W hołdzie Krzysztofowi Krawczykowi
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

22 maja na muzyczny wieczór wspomnień poświęcony zmarłemu 5 kwietnia tego roku Krzysztofowi Krawczykowi zaprosił Polonię Marek Kulisiewicz, wokalista zespołu „Wawle”, ostatni z grupy „Czterech panów K”, którą obok gospodarza wieczoru tworzyli nieżyjący już: Krzysztof Klenczon, Waldemar Kocoń i Krzysztof Krawczyk.

W klubie nocnym „Alibaba” pojawiło się wielu fanów założyciela „Trubadurów”, który przez kilkanaście lat mieszkał i koncertował w „Wietrznym Mieście”. Marek Kulisiewicz przypomniał najważniejsze jego przeboje z długiej listy skomponowanych i wylansowanych utworów.

„Jeżeli chodzi o „Czterech panów K” nazywanych także „Gangiem K”, którzy występowali na różnych scenach polonijnego Chicago, to z wielkim rozrzewnieniem wspominam te czasy, kiedy na scenie w klubach „Cardinal”, „Maryla Polonaise” czy „Cafe Lura” mieliśmy okazję razem śpiewać. To niezapomniane chwile. Śp. Krzysiu Krawczyk dla mnie cały czas żyje. Jest osobą, którą kochałem, szanowałem jako wokalista i kolega z branży. Zawsze podziwiałem jego talent, umiłowanie piosenki i sceniczną charyzmę. Nikt spośród nas nie nagrał tylu utworów, co Krzysiek. I to utworów o różnym charakterze: piosenek religijnych, country, blues, disco polo, rocka i wiele innych. Zawsze, gdy się spotykaliśmy, a nieraz graliśmy razem w klubach i restauracjach, to zawsze jeden na drugiego patrzył, co on tam nowego wymyśli, co zaśpiewa, co ma nowego? Stąd też była między nami wielka przyjaźń. Nie było między nami żadnej zawiści.

Poznałem Krzyśka, gdy przyleciałem na koncerty do Nowego Jorku. Spotkaliśmy się w klubie „Elizbaeth” na terenie New Jersey, gdzie miałem okazję wystąpić dzięki protekcji Andrzeja Rosiewicza, który tam śpiewał. Pod koniec mojego czterotygodniowego pobytu dojechał Krzysztof Krawczyk, który miał występować przez kolejne tygodnie. Pokazał mi wtedy plik plastykowych wizytówek, wręcz harmonijkę i mówi: Patrz Kulis, to są kluby, gdzie grałem i śpiewałem – on już był czwarty czy piąty raz w Ameryce, ja byłem jeszcze świeży i szukałem kontaktów. Pomyślałem, że skoro jest tyle klubów, to może być dużo pracy. I faktycznie, nie mogłem narzekać na popularność. Później zająłem się prowadzeniem własnego zespołu, który grał w stałych miejscach. To okazało się lepszym wyjściem niż jeżdżenie co dwa trzy tygodnie do innego miejsca, ale każdy z nas wybierał to, co mu bardziej odpowiadało. Podobnie działali Krzysztof Klenczon i Waldemar Kocoń, którego wielu z czytelników pamięta z klubu „Maryla Polonaise”, gdzie wraz z moim zespołem często występował. Niestety, pierwszy odszedł 40 lat temu, a Waldek Kocoń na początku obecnego wieku wrócił do Polski, gdzie zmarł w 2012 roku”.

DSC 1732

Marek Kulisiewicz przypomniał liczne przeboje śp. Krzysztofa Krawczyka

Liczne grono wielbicieli talentu Krzysztofa Krawczyka i Marka Kulisiewicza spędziło miły wieczór muzycznych wspomnień. Po koncercie przyszedł czas na zabawę taneczną. Była okazja do rozmów. „Zawsze uwielbiałam Krzysztofa Krawczyka, szczególnie ten jego barytonowy głos. Śpiewał w różnych stylach. Wiele kobiet się w nim kochało” – powiedziała Halina Jaworska, która w raz z córką Violettą przy lampce wina wsłuchiwały się w piosenki śpiewane przez Marka Kulisiewicza.

Tekst i zdjęcia: NEWSRP