Decyzja Sądu Najwyższego miała zakończyć spór o legalność szerokich ceł wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa. Zamiast tego otworzyła nowy etap konfliktu — z kolejnymi taryfami, pozwami o miliardy dolarów i rosnącą niepewnością wśród partnerów handlowych USA.
20 lutego Sąd Najwyższy stosunkiem głosów 6 do 3 uznał, że szerokie cła wprowadzone przez prezydenta na podstawie nadzwyczajnych uprawnień gospodarczych były niezgodne z prawem. Sąd stwierdził, że prezydent może reagować w sytuacjach kryzysowych, ale nie ma prawa jednostronnie nakładać długotrwałych i szerokich taryf bez wyraźnej zgody Kongresu.
Wyrok objął wszystkie taryfy wprowadzone na tej podstawie, w tym tzw. „Liberation Day tariffs”. Nie dotyczy natomiast ceł sektorowych — na stal, aluminium czy samochody — które opierają się na innych przepisach. Te pozostają w mocy.
Szybki plan B Białego Domu
Prezydent zareagował ostro, nazywając orzeczenie „rozczarowującym” i „pozbawionym sensu”. Jednak niemal natychmiast administracja ogłosiła nowe rozwiązanie.
Jeszcze tego samego dnia podpisano rozporządzenie wprowadzające 10-procentowe cło na import z całego świata, powołując się na przepisy pozwalające reagować w przypadku poważnego deficytu handlowego. Następnie zapowiedziano podniesienie stawki do 15 procent — maksymalnego poziomu przewidzianego w tej ustawie.
Nowe cła weszły w życie 24 lutego i mają obowiązywać przez 150 dni, czyli do 24 lipca. Po tym terminie ich przedłużenie wymagałoby zgody Kongresu.
W praktyce oznacza to, że administracja kupiła sobie kilka miesięcy czasu. Ale to rozwiązanie tymczasowe. Co więcej, nowe przepisy nie pozwalają różnicować stawek w zależności od kraju. Tymczasem to właśnie zróżnicowane taryfy były dotąd narzędziem nacisku w negocjacjach handlowych. Teraz wszyscy partnerzy płacą tyle samo.
Część prawników już zapowiada kolejne pozwy, argumentując, że również nowe cła mogą zostać zakwestionowane w sądzie.
Czy rząd będzie musiał oddać miliardy?
Najpoważniejsze skutki wyroku mogą dotyczyć pieniędzy. Szacuje się, że od momentu wprowadzenia zakwestionowanych ceł rząd zebrał od importerów od 160 do nawet 175 miliardów dolarów.
Sąd Najwyższy przekazał kwestię ewentualnych zwrotów do Sądu Handlu Międzynarodowego. Już ponad tysiąc firm złożyło pozwy. Pierwszą dużą korporacją był FedEx. Jeśli sądy uznają, że pieniądze powinny zostać zwrócone, może to oznaczać jeden z największych sporów finansowych w historii amerykańskiej polityki handlowej.
Eksperci ostrzegają, że masowe zwroty byłyby poważnym obciążeniem dla budżetu federalnego. Sprawy mogą ciągnąć się latami.
Cła w orędziu i polityczne kalkulacje
Kilka dni po wyroku prezydent odniósł się do sprawy podczas orędzia o stanie państwa. Ton był spokojniejszy niż bezpośrednio po decyzji sądu. Trump zapewniał, że administracja ma „alternatywy” i że polityka celna będzie kontynuowana.
Powtórzył też swoją tezę, że w przyszłości dochody z ceł mogłyby w większym stopniu zastępować podatki dochodowe. Ekonomiści pozostają sceptyczni. Obecne wpływy z ceł wynoszą około 30 miliardów dolarów miesięcznie, podczas gdy wpływy z podatku dochodowego są wielokrotnie wyższe.
Rachunki i zwroty
Wyrok Sądu otworzył drogę do potencjalnie największego sporu o zwrot środków pieniężnych w historii amerykańskiej polityki handlowej. Szacuje się, że od czasu wprowadzenia ceł na podstawie IEEPA rząd zebrał ponad 160–175 miliardów dolarów. Sąd Najwyższy przekazał kwestię zwrotów Sądowi Handlu Międzynarodowego, ale droga do odzyskania pieniędzy może być długa.
Już ponad tysiąc firm złożyło pozwy. Pierwszą dużą korporacją, która zdecydowała się na ten krok, był FedEx. Neal Katyal, adwokat, który w imieniu importerów wygrał sprawę przed Sądem Najwyższym, ogłosił powołanie specjalnego zespołu zajmującego się odzyskiwaniem środków. Eksperci ostrzegają, że ewentualne masowe zwroty mogą poważnie uderzyć w finanse publiczne i że całość postępowań potrwa latami.
Reakcje za granicą
Reakcje partnerów handlowych są mieszane. Kanada uznała wyrok za potwierdzenie swojego stanowiska, że wcześniejsze taryfy były bezprawne. W Europie dominuje ostrożność. Unijni politycy podkreślają, że chcą jasności co do dalszych działań Waszyngtonu, zanim podejmą kolejne decyzje dotyczące współpracy handlowej. Indie wstrzymały finalizację tymczasowej umowy handlowej tuż przed planowaną wizytą delegacji w Waszyngtonie. Część krajów, które wcześniej wynegocjowały stawki wyższe niż 15 procent ma je utrzymać zgodnie z zawartymi umowami. Te, które nie negocjowały żadnego porozumienia, mogą tymczasowo skorzystać na nowym, jednolitym poziomie taryf.
Polityczny test przed wyborami
Nowe cła obowiązują do końca lipca — tuż przed szczytem kampanii wyborczej do Kongresu. Demokraci zapowiadają sprzeciw wobec ich przedłużenia. Wśród samych republikanów również nie ma pełnej jednomyślności.
Według sondaży niemal dwie trzecie Amerykanów negatywnie ocenia sposób prowadzenia polityki celnej. Wielu wyborców łączy ją z rosnącymi kosztami życia. W roku wyborczym to istotny czynnik polityczny.
Administracja stoi więc przed wyborem: próbować wprowadzać kolejne instrumenty celne, ryzykując nowe spory sądowe i napięcia międzynarodowe, czy pozwolić, by obecne taryfy wygasły latem.
Jedno jest pewne — wyrok Sądu Najwyższego nie zakończył wojny celnej. Zmienił tylko jej zasady. Teraz stawką są nie tylko relacje handlowe, lecz także miliardy dolarów i polityczna przyszłość całej strategii gospodarczej administracji.
na podst. Bloomberg, Financial Times, NPR, CNBC, CNN, Al Jazeera, CFR, PIIE, Tax Foundation, Brownstein, Yale Budget Lab i Penn-Wharton Budget Model