----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

24 kwietnia 2023

Udostępnij znajomym:

Damian Duda pochodzi z Lublina i na co dzień pracował na Uniwersytecie Marii-Curie Skłodowskiej. Jest politologiem. Pełnił też funkcję rzecznika prasowego Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Na Ukrainie – z przerwami – służy od 9 lat, bo przed wojną przyjeżdżał też do Donbasu. Od początku inwazji służy bezpośrednio na froncie. Najpierw w rejonie Chersonia, a w ostatnim czasie Bachmutu i Sołedaru – w miejscach, gdzie walki są najcięższe i najbardziej krwawe. Jest szefem ochotników – ratowników pola walki, a wraz z nim służy kilku Polaków. W grupie nie walczą bezpośrednio, ale to, co dają, jest jeszcze ważniejsze. To oni ratują rannych żołnierzy ukraińskich sił specjalnych. Cel numer jeden? Opatrzenie obrażeń i umożliwienie transportu ciężko rannych.  

„My pracujemy niemal pod ostrzałem. Mamy świadomość tego, że może dojść do sytuacji, że to nam za chwilę trzeba będzie pomóc. Koledze się zdarzyło, że odłamek uderzył osobę, z którą on akurat rozmawiał” – mówił w jednym z wywiadów Damian Duda. Misja na Ukrainie trwa dla nich kilka miesięcy – ochotnicy wracają do kraju tylko po to, by kupić niezbędny sprzęt, załatwić sprawy służbowe i „naładować akumulatory” na kolejne miesiące pracy pod ostrzałem artylerii.

Publikują w internecie

Poszczególne fragmenty interwencji Damian Duda publikuje w internecie – głównie na Twitterze. Filmy nie są mocno cenzurowane, przez co osiągają gigantyczne zasięgi. Internet obiegł też film, w którym szef zespołu medyków "W Międzyczasie" – bo tak nazywa się grupa - razem z kolegą transportują rannego żołnierza. Słowa, które w wolnym tłumaczeniu oznaczają "wszystko będzie dobrze brachu" stały się już symbolem i obiegły światowe media. W lutym fragment tego właśnie filmiku zamieścił w swoich mediach społecznościowych sam prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.  

Jak wygląda praca medyków z Polski?

Ratownicy pola walki przemieszczają się po ukraińskim froncie terenówkami przygotowanymi przez polskie firmy. Są to przeważnie auta kupione ze zrzutek lub darowane, które polskie firmy także charytatywnie dozbrajały i doprowadziły do mechanicznego ładu. To ważne, bo samochód na froncie musi mieć dwa elementy – napęd 4x4 i silnik diesla. Takie samochody umożliwiają zespołowi sprawne transportowanie ofiar wzdłuż linii frontu. Rolą zespołu jest stabilizowanie stanu rannych i przygotowanie ich do transportu do szpitali lub tzw. punktów życia w bezpiecznych strefach. Sami ratownicy chodzą ubrani tak jak żołnierze – w kaskach i kamizelkach kuloodpornych, bo rakiety i bomby kasetowe nie wybierają ofiar…

„Wywozimy kolejnych poszkodowanych z fortecy Bachmut. Zatrzymali natarcie najemników z grupy wagnera, ale zostali ciężko ranni broniąc ukraińskich pozycji. Każdy z nich posiadał kilka ran postrzałowych, z którymi musieliśmy sobie poradzić zanim pod ogniem przeciwnika naszym rumakiem wywieźliśmy ich z Bachmutu do punktu stabilizacji. Udało się wyrwać ze szponów śmierci kolejnych obrońców. Kontynuujemy naszą misję: pomimo ciągłego ostrzału artylerii po mieście, warunków lokalowych oraz zaczynających się braków w środkach do działania” – to fragment jednego z internetowych postów. Działalność polskich ratowników na froncie to wolontariat, nie otrzymują za to żadnego wynagrodzenia.

Niebezpieczeństwo

Rosyjska propaganda działa. Nasze zdjęcia pojawiły się na kanale "Zdemaskuj nazistę". Dlatego wiem, co by się stało, gdybyśmy dostali się rosyjskiej niewoli. Myślę, że wyrok śmierci na nas już zapadł – przyznał Damian Duda w wywiadzie dla Radia ZET. Polscy medycy są od dawna jednymi z głównych celów najemników z tzw. grupy Wagnera. Ale bezpośrednie zagrożenie spotyka ich każdego dnia.

„Jednego dnia odłamek uderzył w ścianę 20 cm od mojej głowy, innego niemal wpadłem pod rosyjski ostrzał artyleryjski, a uratowało mnie jedynie to, że pomyliłem drogę i skręciłem w inną uliczkę, niż pierwotnie planowałem. Kiedyś znalazłem się na linii ostrzału granatnika ukraińskiego, jeszcze innego dnia, będąc w Sołedarze, bezwiednie wjechaliśmy na obszar kontrolowany przez Rosjan. Jak ktoś działa bezpośrednio na linii frontu, to nie ma miejsc bezpiecznych” – mówi Damian Duda.

fk

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - PRACA W KOMISJACH 950 X 300

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - PRACA W KOMISJACH 950 X 300

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - PRACA W KOMISJACH WYBORCZYCH 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor