Wyborczy selfiak. Można? Warto?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Za kilka dni w mediach społecznościowych na pewno pojawi się sporo fotek robionych z kartą do głosowania w dłoni. To tzw. ballot selfie, czyli w swobodnym tłumaczeniu wyborczy selfiak, a więc wykonane samemu zdjęcie z momentu oddawania głosu. Zanim pójdziecie śladem innych sprawdźcie, czy w waszym miejscu zamieszkania nie grozi to jakimiś konsekwencjami.

W wielu stanach zrobienie sobie zdjęcia z kartą do głosowania nie stanowi problemu. W 14 jest zabronione, z czego w kilku z nich przewidziane za to kary mogą być poważne, z więzieniem włącznie. W pozostałych to w tym momencie tzw. szara strefa, bo choć prawo zakazuje, to nikt raczej za to nie ściga - niby można, ale lepiej być ostrożnym.

Temat jest coraz gorętszy. Moda na selfiki wyborcze pojawiła się wraz z mediami społecznościowymi, ale największą popularność zyskała ta forma ekspresji podczas wyborów prezydenckich cztery lata temu. Głosując dostajemy naklejkę, po której nie ma śladu w internecie, więc fotka z kartą i podpis “I Voted” stał się na Facebooku, Instagramie, czy Twitterze jej odpowiednikiem.

Ponad 100 lat zajęło Stanom Zjednoczonym doprowadzenie do tajności głosowania, a teraz w dobie wszechobecnych telefonów komórkowych tajność ta jest zagrożona.

Za i przeciw

Z jednej strony nie powinno być problemu, bo przecież takie autoportrety objęte są zasadami regulującymi wolność słowa, poza tym reklama udziału w wyborach dobra jest dla demokracji.

Z drugiej pojawiają się głosy, iż może to być wykorzystane do kupowania głosów - “Pokaż mi kartę ze wskazaniem określonego kandydata, a ja ci zapłacę”.

Już we wtorek kolejne wybory i temat powraca od nowa. Zasady regulujące “ballot selfie” wciąż zmieniają się w poszczególnych stanach, zwłaszcza od czasu wyborów w 2016 r., gdy wiele osób nie wiedziało, jak interpretować lokalne prawa.

Gdzie tak, gdzie nie, gdzie może…

Nie będziemy dokładnie opisywać zasad obowiązujących w każdym stanie, ograniczymy się do własnego podwórka, czyli Illinois. Wcześniej jednak należy zwrócić uwagę, że niezależnie od wszystkiego, robiąc wyborcze selfie starajmy się, by w kadrze nie znalazły się inne osoby i ich karty do głosowania. To akurat zabronione i karalne jest wszędzie.

Mapka poniżej daje nam ogólny obraz obowiązujących praw: zielony kolor to zgoda na wyborcze selfie, granatowy oznacza zakaz, jasno niebieski określa tzw. szarą strefę. Przykładem takiej strefy jest stan Wisconsin, który bliski jest podjęcia decyzji, by nie karać już osób robiących selfie z wypełnioną kartą do głosowania i umieszczających je w internecie. Na razie jest to tam nielegalne, ale raczej nie jest egzekwowane przez nikogo.

52

Illinois - do 3 lat więzienia?

Niestety, w naszym stanie nie wolno tego robić i na razie przynajmniej nie mówi się o zmianie prawa. A jest ono tu surowe. Przepisy obowiązujące w Illinois przewidują od roku do trzech lat więzienia za publikację selfiaka z kartą do głosowania. Na szczęście przypadków takich nie ma zbyt wiele i prawo to nie jest zbytnio egzekwowane.

Przedstawiciele powiatu Cook mówią, że generalnie robienie zdjęć w ogóle w punktach wyborczych jest zakazane ze względu na prywatność osób tam przebywających. Ale rzecznik chicagowskiej Komisji Wyborczej twierdzi, że mamy konstytucyjne prawo do robienia sobie selfie, nawet jeśli czynimy to w miejscu, w którym teoretycznie jest to zakazane.

„Tak długo, jak nie naruszamy prywatności innych” – mówią urzędnicy. Czyli, choć nielegalne, to dozwolone pod warunkiem, że w zasięgu oka naszego aparatu nie znajdzie się inna osoba lub jej karta wyborcza.

Podobną zasadę przyjmują w innych powiatach, choć zwykle nalegają, by jednak obowiązującym przepisom się podporządkować.

Czy warto?

Problem jest o tyle nowy, że kiedyś nikt nawet nie pomyślał o tym, aby wnosić ze sobą aparat fotograficzny do punktu wyborczego. Poza tym istniała tradycja tajności kart do głosowania, którą według wielu osób powinniśmy zachować. Choćby po to, by ktoś, kiedyś, nie zmusił nas do pokazania, na kogo oddaliśmy głos, lub nie wyciągnął konsekwencji, jeśli nie spodoba mu się nasz wybór.

Zwolennicy takich zmian, czyli liberalizacji lub likwidacji przepisów uznają je za archaiczne.

“Na razie nikomu z tego powodu nie stała się krzywda” - mówią.

“Ale wkrótce może się stać” - przekonują inni.

Taka liberalizacja przepisów może to spowodować stopniowy zanik tajności głosowania. Zastanówmy się, czy nie powinniśmy jej chronić.

Publiczne upowszechnianie kart do głosowania może sprawić, że pracodawcy, związki zawodowe lub inne organizacje publiczne i prywatne zaczną wymagać od nas udowodnienia, iż głosowaliśmy w określony sposób w celu utrzymania zasiłku, pomocy lub pracy. Możemy również zostać ukarani w jakiś sposób, jeśli będziemy głosować nie po myśli osób lub organizacji, od których jesteśmy zależni. Na razie nie stanowi to problem, ale nikt przecież nie zagwarantuje, iż tak będzie zawsze.

Po wyborach w 2016 r., do sądów w całym kraju wpłynęło kilkanaście spraw dotyczących “wyborczych selfiaków”.

Sądy w New Hampshire i Indianie uznały, że prawa zabraniające robienia selfie z kartą do głosowania były niezgodne z konstytucją i odrzuciły sprawy. W kilku innych wymierzono kary.

W Nebrasce postanowiono zlikwidować zakaz przychylając się do argumentów, iż jest to sposób wyrażania opinii w sprawach politycznych, poza tym zachęta do bycia aktywnym podczas wyborów.

W Nowym Jorku utrzymano w mocy obowiązujące prawo.

Natomiast w Michigan najpierw przychylono się do zakazu, po czym go zlikwidowano i dziś stan ten na powyższej mapce mieni się zielenią.

rj