Wojska rosyjskie wysadziły ogromną zaporę wodną na rzece Dniepr, oddzielającą siły rosyjskie i ukraińskie na południu Ukrainy, powodując powódź w strefie działań wojennych.
Zalane zostały miejscowości leżące w dolnym biegu rzeki po obu jej brzegach, w tym części Chersonia. Pod wodą znalazł się także stadion miejscowego klubu piłkarskiego Enerhija. Prokuratura generalna Ukrainy poinformowała we wtorek, że wszczęła śledztwo w sprawie wysadzenia zapory. Śledztwo dotyczy zbrodni wojennej i ekobójstwa. Rwąca woda porywa ze sobą wszystko – także miny, które Rosjanie rozstawili na łąkach i w lasach. ZOO w Nowej Kachowce zostało całkowicie zalane. Zginęły wszystkie zwierzęta, z wyjątkiem ptaków.
Będą ofiary powodzi
Ołeksandr Prokudin, szef władz obwodowych lojalnych wobec Kijowa przekazał, że około 16 tys. osób znajduje się w strefie krytycznej na prawym brzegu Dniepru. Część Chersonia i dziesięć okolicznych miejscowości zostało całkowicie lub częściowo zalanych. Szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba uważa, że wysadzenie tamy w Nowej Kachowce to być może największa katastrofa spowodowana przez człowieka w Europie w ostatnich dziesięcioleciach.
Konsekwencje
W ocenie wielu analityków poważną konsekwencją rosyjskiej zbrodni wojennej może być zagrożenie systemu chłodzenia Zaporoskiej Elektrowni Atomowej w Enerhodarze, okupowanej przez wroga od marca 2022 roku. Sam Wołodymyr Zełenski odbył w tej sprawie rozmowę z szefem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafaelem Grossim.
"Wiemy, że będzie zatopionych od 35 do 70 miejscowości. Wiemy, że będą ogromne problemy z dowozem pitnej wody. Będą ogromne problemy z pitną wodą nawet tam, gdzie (teren) nie jest zatopiony. W całym regionie: dniepropietrowskim, zaporoskim, chersońskim" - podkreślił Zełenski, cytowany przez portal Ukraińska Prawda. Europejscy dyplomaci porównują wysadzenie tamy do użycia przez Rosję broni masowego rażenia.
Kreml protestuje
Kreml twierdzi, że był to "sabotaż ze strony Kijowa". Stacja NBC przekazała, że Stany Zjednoczone posiadają dowody, które wskazują na to, że Rosja stoi za wysadzeniem tamy w Nowej Kachowce. Dowody mają mieć też Ukraińcy – to oni informują, że za atakiem stoi rosyjska 205. Brygada Strzelców Zmotoryzowanych. Prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że nie jest możliwe ostrzelanie okupowanej elektrowni z zewnątrz. Miała zostać zaminowana przez Rosjan.
Wojna wchodzi w nowy rozdział
Wysadzenie przez rosyjskie wojska zapory hydroelektrowni na Dnieprze w Nowej Kachowce to nie tylko próba powstrzymania ukraińskiej kontrofensywy, ale też odwrócenia uwagi własnego społeczeństwa od walk partyzanckich w obwodzie biełgorodzkim — ocenia wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar. Podobne opinie mają politolodzy. We wspomnianym obwodzie biełgorodzkim pod koniec maja proukraińskie formacje Rosyjski Korpus Ochotniczy oraz Legion "Wolność Rosji" zdołały przedostać się do miasta w Rosji i dokonywać ataków, paraliżując lokalne władze. Nocą z 31 maja na 1 czerwca dokonały ataku na 40-tysięczne miasto Szebiekino. Za główny cel rosyjscy ochotnicy stawiają sobie wyzwolenie wszystkich ukraińskich terenów, a następnie obalenie reżimu panującego na Kremlu.
Na Moskwę spada deszcz dronów
Ataki w obwodzie położonym przy granicy z Ukrainą to nie koniec walk na terytorium Rosji. W poniedziałek rano w obwodzie kałuskim w Rosji, na trasie wiodącej z Moskwy do granicy z Ukrainą, rozbiły się dwa drony. Wcześniej - w nocy z czwartku na piątek odnotowano ataki dronów nieznanego pochodzenia w obwodach smoleńskim, kurskim i kałuskim. Celem nalotów w pobliżu Smoleńska były obiekty infrastruktury energetycznej - zakład przetwórstwa ropy naftowej należący do koncernu Transnieft i budynek administracyjny w pobliżu instalacji gazowych. W poprzednich miesiącach naloty dronów odnotowywano też w innych rosyjskich regionach, m.in. w obwodach biełgorodzkim i briańskim, a także w Kraju Krasnodarskim i Adygei. Celem były rafinerie. W tym samym czasie ponad 20 dronów zostało wysłanych nad Moskwę. Większość zostało strąconych, ale kilka uderzyło w budynki mieszkalne. Kijów oficjalnie odcina się od przeprowadzonych ataków.
„Te drony przyleciały z Ukrainy. Nie był to żaden atak zorganizowany przez rosyjski ruch oporu, jak zaczęli już głosić kremlowscy propagandyści. Jeśli chodzi o fakt dotarcia tych maszyn do Moskwy, można to wyjaśnić specyfiką rosyjskich systemów obrony powietrznej. Tego uzbrojenia nie wyprodukowano bowiem w celu wykrywania i niszczenia tak nowoczesnych bezzałogowców, jak drony wykorzystywane obecnie przez Ukrainę, lecz mniej zaawansowanych technicznie celów wytwarzanych w Związku Sowieckim” - tłumaczył izraelski analityk ds. wojskowości David Sharp. Według niego atak na Moskwę jest kolejnym wizerunkowym ciosem dla Rosji.
fk