Wszystko będzie droższe
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Eksperci mają coraz większą nadzieję, niemal pewność, że amerykańska gospodarka odbije w 2021 roku. Niestety, będziemy musieli za to zapłacić. Dosłownie.

Wprowadzenie szczepionki, pakiet stymulacyjny o wartości prawie 2 bln. dolarów i wzrost wydatków wynikający z grudniowego bodźca federalnego powalają bardziej optymistycznie spoglądać w gospodarczą przyszłość. Specjaliści i sektor prywatny przewidują gwałtowny wzrost ekonomiczny po ustąpieniu pandemii. Bank of America właśnie zwiększył szacowany wzrost PKB w 2021 r. z 6% do 6.5%

To, co przed nami, może okazać się największym okresem koniunktury w amerykańskiej gospodarce od pewnego czasu - ale niestety, będziemy zapłacić za to podwyższonymi cenami w sklepach.

Większy popyt. Wyższe ceny

Historia pokazuje, że prawdopodobnie nie dojdzie do tzw. przegrzania gospodarki, to Wall Street przewiduje jednak, iż niektóre towary i usługi mogą stać się droższe.

David Kelly z JPMorgan napisał w niedawnej notatce bankowej, że spodziewany wysoki popyt może podnieść ceny szeregu usług w miarę ustępowania pandemii, jednocześnie „utrzymując inflację na ustalonym przez Rezerwę Federalną poziomie 2% lub powyżej".

Mark Haefele, dyrektor ds. inwestycji w UBS, napisał, że chociaż obawy dotyczące trwałego wzrostu inflacji są prawdopodobnie „przesadzone”, jego bank przewiduje, że może ona wzrosnąć w krótkim okresie.

„Jeśli pojawi się powstrzymywany dotąd popyt, ceny mogą wzrosnąć nawet powyżej poziomu sprzed pandemii” - dodaje w rozmowie z Business Insider Brian Rose, starszy ekonomista w UBS Global Wealth Management.

90

Podobno to konieczne

Zapowiedź wyższych cen towarów i usług zawsze martwi konsumentów. Jednak choć nie jest to dobra wiadomość dla naszych portfeli, to należy pamiętać, iż wyższe ceny i popyt na surowce bez tzw. przegrzania gospodarki są oznaką zdrowszej ekonomii i kluczowym, kolejnym krokiem w kierunku ożywienia gospodarczego. Warto się więc zastanowić, czy:

Grozi nam przegrzanie gospodarki?

Ekonomiczna teoria mówi, że przegrzanie gospodarki to stan, w którym popyt, czyli zapotrzebowanie na towary i usługi, rośnie szybciej niż wartość produkcji. Ludzie i firmy chcą kupować więcej, niż jest w stanie zaoferować gospodarka. Po początkowym okresie rozkwitu gospodarczego nadmierna konsumpcja powoduje zmniejszenie poziomu oszczędności, co powoduje niedobór środków na kredyty inwestycyjne. Reakcją jest wzrost cen, co powoduje wzrost kosztów produkcji i wzrost cen towarów. Z uwagi na to, że produkcja nie nadąża za szybkim wzrostem popytu, wzrastają ceny i szybko rośnie inflacja.

Na razie nie ma powodów do obaw, wciąż czekamy na zapowiadane ożywienie. Musimy jednak brać pod uwagę możliwość, że popandemiczne ożywienie i nieunikniony wzrost cen może wywołać podwyższoną inflację.

Wyższe ceny czy już inflacja?

Opinie na ten temat są różne. Jedni uważają (przede wszystkim demokraci), iż przygotowywany właśnie pakiet stymulacyjny jest niezbędny, aby przywrócić gospodarce jej dawną siłę. Inni wyrażają obawy (republikanie), iż jest to zbyt duża suma, która wywoła gwałtowny wzrost cen.

Rynki, przynajmniej na razie, stoją po stronie pierwszej grupy. Oczekiwanie na silniejszą inflację podniosły zyski z inwestycji, ponieważ inwestorzy zażądali wyższych zwrotów, aby zrównoważyć zapowiadany wzrost cen.

Na razie nie ma żadnych znaków ostrzegawczych - mówią ekonomiści i przypominają, że w rzeczywistości rentowność inwestycji zaczęła obniżać się w 2019 r., na długo przed pandemią, która wstrząsnęła amerykańską gospodarką. Obecny wzrost to pozytywny i zdrowy rozwój wydarzeń, choć zbyt duże tempo może zszokować system finansowy w krytycznym momencie.

Więc co to wszystko oznacza dla naszych portfeli?

Cóż, odpowiedź w dużej mierze zależy od tego, na co chcemy wydać najwięcej.

Ropa i benzyna będą droższe. Sektor energetyczny już odnotował 23.6% wzrost cen, większy niż jakakolwiek inna branża, ponieważ popularność samochodów wzrosła podczas pandemii, ceny ropy wzrosły z 40 dolarów za baryłkę latem ubiegłego roku do prawie 60 dolarów obecnie.

Oczywiście pandemia spowodowała również wzrost wydatków na zdrowie. Sektor opieki zdrowotnej odnotował wzrost wskaźnika Consumer Price Index o 14.7%, co oznacza, że Amerykanie będą musieli płacić za opiekę zdrowotną jeszcze więcej niż dotychczas.

Następnie mamy domy i mieszkania. Rynek kwitnie, ale kupno domu stało się bardzo drogie. Stopy procentowe znajdują się na historycznie niskim poziomie, ale wyższa rentowność obligacji skarbowych wskazuje, że to się wkrótce zmieni. Pierwsze znaki już mamy, bo od oprocentowanie kredytów hipotecznych powróciło do najwyższego poziomu od sierpnia.

Drożej, ale lepiej?

Ponieważ wzrost cen będzie napędzany silniejszym popytem, ekonomiści wierzą, że to znak, iż wpływ pandemii słabnie, a życie wraca do normy. Zapowiadane przez polityków ruchy związane z pakietem stymulacyjnym spowodują gwałtowny, ale przejściowy wzrost cen. To, gdzie inflacja ustabilizuje się w dłuższej perspektywie, zależy od tego, jak wyglądał będzie rynek pracy.

Fed zasugerował, że nie podniesie stóp procentowych, dopóki nie zobaczy postępu w zatrudnieniu. Gdyby inflacja zbytnio rosła przy jednoczesnym spadku bezrobocia, bank centralny podejmie działania w kierunku obniżania inflacji wyższymi stopami procentowymi.

Tyle teorie, a jak będzie zobaczymy już wkrótce.

rj