----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

15 października 2026

Udostępnij znajomym:

Wizyta z psem lub kotem coraz częściej kończy się rachunkiem, który trudno zmieścić w domowym budżecie. Gdy potrzebna jest operacja, specjalistyczne badania albo nocna hospitalizacja, wydatki mogą sięgać tysięcy dolarów. Za rosnącymi kosztami stoją zarówno postęp medycyny i droższe utrzymanie przychodni, jak i zmiany w samej branży. Gabinety weterynaryjne stały się bowiem atrakcyjnym celem dla wielkich firm oraz funduszy inwestycyjnych.

Według opublikowanych w październiku danych federalnego Bureau of Labor Statistics usługi weterynaryjne we wrześniu 2026 roku były średnio o 4,6 proc. droższe niż rok wcześniej. Ogólna inflacja wynosiła w tym czasie 3,7 proc. To kolejna podwyżka nakładająca się na wydatki, które właściciele zwierząt ponoszą przez całe ich życie.

Więcej możliwości, większe wydatki

Dzisiejsza weterynaria potrafi znacznie więcej niż kilkadziesiąt lat temu. Rezonans magnetyczny, leczenie nowotworów czy skomplikowane operacje dają zwierzętom szansę na dłuższe życie. Wymagają jednak drogiego sprzętu, specjalistów i opieki po zabiegu. Do tego dochodzą wynagrodzenia personelu, leki oraz koszty utrzymania placówki.

Nie każda wysoka cena oznacza więc nieuzasadniony zarobek. Problem zaczyna się wtedy, gdy właściciel nie wie, za co dokładnie płaci, jakie ma możliwości i czy podobne leczenie gdzie indziej kosztowałoby mniej. W nagłym przypadku trudno to sprawdzić. Człowiek przywożący cierpiące zwierzę na nocny dyżur myśli przede wszystkim o ratowaniu jego zdrowia.

Ten sam szyld, inny właściciel

Przez lata typowy gabinet należał do lekarza lub niewielkiej grupy weterynarzy. Dziś część takich placówek jest kupowana przez sieci. Za nimi stoją zarówno duże biznesy, jak i fundusze, które inwestują w firmy z zamiarem zwiększenia ich wartości i osiągnięcia zysku.

Przykładem jest rodzinny koncern Mars, znany z produkcji słodyczy, takich jak batony Mars i Snickers czy cukierki M&M’s, ale także karm dla zwierząt, m.in. Pedigree i Royal Canin. Do firmy należą również sieci weterynaryjne Banfield, VCA i BluePearl.

Innym ważnym inwestorem jest JAB, firma inwestycyjna zarządzająca majątkiem niemieckiej rodziny Reimannów, znana m.in. z inwestycji w branży kawowej. Poprzez przejęcia National Veterinary Associates i Ethos stała się również dużym graczem na amerykańskim rynku usług weterynaryjnych.

To różne rodzaje właścicieli, ale wspólnym zjawiskiem jest skupianie wielu przychodni w rękach dużych grup.

Dla pacjentów taka zmiana może oznaczać dostęp do specjalistów, lepszego wyposażenia i rozbudowanej opieki. Nie gwarantuje jednak niższych cen. Oszczędności uzyskane dzięki wspólnym zakupom czy administracji mogą zwiększać zysk firmy zamiast zmniejszać rachunki klientów.

Obawy o konkurencję nie są wyłącznie teoretyczne. W 2022 roku Federalna Komisja Handlu, czyli FTC, uzależniła zgodę na dwa przejęcia dokonywane przez JAB od sprzedaży części klinik innym właścicielom. Dotyczyło to m.in. placówek w Kalifornii, Teksasie i rejonie Waszyngtonu. Urząd obawiał się ograniczenia konkurencji w usługach specjalistycznych i ratunkowych.

Co pokazała kontrola rynku

Szczegółowe badanie przeprowadzono w Wielkiej Brytanii. Tamtejszy urząd ochrony konkurencji CMA ustalił, że od początku 2016 do końca 2023 roku ceny usług weterynaryjnych w Wielkiej Brytanii wzrosły średnio o 63 proc. W tym samym okresie ogólny poziom cen konsumpcyjnych podniósł się o 32 proc., czyli mniej więcej o połowę mniej.

W końcowym raporcie opublikowanym w marcu 2026 roku wskazano także, że w badanym okresie ceny konsultacji, leczenia i leków w pięciu dużych grupach były łącznie średnio o 18,3 proc. wyższe niż w niezależnych przychodniach. Skala różnic zależała od sieci. Urząd uznał, że wzrostu cen po części przejęć nie dało się w pełni wyjaśnić poprawą jakości usług.

To dane brytyjskie, których nie można automatycznie przenosić na nasz rynek w USA. Pokazują jednak, dlaczego pytanie o właściciela gabinetu ma znaczenie.

Rachunek płaci także zwierzę

Helaine Olen z organizacji American Economic Liberties Project w rozmowie z Vox zwraca uwagę, że koszty leczenia mogą prowadzić do zadłużenia, a nawet oddawania zwierząt do schronisk. Opisuje też mieszkańców Kalifornii szukających tańszej pomocy weterynaryjnej w Meksyku.

Rosnące rachunki mogą skłaniać do odkładania wizyt lub rezygnacji z badań. Oszczędność bywa wtedy pozorna, jeśli choroba zostanie wykryta później i wymaga trudniejszego leczenia. Ciężar finansowy ponosi rodzina, ale konsekwencje zdrowotne dotykają zwierzęcia.

Przy planowanym zabiegu warto poprosić o pisemny kosztorys i zapytać o dostępne warianty leczenia. Można też porównać ceny w innych placówkach. Weterynaria ma coraz więcej możliwości ratowania zwierząt. Dla ich właścicieli zasadniczym pytaniem pozostaje jednak, czy będą mogli z nich skorzystać.

Ubezpieczenie?

Pomocą w pokryciu dużych, niespodziewanych rachunków może być ubezpieczenie dla zwierzęcia. Choć oznacza stały wydatek, przy kosztownej operacji lub dłuższym leczeniu może wyraźnie odciążyć domowy budżet i ułatwić decyzję o ratowaniu pupila. Trzeba jednak uważnie przeczytać warunki polisy, zwłaszcza limity wypłat, udział własny i wyłączenia. Choroby istniejące przed zawarciem umowy zwykle nie są objęte ochroną, a wiele polis wymaga najpierw opłacenia rachunku z własnej kieszeni i dopiero później zwraca część kosztów.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

SOBCZAK MEDICARE 2026 300 X 600 wersja 1

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor