.