Chicago przygotowuje się do kolejnej trudnej debaty budżetowej. Prognozowany niedobór na przyszły rok wynosi 882,4 mln dolarów. Burmistrz Brandon Johnson wskazuje na potrzebę większego opodatkowania dużych firm, natomiast grupa 29 radnych domaga się, by miasto najpierw poszukało oszczędności i usprawniło zarządzanie. Szczegółowy projekt budżetu nie został jeszcze przedstawiony, a zapowiedzi nowych obciążeń nie są przyjętymi decyzjami.
Burmistrz powołuje się na mieszkańców. 13 października jego biuro opublikowało raport z konsultacji budżetowych. Spośród 591 odpowiedzi zebranych podczas pięciu miejskich wydarzeń około 88 proc. wskazywało podwyższenie podatków dla dużych korporacji jako preferowane źródło dochodów. Burmistrz uznał ten wynik za argument przemawiający za jego polityką ochrony i rozwijania usług miejskich.
Wynik wymaga jednak precyzyjnego przedstawienia. Dotyczy uczestników konsultacji, a nie reprezentatywnego sondażu wszystkich mieszkańców Chicago. Nie oznacza więc, że niemal dziewięciu na dziesięciu Chicagowian popiera konkretne podwyżki.
Radni chcą najpierw oszczędności
Grupa 29 członków Rady Miasta wezwała administrację Johnsona do ograniczenia kosztów i poprawy efektywności przed sięganiem po kolejne wpływy podatkowe. Koalicja wyznaczyła trzy granice negocjacji: bez podwyżki podatku od nieruchomości, bez tak zwanego „head tax”, czyli obciążenia firm naliczanego od liczby zatrudnionych pracowników, i bez wpisywania do budżetu pieniędzy ze Springfield, których stan jeszcze nie zatwierdził.
Jednocześnie radni przyznają, że same cięcia wydatków mogą nie wystarczyć do pokrycia całego niedoboru. Są gotowi rozmawiać o dodatkowych dochodach, ale dopiero po przedstawieniu konkretnych oszczędności przynoszących efekty także w następnych latach.
Radna Samantha Nugent z 39. okręgu przekonuje, że przed rozmową o nowych podatkach miasto powinno wykorzystać wskazane już możliwości oszczędzania oraz zająć się zadłużeniem. Spór dotyczy zatem nie tylko tego, kto ma zapłacić, lecz także kolejności działań przy układaniu budżetu.
W tle pozostaje wcześniejsza porażka burmistrza. Jesienią 2024 roku jego propozycja podwyższenia wpływów z podatku od nieruchomości o 300 mln dolarów została odrzucona przez Radę Miasta jednogłośnie. Johnson nie wykluczył jednak ponownego sięgnięcia po ten podatek podczas obecnych przygotowań budżetowych.
Negocjacje mają również wymiar wyborczy. Do wyborów burmistrza pozostało niespełna pięć miesięcy. Johnson stawia na hasło większego udziału najbogatszych w finansowaniu miasta, a przeciwni mu radni próbują narzucić warunki, na jakich zgodzą się poprzeć kolejny budżet.
Podatki od cyfrowej gospodarki
Jednym z kierunków wskazywanych przez burmistrza są daniny związane z usługami cyfrowymi. Chicago już opodatkowuje między innymi korzystanie z oprogramowania i usług w chmurze w ramach podatku od najmu określonych dóbr i usług. W miejskim systemie funkcjonuje także podatek dotyczący firm prowadzących media społecznościowe, ale jest on przedmiotem sporu sądowego.
Johnson domaga się ponadto od władz Illinois szerszych uprawnień do opodatkowania biznesu. Nie wszystkie rozwiązania miasto może wprowadzić samodzielnie. Dlatego deklaracja, że większą część kosztów powinny ponosić korporacje, nie przesądza jeszcze, jaki mechanizm znajdzie się w projekcie ani czy uzyska wymagane poparcie.
Miasto chce skuteczniej odzyskiwać należności
Równolegle administracja zapowiada intensywniejsze odzyskiwanie zaległych płatności, między innymi związanych z wykroczeniami dotyczącymi pojazdów. Miejski kontroler finansowy Michael Belsky poinformował, że działania mają wykorzystywać analizę danych i koncentrować się na osobach ocenianych jako zdolne do uregulowania długu.
Dla mieszkańców najważniejsze pozostaje to, jakie podatki, opłaty i zmiany w usługach rzeczywiście obejmie ostateczny budżet. Na obecnym etapie nie ma podstaw, by podawać konkretne nowe stawki ani wyliczać dodatkowy koszt dla przeciętnej rodziny. Odpowiedzi przyniesie dopiero projekt oraz negocjacje z Radą Miasta.