Prezydent nazwał orzeczenie „głęboko rozczarowującym”, „niedorzecznym” i „pozbawionym sensu”, a o niektórych członkach Trybunału powiedział, że „wstydzi się ich decyzji”. Sugerował również, że sąd mógł zostać „poddany wpływom zagranicznych interesów” oraz niewielkiego, ale głośnego ruchu politycznego.
Donald Trump przekonywał, że decyzja oznacza zwycięstwo państw, które — jak mówił — „od lat wykorzystywały Stany Zjednoczone”, dodając, że „cieszą się i tańczą na ulicach”, choć „nie będą tańczyć długo”.
Jednocześnie prezydent publicznie pochwalił trzech sędziów, którzy zgłosili zdanie odrębne — Clarence’a Thomasa, Samuela Alito i Bretta Kavanaugha — dziękując im za „siłę, mądrość i miłość do kraju”.
Polityczne znaczenie sprawy zwiększył fakt, że po stronie większości znaleźli się także dwaj konserwatywni sędziowie nominowani przez Trumpa: Neil Gorsuch i Amy Coney Barrett. Oboje zgodzili się, że ustawa o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych z lat 70. nie daje prezydentowi jasnej podstawy do nakładania szerokich taryf.
Gorsuch w swojej opinii podkreślił znaczenie procesu legislacyjnego i roli Kongresu w podejmowaniu decyzji o tak dużych skutkach gospodarczych, natomiast Barrett wskazała, że najbardziej naturalna interpretacja przepisów nie przyznaje prezydentowi takich kompetencji.
Choć sędziowie różnili się w części argumentacji prawnej, byli zgodni co do rezultatu: bez wyraźnej zgody Kongresu tak szeroka polityka celna nie może obowiązywać.
Ostra reakcja Trumpa pokazuje, jak duże znaczenie polityczne miała sprawa dla jego administracji. Wyrok uderzył w jeden z centralnych elementów jego strategii gospodarczej i jednocześnie przypomniał, że nawet sędziowie nominowani przez jednego prezydenta nie są zobowiązani wspierać jego polityki, jeśli uznają ją za sprzeczną z prawem.